Reklama

Reklama

Do roboty dziewczyny! Herstoria sama się nie napisze

Wikipedia, choć w teorii egalitarna, w praktyce od lat ma problem z równością. I to całkiem spory: w jej zasobach zaledwie co piąte biograficzne hasło dotyczy kobiet. Wkrótce jednak może się to zmienić. Dziewczyny postanowiły wziąć sprawy we własne ręce.

"Polska artystka, profesor na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej, jedna z pionierek konceptualizmu w Polsce. W swojej twórczości zajmowała się malarstwem, rysunkiem, fotografią, sztuką akcji i sztuką konceptualną, tworzyła obiekty przestrzenne i instalacje. Jej prace należą do nurtu abstrakcji geometrycznej i minimal-artu" - tak zaczyna się zamieszczony w Wikipedii artykuł o Marii Michałowskiej. Wstęp ma cztery linijki, ale potem można jeszcze długo scrollować i czytać, m.in. o tym, że w czasie wojny Michałowska trafiła do obozu w Pruszkowie, że studiowała na PWSSP we Wrocławiu, że jej małżeństwo rozpadło się, a ją "porwał nurt awangardy". Lektura jest długa, opatrzona przypisami, z powodzeniem mogłaby stanowić punkt wyjścia do naukowego opracowania. Tylko podpisu brakuje. Gdyby jednak kliknąć w zakładkę "Dyskusja", pojawi się informacja, że wpis stworzył Kolektyw Kariatyda - grupa osób, która od ponad roku dopisuje w Wikipedii "brakującą połowę" polskiej historii sztuki.

Zapełnić pustkę

Reklama

Kariatydę - miano kolektywu pochodzi od nazwy podpory architektonicznej, w kształcie postaci kobiecej - tworzy kilkanaście osób, głównie artystek i historyczek sztuki. Jedna z nich, Zofia Reznik (to ona stworzyła wpis o Michałowskiej) mówi, że pomysł uzupełnienia Wikipedii o biografie kobiet, nie był żadnym olśnieniem tylko potrzebą, która wzbierała tak długo, że w końcu musiała się zmaterializować. - Wydaje się, że zwłaszcza w 2. poł. XX wieku, mieliśmy mnóstwo artystek. Tyle było przecież studentek akademii sztuk pięknych, tyle wystaw, tyle działań, ale kiedy próbuje się znaleźć w internecie jakiekolwiek wiadomości o nich, trafia się w pustkę. Wpisujesz hasło przedmiotowe - nie ma. Nazwisko - nie ma. Tytuł wystawy - nie ma. Jakby te kobiety nigdy nie istniały - mówi. - Najwyższy czas, żeby tę pustkę zapełnić.

Reznik, na co dzień wykładowczyni wrocławskiej ASP, Wikipedię uzupełnia z pasją choć zrywami. Bywa, że pisze cały weekend, bywa, że przez kilka tygodni gromadzi tylko materiały, bywają też maratony tworzenia haseł, przez kolektyw zwane edytonami.  Na tych ostatnich, jak mówi, pisze się najlepiej. Rekordziści, podczas organizowanych co miesiąc spotkań, potrafią stworzyć trzy, cztery notki. Niedużo? Może i nie jest to imponująca liczba, ale stoi za nią imponująca, wykonana jeszcze przed spotkaniem praca: czas spędzony na przeglądaniu tradycyjnych źródeł, stanowiących bazę do stworzenia późniejszego wpisu.

Informacji szuka się nie tylko dla siebie, ale często też dla innych. Bo bywa, że na edyton przychodzą osoby, które wcześniej ani z historią sztuki, ani z Wikipedią nie miały wiele wspólnego (na swojej stronie Kolektyw pisze, że zapewnia "tutoriale, materiały referencyjne, opiekę nad dziećmi i napoje", trzeba tylko przynieść własny laptop). Zainteresowanie? Całkiem spore. Jak widać, nie tylko w Zofii wzbiera potrzeba walki o równość w sieci.

Aktywizm dla introwertyków

"Walka" to dobre słowo, bo - choć pozory na to nie wskazują - tworzenie haseł ma w sobie coś z aktywizmu: możne nie krzyczysz i nie trzymasz transparentu, ale zmieniasz przestrzeń wokół.

 - Doskonała alternatywa dla tych, którzy chcą działać, ale niezbyt komfortowo czują się podczas ulicznych manifestacji - dodaje. 

Aktywizm zza klawiatury nie oznacza jednak aktywizmu bez kontrowersji. Iwona Demko, rzeźbiarka, wykładowczyni krakowskiej ASP, swoje działania w sieci nazywa "wikiartywizmem". - Uparcie stosuję feminatywy, nawet te, które nie weszły do codziennego języka. W artykuły wplatam to, co mężczyźni konsekwentnie starają się rugować ze swoich biogramów, a co uważa się za domenę kobiet - ślady życia prywatnego: cytaty, opinie, wspomnienia. Istniejące już wpisy, uzupełniam o feministyczne wątki, jeśli widzę, że kobieta przy nazwisku ma adnotację, "żona pana X", to w biogramie owego pana X dopisuję "mąż pani Y" - wylicza. - Staram się pisać prostym językiem, tak by internauta nie utknął na datach życia i śmierci, tylko dotarł do końca biogramu, dowiadując się, kim była, często zapomniana, twórczyni.

Brzmi niewinnie, ale bez kontrowersji się nie obywa. Przykładem niech będzie notka, dotycząca mandorli. Przez długi czas na Wikipedii można było przeczytać, że jest to "w malarstwie i płaskorzeźbie owalna, bardziej archaiczna niż tarcza słoneczna aureola, otaczająca postać Jezusa, ale czasem także postać Marii". Demko, powołując się na książkę Catherine Blackledge "Wagina. Sekretna historia kobiecej siły", dodała informację o postrzeganiu mandorli jako symbolu kobiecych narządów płciowych. Zamieściła też obszerny cytat, w którym czytamy m.in. "Choć chrześcijański świat zachodni stanowił dla sromu i powiązanej z nim symboliki środowisko wrogie, niektóre waginalne symbole religijne przetrwały do dziś. Do typowych tego rodzaju motywów europejskich dzieł sztuki i architektury należy mandorla (...)". I rozpętała się burza.

Wpis najpierw usunięto, argumentując, że uzupełnienie zdominowało pierwotną treść hasła. Potem jednak przywrócono tłumacząc, że w takim razie pierwszy z autorów powinien wzbogacić wpis. Ostatecznie feministyczna perspektywa została, a proporcje między nią, a tradycyjną interpretacją rozkładają się mniej więcej po równo. - Jedno z moich małych zwycięstw na polu herstorii - mówi Demko.

To może najbardziej efektowna, ale nie jedyna dyskusja. Spory wybuchają też o feminatywy, o język, o wartość encyklopedyczną postaci, o to, kto powinien, a kto nie ma prawa wejść do kanonu... Krótko mówiąc: o to samo, o co zawsze spierają się badacze, gdy mowa o uzupełnianiu historycznej narracji o kobiece wątki.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje