Przejdź na stronę główną Interia.pl

Danuta Stenka: Nawet jeśli upadnę, to wstanę

Kiedyś amplituda emocji była ogromna - od euforii do rozpaczy, z nieba do piekła. Teraz Danuta Stenka dojrzała, uspokoiła się. Uczy się bycia matką dwóch dorosłych kobiet i na nowo odkrywa swój związek. Przeczytaj fragment wywiadu z najnowszego numeru magazynu PANI.

Restauracja w budynku Teatru Narodowego, za kilka godzin Danuta Stenka ma na dużej scenie spektakl. Kiedy przychodzę na spotkanie przed czasem, ona już tam jest. Siedzi przy stoliku z reżyserem Janem Komasą, u którego ma zagrać w filmie. On mówi, a ona słucha. Poważna, skupiona, prawie się nie odzywa, nie porusza. Potem, w czasie naszego wywiadu, przechodzi metamorfozę - zamaszyście gestykuluje, jej oczy się śmieją. Zatapia się w rozmowie i gdy po dwóch godzinach pojawia się jej mąż Janusz Grzelak razem z młodszą córką Wiktorią, pyta ich zdziwiona: "A co wy tu robicie? To już ta godzina? Tyle czasu rozmawiamy?! Nie zauważyłam". W trakcie naszego wywiadu aktorka jest pogodna, ale dwa tygodnie później wydarza się coś, co wywraca jej życie do góry nogami - odchodzi Lucyna Kobierzycka, wieloletnia agentka, przyjaciółka. Podczas autoryzacji pytam, jak radzi sobie z tą stratą. Danuta przysyła odpowiedź: "Lucyna należy do rodziny. Dla moich dorosłych już dziewczynek ciocia Lucyna była od zawsze. Gdybym miała zobrazować to, co czuję, narysowałabym mój świat płaski - taki jak kiedyś wyobrażano sobie ziemię - którego dość poważny fragment odłamał się i poleciał w nieskończoność".

Reklama

Pierwszy raz spotkałyśmy się sześć lat temu w Sopocie. Teraz zdjęcia na naszą okładkę również powstały na sopockiej plaży. Ciągnie cię nad morze?

Danuta Stenka: Uwielbiam Trójmiasto. W Gdańsku, w studium przy teatrze Wybrzeże, zaczęła się moja aktorska przygoda. Mieszkałam przez rok w Sopocie, przez kolejny w Gdańsku i ostatni w Gdyni. Kocham morze po sezonie, kiedy jest jeszcze ciepło, a latem lubię, gdy słońce chowa się za chmurami i plaża jest pusta. Siadam sobie wtedy na piasku i godzinami gapię się w morze i słucham szumu fal. Godzinami.

Twoje rodzinne Gowidlino, wieś położona nad malowniczym jeziorem, jest oddalone od Trójmiasta zaledwie o 60 kilometrów.

- Staram się jeździć do domu, do mamy, kiedy tylko czas mi na to pozwala. Tam odpoczywam. Gdy przeniosłam się do Warszawy i w moim życiu zawodowym nagle zaczęło się bardzo dużo dziać, każda wizyta w Gowidlinie była dla mnie rodzajem zimnego, ale zbawiennego prysznica. Miałam wrażenie, że zstępuję z obłoków, w których funkcjonuję na co dzień, i wracam na ziemię. Świat teatru i filmu jest atrakcyjny, potrafi odurzyć i wciągnąć. Może być niebezpieczny, zwłaszcza kiedy jest się rozchwytywanym. Powroty na Kaszuby, spotkania z rodziną, z koleżankami i kolegami z podstawówki pozwalały mi złapać dystans.

Cały wywiad znajdziesz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!


Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje