Przejdź na stronę główną Interia.pl

Czy poradniki mogą zmienić życie?

Bogactwo, sława, sukcesy. Poradniki z dziedziny tzw. „rozwoju osobistego” obiecują złote góry, ale często kupujemy, czytamy i… nic się nie dzieje. Może dlatego, że nie wdrażamy w życie zawartych w nich rad? Marianne Power postanowiła to sprawdzić. Wybrała 12 poradników, by w ciągu roku wypróbować ich skuteczność. Rezultaty eksperymentu opisała w przezabawnej książce „Help me!”.

Izabela Grelowska, Styl.pl: Czy poradniki mogą zmienić nasze życie na lepsze?

Reklama

Marianne Power: - Możemy się z nich wiele nauczyć. Na początku tego projektu myślałam, że chcę zmienić w sobie wszystko. Chciałam każdego dnia budzić się szczęśliwa, mieć więcej pieniędzy, być bardziej produktywna. Po prostu stać się inną osobą. Poradniki tego nie sprawiły. Nigdy nie zostałam tym ideałem, którym - jak mi się wydawało - chciałam być. Ale z pomocą tych książek wiele się o sobie dowiedziałam. Zrobiłam rzeczy, na które wcześniej bym się nie zdobyła: wystąpiłam w stand-upie, pozowałam nago. Moje życie stało się bardziej interesujące. Moja pewność siebie wzrosła. Zobaczyłam, że nieźle mi idą wystąpienia publiczne. Ale zdałam sobie również sprawę, że czasami wcale nie potrzebujemy zmieniać swojego życia aż tak bardzo. Wystarczy po prostu zaakceptować to, kim jesteśmy.

To także jest zmiana.

- Tak i to duża. Kiedy akceptujesz siebie, swoje wady i zalety, osiągasz pewnego rodzaju spokój. I to zmienia życie, nawet jeśli nie przeprowadzimy się do wspaniałej posiadłości i nie kupimy drogiego samochodu.

Który z poradników miał na ciebie największy wpływ?

- Uwielbiam "Potęgę teraźniejszości". Eckhart Tolle zwraca uwagę na głos w naszej głowie, który tak często krytykuje wszystko, co robimy. Kiedy na ulicy widzimy kogoś, kto gada do siebie, bierzemy go za wariata, ale w rzeczywistości sami nieustannie prowadzimy ze sobą dyskusję. W nieskończoność rozpamiętujemy wydarzenia z przeszłości. Martwimy się tym, co stanie się jutro. W rezultacie nie dostrzegamy tego, co dzieje się tu i teraz. Tolle proponuje, abyśmy zadawali sobie pytanie: "czy mam problem właśnie teraz?". Zazwyczaj okazuje się, że nie. Życie okazuje się nie być takie złe, jeśli przestaniemy rozpamiętywać i zamartwiać się na zapas. Nie zawsze łatwo jest się skupiać na teraźniejszości, ale warto próbować.

Poradniki zawierają wiele konkretnych zaleceń, ale sporo zadań wymyśliłaś sobie sama. Które uznałabyś za najważniejsze?

- Z pewnością stand-up. Wystąpiłam na scenie w jednym z londyńskich barów. To była najbardziej przerażająca rzecz, jaką mogłam sobie wyobrazić. Poszło mi dobrze i nie mogłam uwierzyć, że w ogóle to zrobiłam i to z nie najgorszym rezultatem! Byłam z siebie dumna i zdałam sobie sprawę, że mogę zdziałać o wiele więcej, niż mi się wydaje. Teraz, w związku z promocją książki, mam sporo wystąpień publicznych i to doświadczenie mnie do nich przygotowało. Pokonałam swój największy lęk.

A czy na twojej liście znalazły się pozycje, które dziś uznałabyś za bezwartościowe?

- Przyznaję, że nie potrafiłam nawiązać kontaktu z moim aniołem stróżem. "101 Aniołów" autorstwa Doreen Virtue to książka, którą zachwyca się wiele osób, ale mnie zupełnie nie przekonała. Przestałam z nią pracować po 10 dniach.

Przerabiałaś też słynny "Sekret"...

- To bardzo popularna książka. Według "Sekretu" możesz mieć wszystko czego zapragniesz - wystarczy, że w to wierzysz. Siła myśli ma "przyciągać" rzeczy do naszej rzeczywistości. Jeśli marzę o jakimś samochodzie, powinnam iść do salonu, usiąść za kierownicą i wyobrażać sobie, że jestem jego właścicielką. Zrobiłam to, wsiadłam do pięknego mercedesa. Ta książka budzi we mnie mieszane uczucia. Jest popularna, ponieważ pozwala marzyć. Sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czego chcemy od życia. Jako dzieci marzymy bez skrępowania, jako dorośli przestajemy to robić i tu "Sekret" może się przydać. Problem polega na tym, że w "Sekrecie" niewiele się mówi o podejmowaniu jakichkolwiek działań, żeby te marzenia urzeczywistnić. Są na ten temat może dwa zdania. Uważam, że nie jest to dobry przekaz. Mistrzowie olimpijscy to niewątpliwie ludzie, którzy urzeczywistnili swoje marzenia, ale spędzili też lata na intensywnych treningach. Z pewnością nie osiągnęliby wiele jedynie myśląc o medalach.

"Sekret" pomógł ci ustalić, czego chcesz?

- Tak. Zaproponowana w tej książce tablica inspiracji jest dość przydatnym narzędziem. Przypinamy na niej fotografie rzeczy, o których marzymy. Ja na mojej umieściłam duży dom, nowy samochód, zgrabną figurę. A kiedy na to spojrzałam, poczułam stres. Okazało się, że to do mnie nie pasuje. To nie było moje życie. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę chcę spędzać czas z przyjaciółmi, podróżować i zdrowo się odżywiać. I właściwie większość z tych rzeczy jest już w moim życiu.

Wybrałaś 12 książek. Jakim kluczem się kierowałaś?

- Zaczęłam od "Nie bój się bać" Jeffersa, bo był to pierwszy poradnik, z którego skorzystałam wiele lat wcześniej. Lubiłam tę książkę, bo kładzie duży nacisk na działanie. Zaleca, by każdego dnia zrobić coś, czego się obawiamy. Później wybierałam książki odnoszące się do konkretnych problemów, z jakimi się borykałam: radzenia sobie z finansami, umawiania się na randki itp. Przerabiałam też poradniki, które polecali mi znajomi. Po "Sekret" sięgnęłam dlatego, że za każdym razem kiedy opowiadałam o moim projekcie, ludzie albo patrzyli na mnie jak na wariatkę, albo pytali, czy czytałam już "Sekret".

Spędziłaś mniej więcej miesiąc z każdą z tych książek. Nie uważasz, że to za mało, by wprowadzić trwałe zmiany nawyków?

-  Z pewnością tak. Poradnik dotyczący finansów przyniósłby mi więcej korzyści, gdybym trzymała się go przez rok. Zmiana nawyków wymaga czasu. 

Opisujesz epizod depresji, jaki przeżyłaś w czasie projektu. Czy eksperymentowanie z poradnikami ci zaszkodziło?

- Nie. Cierpiałam z powodu depresji już wcześniej. Ale ten rok to była ekstremalna wersja mojego codziennego życia. Wywieram na siebie dużą presję. Zawsze myślałam, że nie jestem wystarczająco dobra, że powinnam robić więcej i do tego projektu podeszłam podobnie. Spędziłam też za dużo czasu analizując swoją psychikę. Ważne jest utrzymanie równowagi między przyglądaniem się sobie a byciem w świecie. Myślenie i analizowanie pomaga, ale w pewnym momencie trzeba przerwać i zacząć działać.

Myślisz, że lepiej korzystać z pomocy psychoterapeuty podczas takich eksperymentów?

- W ostatnich miesiącach projektu spotykałam się z psychoterapeutą i polecam to każdemu, kto nie radzi sobie z problemami. Szczególnie osoby cierpiące na depresję powinny zwrócić się po profesjonalną pomoc.

Jakie trzy najważniejsze rady dałabyś osobom, które chcą zmienić swoje życie?

- Bardzo praktyczne wnioski wyciągnęłam z książki "Nie boj się bać". Kiedy widzimy ludzi, którzy coś osiągnęli, myślimy, że są bardziej odporni, pewni siebie i odważni. To nieprawda. Oni też mają obawy, ale działają mimo wszystko. Nie pozwalają, by strach ich hamował. Dlatego radziłabym zrobić cokolwiek, co służy przełamaniu własnych lęków. Można zacząć od drobnych rzeczy, ale trzeba działać.

- Po drugie, jak uczy "Potęga teraźniejszości", warto stawiać sobie pytanie, czy to, czym się zadręczamy, to naprawdę problem, który mamy w danej chwili. Jeśli nie, po prostu odetchnijmy. Tolle twierdzi, że ciężko jest się zagubić we własnych myślach, jeśli mocno osadzimy się w ciele. Możemy to uzyskać, skupiając się na oddechu lub przyglądając się otaczającej przyrodzie, która wpływa na nas kojąco.

- Trzecią radę zaczerpnęłam od Brene Brown, która zwraca uwagę, że w tzw. rozwoju osobistym nie powinniśmy się skupiać tylko i wyłącznie na sobie. Czasami, zamiast serwować sobie kolejną autoanalizę, lepiej zadzwonić do przyjaciela i porozmawiać z nim. Nasze życie zmieni się na lepsze, jeśli będziemy sobie nawzajem pomagać i dbać o relacje.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje