Reklama

Reklama

Cześć mamo, wróciliśmy!

I co? Czeka nas renesans wielopokoleniowych domów? Młodzi na górze, starzy na dole, a rano kolejki do łazienki?

Reklama

- W ostatnim trzydziestoleciu Polacy stali się mistrzami w nuklearyzacji rodzin. Tworzyliśmy niewielkie rodziny i dążyliśmy do autonomii mieszkaniowej za wszelką cenę. Nie bez wpływu na to pozostawało stereotypowe myślenie: nie będę mieszkać z rodzicami/teściami, bo po pierwsze nie jestem nieudacznikiem i potrafię zarobić na własną rodzinę, a po drugie mieszkając razem na pewno się pozabijamy. Na marginesie w tym ostatnim nie ma zbyt wiele prawdy, bo badania pokazują, że wielopokoleniowe rodziny wcale nie muszą doświadczać większych zawirowań niż ich małe odpowiedniki. Te przekonania pewnie szybko się nie zmienią, wiec jeśli ludzie zdecydują się wracać do miejsc pochodzenia, to raczej z zachowaniem mieszkaniowej autonomii: rodzice będą sąsiadami, a nie współlokatorami. Gdyby model wielopokoleniowy miał się pojawiać, to raczej punktowo: wprowadzimy się do rodziców, tylko po to, by znów stanąć na nogi i się uniezależnić.

Wiec tak: bumerangi wrócą na chwilę, rodziny wrócą pewnie na dłużej, tylko do czego wrócą? Rodzice będą czekać z otwartymi ramionami?

- Generalnie, nikt raczej nie odrzuci dziecka w potrzebie, jednak z entuzjazmem bywa już różnie. Cieszyć na pewno będą się ci, którzy w latach 90. pobudowali duże domy z "przyszłościowym" piętrem dla dziecka i jego rodziny.

Mam takich znajomych. Piętro stało wolne przez kilka lat, a potem rodzice je wynajęli, albo urządzili w nim gabinet i siłownię.

- To musieli być rodzice z tej drugiej, mniej entuzjastycznej grupy. Jeśli bardzo czekali na fazę pustego gniazda, zaangażowali się w działalność społeczną, realizują pasje, podróżują albo ciągle pracują, powrót dziecka mocno zdezorganizuje im życie. Niektórzy próbują nawet się przed nim zabezpieczać, np. przeprowadzając do mniejszego mieszkania. Tacy rodzice pewnie również przyjmą dziecko, ale nie dadzą się już z powrotem wpędzić w pranie, sprzątanie i gotowanie.

Takich wyemancypowanych rodziców z czasem będzie pewnie coraz więcej.

- Dlatego też, jak wynika z wywiadów, jakie przeprowadzamy z młodymi ludźmi, dzisiejsze powroty do domów odbywają się na o wiele bardziej ustalonych warunkach niż kiedyś. Nikt już nie staje z walizką na progu i nie mówi: mamo, jestem. Przeprowadzkę poprzedza zwykle dyskusja o tym, jak długo dziecko będzie mieszkać z rodzicami, w jakim zakresie dołoży się do opłat, jaką część obowiązków na siebie weźmie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje