Reklama

Reklama

Dorota Grzelak-Latos: Szalona panna Ewa

Na castingu pokonała nawet Justynę Sieńczyłło, późniejszą żonę Emiliana Kamińskiego!

Piegi były namalowane, warkocze doczepiane, a włosy ufarbowane - wspomina Dorota Grzelak-Latos (48) swoją rolę w "Szaleństwach panny Ewy". Żeby zagrać w jednym z najbardziej znanych młodzieżowych filmów lat 80., musiała zmienić wygląd, bo była ciemnowłosą, krótko ostrzyżoną dziewczyną. Za to usposobienie miało zostać bez zmian, bo tak samo, jak filmowa Ewa, lubi się śmiać i kocha ludzi. Ten jej wrodzony optymizm przykuł uwagę Kazimierza Tarnasa, reżysera filmu, który postanowił dać jej główną rolę.

Reklama

Jak trafiła na plan? Trochę przez przypadek. Jako dziecko postanowiła zostać aktorką. W podstawówce należała do grupy teatralnej w łódzkim Pałacu Młodzieży. Zauważyła ogłoszenie w gazecie o castingu do roli w "Szaleństwach...", ale nie zdecydowała się zgłosić. Zabrakło jej odwagi? Chyba wyobraziła sobie tłum rozhisteryzowanych rówieśniczek, marzących o karierze filmowej. I siebie w tym tłumie...

Tymczasem ktoś z ekipy pojawił się na jej występie w teatrze, wypatrzył i namówił, żeby jednak spróbowała. Odbywał się już drugi etap przesłuchań. Miała "zaledwie" 300 konkurentek. Jedną z nich była Justyna Sieńczyłło, która wtedy, jako kilkunastolatka, po raz pierwszy spotkała na planie swojego przyszłego męża Emiliana Kamińskiego. Aktor twierdzi, że już wtedy zapadły mu w pamięć jej "piękne sarnie oczy".

Spotkanie ze sławami

W finale castingów Dorota została wybrana spośród pięciu dziewczyn. Na planie emocje towarzyszyły jej od pierwszego do ostatniego dnia. Już samo spotkanie z takimi sławami aktorskimi, jak Anna Seniuk, Anna Milewska, Piotr Fronczewski czy Leon Niemczyk, było wielkim przeżyciem. Do tego dochodziła świadomość, że to właśnie od niej, jako odtwórczyni tytułowej roli, zależy sukces przedsięwzięcia. Ewa Tyszowska, którą grała, w zamyśle scenarzysty, była dziewczyną niezwykłą. Nie cierpiała zakazów i słów "nie wypada". Jeśli było trzeba - buntowała się. Przy tym święcie wierzyła, że nie ma ludzi z gruntu złych, są tylko zgorzkniali i nieufni. A dzięki jej zwariowanym pomysłom wszyscy mogą stać się lepsi i szczęśliwsi.

Na planie nastolatka poznawała sekrety filmowej kuchni. - Zaskoczyło mnie, że na parapet wskakiwałam w Warszawie, ale z okna wyskakiwałam już... 30 kilometrów dalej, w Milanówku, gdzie kręcone były sceny domu Zawidzkich - zdradza. Za kulisami zżyła się najbardziej ze wspomnianym Emilianem Kamińskim. Dużo wówczas rozmawiali na różne tematy, głównie związane z aktorstwem. Traktowała go jak autorytet. Po zakończeniu zdjęć jednak kontakt się urwał. Spotykali się czasem gdzieś przez przypadek albo podczas wywiadów, w których wspólnie wspominali czas spędzony przy nagrywaniu kultowego filmu.

- Zdarzyło się parę lat temu, że spotkałam się ponownie z reżyserem, Kazimierzem Tarnasem, tym razem na planie serialu "Plebania". Z innymi osobami nie mam żadnego kontaktu - mówi.

Oficerki i kożuszek

Popularność, która przyszła po premierze, bardzo ją zaskoczyła. Trafiła na okładki gazet, ludzie na ulicy ją rozpoznawali i wołali za nią "Ewa". - Kręciliśmy, gdy kończyłam podstawówkę i szłam do liceum. Bałam się, żeby moja nowa klasa nie brała mnie za jakąś zarozumiałą gwiazdkę - zdradza. Sam reżyser bardzo jej pomógł, zapraszając do jednej ze scen kolegów i koleżanki ze szkoły. Dzięki temu nikt nie patrzył na nią z zazdrością. - Wiele osób myślało, że jestem dokładnie taka jak Ewa, czyli zupełnie zwariowana i szalona. Niektóre z nich, kiedy mnie poznawały, były bardzo zawiedzione - dodaje.

Co sobie kupiła za pieniądze zarobione w filmie? - Część oddałam rodzicom. A sama kupiłam sobie wymarzone pierwsze skórzane oficerki i bardzo modny wówczas kożuszek - wspomina. Po liceum postanowiła zdawać do szkoły teatralnej. Poszła na egzamin i... nigdy więcej tam nie wróciła. - Od członków komisji usłyszałam, że oni nie są przekonani, czy ja na pewno chcę być w życiu aktorką - wspomina. - I pewnie mieli rację. Na szczęście nie był to jej jedyny pomysł na życie. Zdała na kulturoznawstwo ze specjalizacją teatrologiczną. Jeszcze podczas studiów podjęła pracę w teatrze.

- Grałam w sztukach dla dzieci, pisałam scenariusze i reżyserowałam własne przedstawienia - mówi. - Potem poczułam, że w teatrze już nic więcej nie zrobię, że kręcę się w kółko - wyjaśnia. Założyła firmę Samo Centrum. Realizowała m.in. duży projekt szkoleń dla młodzieży, która rozpoczyna pracę i chce podnosić swoje kwalifikacje. Czy ciągnie ją do aktorstwa? - Nie czuję się za dobrze na castingach - przyznaje. Nie chce też walczyć o role, które przerastałyby jej możliwości.

W ostatnich latach grała drugoplanowe bohaterki w trzech serialach. Ważniejsza od kariery jest dla niej rodzina. Wyszła za mąż i urodziła dwóch, obecnie już dorosłych synów: Kajetana i Samuela. Bardzo kocha bliskich. Śmieje się nawet, że nigdy nie obejrzała w całości swojego najpopularniejszego filmu, bo zawsze odrywały ją od tego jakieś obowiązki domowe. Cały czas otrzymuje listy, w których ludzie piszą, że "Szaleństwa..." to ich ulubiony film z dzieciństwa i właśnie oglądają go ze swoimi dziećmi. Co dzisiaj ją łączy z beztroską i zwariowaną panną Ewą sprzed 30 lat? - Wciąż lubię ryzykować - mówi - zawierzać raczej intuicji, niż rozsądkowi.

MI

Nostalgia 2/3017


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje