Przejdź na stronę główną Interia.pl

Clark Gable i Carole Lombard: Drwal spotyka ślicznotkę

Szaleństwo na punkcie zwariowanej dziewczyny odciągało uwagę od najbardziej znaczącego i potencjalnie najbardziej skandalicznego wydarzenia w "prawdziwym" życiu Lombard, a mianowicie rozkwitu jej związku z Clarkiem Gable’em. Narosło mnóstwo mitów wokół pierwszego "ponownego spotkania" Gable’a i Lombard; istniały przynajmniej trzy wersje tego wydarzenia. W skrócie wyglądało to tak: 7 lutego 1936 roku ich wspólny przyjaciel - Jack Whitney? znajomy Gable’a Donald Ogden Stewart? osławiona hrabina di Frasso? - wyprawił popołudniowe przyjęcie. Wedle jednej z pogłosek impreza musiała odbyć się w południe, ponieważ żonie gospodarza, cierpiącej z powodu załamania nerwowego, zakazano udziału w przyjęciach po zmroku. Jakie proste rozwiązanie się nasuwało? Wyprawić zabawę za dnia, nazwać ją doroczną imprezą z okazji załamania nerwowego i kazać wszystkim gościom ubrać się na biało. Wedle innego przekazu to była po prostu "biała impreza", a ktoś inny twierdził, że to zwyczajne popołudniowe przyjęcie, podczas którego obowiązywał strój formalny.

Reklama

Jakakolwiek by w końcu była okazja czy też powód imprezy, wejście Lombard nikogo nie pozostawiło obojętnym. Odziana w biel, przyjechała karetką, a na przyjęcie wnieśli ją czterej dobrze zbudowani mężczyźni. Gable serdecznie się tym ubawił. Para spędziła resztę popołudnia na grze w tenisa, a ona zrobiła na nim piorunujące wrażenie swoim totalnym brakiem skrępowania. W "Photoplayu" tłumaczono, że w końcu była to dziewczyna, która "zupełnie nie dbała o to, czy zmył jej się makijaż lub zmierzwiły włosy". Tydzień później Lombard kazała sprowadzić zabytkowego i przerdzewiałego Forda Model T - "najnędzniejszy samochód na całym współczesnym świecie" - żeby pomalować go w serduszka, a potem... dostarczyć pod drzwi Gable’a, tak aby zdążyć na walentynki. Oczywiście podbiło to serce Gable’a, który niezwłocznie wskoczył za kółko i ruszył po Lombard, żeby zabrać ją na przejażdżkę po mieście. Nieważne, czy to prawda, czy też nie, historii ich spotkania nie podano wówczas do publicznej wiadomości. Zamiast tego spece z MGM pracowali w pocie czoła nad utrzymaniem ich związku w tajemnicy, aby publiczność nie zareagowała negatywnie na opowieści o królu Hollywood "na łowach", mimo że wciąż tkwił w małżeństwie z inną kobietą.

Wystawili się jednak na widok publiczny, nie sposób było w felietonach plotkarskich o nich nie wspomnieć. Świadczy o tym choćby krótki tekst w rubryce "he Talkie Town Tattler", który znalazł się w kioskach z gazetami w lipcu 1936 roku. Napomknięto w nim, że para wybrała się razem do cyrku, insynuując przy tym, iż jednemu przytoczonemu nazwisku często towarzyszyło drugie. Wciąż usiłowano jednak zdusić plotkę w zarodku. W swoim felietonie w kolumnie plotkarskiej Sheilah Graham zapewniała, że Gable i Lombard doszli do wniosku, iż do siebie nie pasują, nawet jako przyjaciele, jeśli wziąć pod uwagę różnicę temperamentów. Było to wyznanie stojące w tak rażącej sprzeczności z ich jawnymi działaniami, że z daleka widać było zasłonę dymną, wypuszczoną przez studio filmowe.

Ponieważ jednak związek trwał, wytwórnia MGM zdała sobie sprawę, że musi umiejętnie pokierować sprawą, aby prawda o romansie nie wymknęła się spod kontroli. W reportażu w "Photoplayu", zatytułowanym "Clark Gable na romantycznym rozdrożu", wykładano na stół "fakty": Gable nadal jest żonaty, ale to tylko formalność, bo teraz, po raz pierwszy w życiu, miał partnerkę, która "dorównywała mu witalnością i apetytem na życie". Aby uzasadnić to twierdzenie, autor podsuwa rozdmuchaną opowieść o ich pierwszym spotkaniu, w której szczególny nacisk kładzie na zgodność wybryków Lombard z poczuciem humoru Gable’a. Wkrótce odbył się dobrze zgrany w czasie i szeroko relacjonowany w mediach chrzest syna gwiazdy MGM Patricka Moriarty’ego. Gable i Lombard zostali niezwykle odpowiedzialnymi rodzicami chrzestnymi, a jednocześnie magazyn ilustrowany dla fanów nazwał Lombard "dziewczyną Gable’a", a samego Gable’a określił jako "zakochanego po uszy". Media zdawały się rzucać fanom wyzwanie: jeśli pierwsi rzucicie kamień, nie macie serca. Dlaczego stajecie na przeszkodzie związkowi idealnie do siebie pasujących i obdarzonych perfekcyjną urodą kochanków?

Niby przypadkiem powolne ujawnienie romansu Lombard z Gable’em zbiegło się w czasie z negocjacjami prowadzonymi przez aktorkę ze studiem Paramount. W pertraktacjach tych uzyskała dla siebie wyśmienite warunki, których zazdrościło jej całe Hollywood. Upór i twarde prezentowanie własnego stanowiska przez Lombard były powszechnie znane, podobnie jak w czasopismach dla fanów już w 1935 roku podkreślano jej "barwną karierę" W 1937 roku po sukcesie "Mojego pana męża" jej wartość jako gwiazdy wzrosła, więc studio Paramount planowało odnowić z nią wieloletni kontrakt. Jednak Lombard z pomocą swojego agenta Myrona Selznicka przechytrzyła wszystkich, wykorzystując swój awans do pozyskania niewyłącznej umowy zarówno z wytwórnią Paramount, jak i Selznick International Pictures.

Warunki były niesłychane. Trzy filmy rocznie, sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów za każdy, do tego nadzór nad wszelkimi aspektami wizerunku. Mogła wybierać operatora filmowego, reżysera, nawet aktorów grających role drugoplanowe, nie wspominając o projektancie mody czy fotosiście. Do niej należało ostatnie słowo w kwestii fotografii reklamowych, które opuszczały budynki studia, ona dzierżyła w dłoni kontrolę nad liczbą i treścią artykułów publikowanych na jej temat. Jeśli to wszystko przypomina ci współczesny gwiazdorski kontrakt, to dlatego, że taki właśnie był. Lombard wywalczyła go sobie lata wcześniej, zanim jeszcze cała reszta przemysłu filmowego przeszła na bardziej freelancerski model gwiazdorstwa.

Nowy kontrakt Lombard nie tylko świetnie wróżył jej karierze, ale stanowił także idealną sposobność, aby zacząć stawiać ją w innym świetle. Gdy zatwierdzone przez studio MGM artykuły skupiały się na związku Gable’a z nią, publikacje na temat samej aktorki mówiły przede wszystkim o jej prywatnych osiągnięciach. W artykule "Morderstwo uszło jej na sucho" przedstawiono szczegółowe warunki jej kontraktu, podkreślając łatwość, z jaką postawiła na swoim, "bez dąsów czy fochów po żadnej ze stron". Stanowiło to zupełne przeciwieństwo niekończącej się i zaciekłej publicznej walki pomiędzy Bette Davis i studiem Warner Bros. Jednak aby Lombard nie wyglądała na zbyt rozpieszczaną, w tekście podkreślano szacunek, którym darzyła ją wytwórnia. Potrafiła bowiem myśleć jak producent, szkoda jej było czasu na felietony plotkarskie czy złośliwe spory na własnym podwórku. Pragnęła jedynie "podnosić swoją wartość", kręcąc "bezsprzecznie dobre filmy, które bezsprzecznie przysporzą jej sporo pieniędzy".

W artykule zatytułowanym "Jak żyłam według męskich przykazań" jeszcze bardziej akcentuje się nos do interesów aktorki oraz jej status "nowoczesnej karierowiczki". Jej zasady? Płać za siebie, nie rozpowiadaj sekretów, pielęgnuj poczucie humoru i przede wszystkim: bądź kobieca. Innymi słowy, bądź spełnieniem marzeń każdego mężczyzny: bądź mądrą, mającą olej w głowie kobietą, zarabiającą na własne utrzymanie, śmiejącą się z ordynarnych dowcipów, rezygnującą z plotek ze wścibską koleżanką, ale wyglądaj wspaniale w wieczorowej sukni. Mimo że w artykułach zapewniano, iż Lombard "ma to wszystko w pakiecie", to nigdy nie wspominano nazwiska Gable’a. Nawet gdy zauważano analogię pomiędzy Lombard a Mary Pickford, kolejną znaczącą gwiazdą, która nie tylko wzięła karierę we własne ręce, ale z powodzeniem przetrzymała głośny i potencjalnie skandaliczny romans z innym wpływowym macho i gwiazdorem Hollywood.

Wizerunek Lombard jako sprytnej karierowiczki nie uciszył wszelkich plotek o jej związku z Gable’em, ale przynajmniej pomógł odwrócić od niego uwagę, chociaż tylko na chwilę. A ci, których nadal pochłaniały doniesienia na temat romansu Gable’a z Lombard, mogli znaleźć pożywkę na temat "miłości z przeznaczenia" w reportażach o Gable’u. Dobrali się jak w korcu maku, połączyło ich zamiłowanie do żartów, i to niewybrednych. Ślicznotka pozbyła się "fałszywego" wizerunku i zastąpiła go naturalnym, zmieniając całe swoje życie dla Gable’a. Żadnych imprez, koniec z życiem nocnym. Tylko polowania, łowienie ryb, przejażdżki starym jeepem, zwracanie się do siebie "tatuśku" i "mamuśko", jadanie "w jakiejś obskurnej norze" czy grywanie w brydża w zaciszu domowym w towarzystwie bliskich przyjaciół. Co więcej, cały ten romans na łonie przyrody pozbawiony był zupełnie podtekstu seksualnego.

W sierpniu 1938 roku Gable’owi oficjalnie przyznano rolę Rhetta Butlera w filmowej adaptacji "Przeminęło z wiatrem" - najbardziej oczekiwanej premierze od wielu lat. Jednak pod koniec 1938 roku Sheilah Graham, pod pseudonimem Kirtley Baskette, napisała pozornie niewinny tekst do "Photoplaya", który "przyspieszył zmiany" wśród kilku znanych par Hollywood. W artykule zatytułowanym "Hollywoodzcy mężowie i żony stanu wolnego" szczegółowo opisywano bliskie, choć przecież pozamałżeńskie, stosunki pomiędzy Barbarą Stanwyck i Robertem Taylorem, Constance Bennett i Gilbertem Rolandem oraz oczywiście najsławniejszą niezamężną parą Hollywood - Lombard i Gable’em. Na pierwszy rzut oka w artykule jedynie bezmyślnie powtarzano te same informacje, znane już z poprzednich reportaży poświęconych ich romansowi. Lombard była kiedyś zabawową dziewczyną, ale tak bardzo pokochała Gable’a, że zerwała z takim stylem życia. Ci, którzy potrafili czytać między wierszami, mogli tam znaleźć kuszący podtekst: Gable zakupił ranczo w San Fernando Valley, a Lombard kupiła posiadłość nieopodal. Porzucili śmietankę towarzyską Hollywood i zamiast z nią spędzali czas "pochłonięci własnymi sprawami". Nawet sam tytuł insynuował, że żyli jak mąż i żona, mieli wszystko wspólne, także łoże, no, może tylko poza nazwiskiem.

Czy ich potępiano? Nie do końca. Lecz te sugestie wystarczyły, aby wywołać gniew rady Haysa. Sprawy miały się kiepsko, ponieważ w "Photoplayu" w kolejnym miesiącu nietypowo zaprzeczył wszystkim dotychczasowym informacjom, a wytwórnie filmowe każdej z gwiazd zaczęły forsowne wysiłki, by połączyć węzłem małżeńskim mężów i żony stanu wolnego. Niespodziewanie Rię Gable przeprowadzono do Reno, gdzie odebrała zaświadczenie o miejscu zamieszkania, potrzebne do uzyskania rozwodu. Co prawda, szczegółowe postanowienia rozwodowe nigdy nie ujrzały światła dziennego, ale plotki głosiły, że MGM wykroiło ponad ćwierć miliona dolarów z przyszłego wynagrodzenia Gable’a, żeby Ria odeszła bez szumu. Gdy Gable dzierżył orzeczenie o rozwodzie w dłoni i miał krótką przerwę w kręceniu "Przeminęło z wiatrem", dyrektor biura prasowego MGM postanowił, że para czmychnie do Kingman w stanie Arizona, gdzie 29 marca 1939 roku wczesnym rankiem zaskoczy pastora i wróci do Hollywood już jako mąż i żona.

Nie było żadnych deklaracji w prasie, żadnych pełnych oburzenia protestów publicznych. Tylko beztroskie zdjęcia szczęśliwej pary, w końcu związanej w świetle prawa i moralnie prawej w oczach nie tylko Boga, ale także wieśniaka czy kinomana. Ich wesele, jego rolę dla Hollywood, porównywano do zaślubin Pickford i Fairbanksa - w końcu królestwo kina doczekało się nowo panujących króla i królowej. Rozgłos medialny tuż po weselu był podobny do tego, który wesele poprzedzał, tylko jeszcze głośniejszy. O ile wcześniej Gable i Lombard lubili spędzać czas na świeżym powietrzu, teraz rozbijali obóz namiotowy, a aktorka była jedyną kobietą w okolicy. Wyprowadzili się na dawne ranczo reżysera Raoula Walsha, Gable szczycił się powierzchnią swego areału, zebranymi plonami czy wyhodowanym drobiem, które oczywiście sprzedawał do kantyny studia MGM. Zamiast basenu mieli wykopany zbiornik z wodą wraz z huśtawką wykonaną z opony, wiszącą na gałęzi starego dębu. To była sielanka, tylko przypadkiem tak się złożyło, że zamieszkiwały ją dwie największe gwiazdy na świecie.

No i te wszystkie żarty! Lombard od zawsze miała wizerunek przechery, dlatego właśnie - jeśli oczywiście wierzyć powtarzanym z ust do ust opowiastkom - Gable tak bardzo dał mu się zwieść i zakochał się po uszy. Teraz, gdy byli już małżeństwem, gagi stały się drugą stroną ich wspólnego życia. Na urodziny Lombard Gable zamówił tort z napisem: "Dla Mamuśki z okazji 75. urodzin", a Lombard urządziła "wystawę", zatytułowała ją Najgorsze fotografie świata i wystawiła na niej wprawki Gable’a w tej dziedzinie sztuki, łącznie z tymi, na których Lombard obcięto połowę głowy. Za każdym razem, gdy czekała ich rozłąka, choćby na jeden dzień, wypełniali dom żartobliwymi niespodziankami, od szynki po rzeźby naturalnych rozmiarów. Pozytywnie zakręcona osobowość Lombard udzieliła się Gable’owi, sprawiając, że mimo czasem fałszywej skromności, tym bardziej dawali się lubić.

Gable i Lombard byli spełnieniem medialnego snu. Ujawniali wystarczająco dużo szczegółów ze swojego życia prywatnego, aby zaspokoić ciekawość widzów, ale wciąż podsycali apetyt na więcej. Z powodzeniem pokonali przeciwności na drodze do małżeństwa, teraz musieli jedynie rozsiąść się wygodnie, dokarmiać swoją sławę i liczyć zyski - niezbity dowód, że prawdziwa miłość wszystko przetrzyma. Jednak kiedy Stany Zjednoczone w grudniu 1941 roku wypowiedziały wojnę, Hollywood jako pierwsze zaciągnięto do "służby na tyłach" i współpracy w szeroko zakrojonym programie rządowym obejmującym zarówno produkcję filmów szkoleniowych, jak i drobne zmiany w mających się wkrótce ukazać filmach - na przykład w "Casablance" − by wywołać wśród obywateli powszechne poparcie dla wojny. Podczas I wojny światowej znane gwiazdy pracowały na rzecz kraju, sprzedając obligacje wojenne, jedno z głównych stałych źródeł finansowania działań wojennych, dziś wspierały je w inny sposób.

W styczniu 1942 roku Lombard miała odegrać swoją rolę na rzecz wojny z pomocą swojej matki i wieloletniego agenta prasowego Gable’a, Otto Winklera, udała się więc do rodzinnej Indiany. Po zebraniu zdumiewającej kwoty dwóch milionów dolarów w obligacjach wojennych w jeden dzień trio ruszyło do domu. Wedle dobrze znanej opowieści matka Lombard i Winkler chcieli pojechać pociągiem, ale aktorce tak bardzo było spieszno, aby zobaczyć Gable’a, którego nigdy nie opuszczała na dłużej niż parę dni, że przekonała ich do lotu. Samolot wystartował z Indiany, miał międzylądowanie w Las Vegas na zatankowanie, a potem znów wzbił się w powietrze, lecz po zaledwie dwudziestu minutach roztrzaskał się o pobliskie pasmo górskie. Nikt nie ocalał. W katastrofie zginęły dwadzieścia dwie osoby obecne na pokładzie, w tym szesnastu żołnierzy. W Hollywood Gable czekał już na lotnisku, ale zapowiedziano opóźnienie lotu i kazano mu wracać do domu. Tam ponoć zajął się przygotowaniami do wesołego przywitania żony. Gdy wiadomość o katastrofie dotarła do niego za pośrednictwem szefa biura prasowego MGM Howarda Sterlinga, pogrążył się w żałobie.

O książce "Skandale złotej ery Hollywood"



Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje