Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Chanel No5: Perfumy, które pachną seksem

Chanel No5 to kultowe perfumy, które kochają kobiety na całym świecie już od lat 20. XX wieku. Zapach jest synonimem elegancji, luksusu i dobrego gustu. A do tego przywodzą wspomnienie czystej pościeli i rozgrzanych ciał. Historię najsłynniejszego zapachu świata spisano w książce "Sekretne życie Chanel No5".

Przeczytaj fragmenty książki "Sekretne życie Chanel No5":

Reklama

Prawdopodobnie zimą 1918 roku odwiedziła Coco Chanel podekscytowana przyjaciółka, należąca do bohemy Misia Sert, kobieta, której wielką urodę uwiecznili Pierre-Auguste Renoir i Henri de Toulouse-Lautrec. Misia wiedziała, że Coco pracuje nad wylansowaniem własnych perfum. Rozmawiały już na ten temat, omawiały projekty butelek, a nawet planowały, jak Coco sprzeda je swoim klientom - tak przynajmniej twierdziła później Misia.

Receptura medycejskich królowych

Teraz Misia usłyszała o niezwykłym odkryciu w starej bibliotece pałacowej w Dolinie Loary. W trakcie porządków właściciele odkryli renesansowy rękopis, a między jego stronami przepis. Była to zaginiona receptura "cudownych perfum" królowych z rodu Medyceuszów, eliksiru chroniącego starzejące się piękności przed działaniem czasu.

Obie kobiety zdawały sobie sprawę, że jest to ekscytujące odkrycie, jeśli było prawdziwe, i fantastyczny sposób na wypromowanie wśród bogatej klienteli własnych perfum. W końcu historia perfumiarstwa we Francji miała swoje początki na dworze królowych medycejskich, kiedy to młodą Katarzynę Medycejską wysłano do Francji, gdzie miała zostać żoną króla Henryka II. Z Włoch Katarzyna przywiozła wśród swojej świty niejakiego Renato Bianco, lepiej znanego jako René le Florentin. Został on pierwszym oficjalnym perfumiarzem w dziejach Francji i ze swojego sklepu w szesnastowiecznym Paryżu dostarczał wonnych afrodyzjaków i perfum wykorzystywanych w sztuce uwodzenia. Jeśli coś poszło nie tak i kochankowie z niewiadomych powodów oddalali się od siebie, sprzedawał też czasami, jak twierdzą niektórzy, rzadkie i zabójcze trucizny, za pomocą których rozprawiano się z konkurencją lub z winowajcą.

Ta konkretna receptura jednakże miała należeć do kuzynki Katarzyny Medycejskiej, Marii, która także przez małżeństwo skoligaciła się z francuskim rodem królewskim i była jeszcze zagorzalszą miłośniczką perfum. To właśnie dzięki Marii Medycejskiej francuska miejscowość Grasse, początkowo centrum produkcji rękawiczek i garbarstwa, stała się w siedemnastym wieku światową stolicą zapachu.

Teraz odnaleziono starodawny przepis na jedne z perfum Marii Medycejskiej. Misia Sert nakłoniła Coco Chanel do jego kupna. Coco zapłaciła sześć tysięcy franków - równowartość dzisiejszych dziesięciu tysięcy dolarów - za rękopis, który odkrywał tajemnice tej sekretnej "wody kolońskiej", jak nadal było w modzie nazywać lekkie, cytrusowe zapachy.

Misia była przekonana, że będzie to doskonała baza dla kosmetyków sygnowanych nazwiskiem Chanel, a Coco musiała się z tym zgodzić, ponieważ tego lata energicznie przystąpiła do planowania ich produkcji. Archiwa przedsiębiorstwa wskazują, że 24 lipca 1919 roku Coco Chanel zarejestrowała znak handlowy dla linii produktów, które miała zamiar nazwać Eau Chanel - woda Chanel.

Misia Sert twierdziła później, że tak narodziły się Chanel Nᵒ5. Mówiła też, że razem z Coco Chanel spędziły długie godziny na projektowaniu opakowania i wpadły na elegancki w swej prostocie pomysł wykorzystania zwykłej buteleczki farmaceutycznej jako flakonu. Być może Chanel Nᵒ5 powstałyby wcześniej, gdyby nie przeszkodził w tym jesienią 1919 roku zamęt w życiu osobistym Coco. Nigdzie jednak w archiwach Chanel nie ma dowodu, że Coco chociaż zamówiła tego lata buteleczki. Jedynym dowodem wskazującym na produkcję jakichś perfum jest tajemniczy, niedatowany rachunek, odkryty ponoć w archiwach firmy Coty dopiero w latach sześćdziesiątych, który przyjaciel Coco François Coty wystawił jej za laboratoryjne prace nad perfumami. Jego żona Yvonne twierdziła niezmiennie, że kiedy tylko Coco Chanel zaczęła rozważać pomysł wypuszczenia na rynek zapachu, François zaproponował jej udostępnienie do badań własnego laboratorium.(...)

Skąd wzięła się "piątka"

Tego dnia, otoczona rzędami perfumeryjnych miarek, zlewek i butelek farmaceutycznych, Coco Chanel wąchała i rozważała. Powoli przesuwała każdą z próbek przed nosem, a w pomieszczeniu słychać było odgłos jej powolnego wdechu i wydechu. Jej twarz nic nie mówiła. Każdy, kto ją znał, właśnie to zapamiętywał - jak potrafiła sprawiać wrażenie niewzruszonej. Przy jednej z próbek coś poruszyło jej zmysły, ponieważ się uśmiechnęła i powiedziała bez chwili wahania: "numer pięć". "Tak - mówiła później - na to właśnie czekałam. Jedyne w swoim rodzaju perfumy. Kobiece perfumy, zapach kobiety".

Ernest (Beaux - współtwórca zapachu - red.) zapytał ją wówczas, jak nazwie swoje nowe perfumy. Coco Chanel nie miała wątpliwości. Pięć od zawsze było jej szczególnym talizmanem. Stanowiło wspomnienie wszystkich zapachów dzieciństwa i tajemnicy liczb otaczających ją w Aubazine. Była to też magiczna cyfra Boya Capela (ówczesnego partnera Coco - red.), jedno z podobieństw między nimi.(...)

Przedstawić zapach światu mody

Kiedy Coco Chanel i Ernest Beaux porozumieli się w sprawie zapachu Chanel No5, pozostało im tylko przygotować się do zaprezentowania go światu mody.

Coco pierwotnie planowała przetestować klientelę z końcem 1920 roku, rozdając próbki swoich nowych perfum jako świąteczne prezenty dla najlepszych klientów, ale w mig pojęła, że perfumy te przeznaczone są do wyższych celów. Postanowiła więc zamiast tego zademonstrować je swoim wytwornym przyjaciołom, którzy wyznaczali trendy wśród socjety.

Czy można w lepszy sposób zaznajomić tych wszystkich trendsetterów z moimi perfumami, myślała Coco, niż świętując wynalezienie własnego zapachu w ekskluzywnej restauracji w Cannes? Na przyjęcie zaprosiła Ernesta. Wiedziała, że w szczycie sezonu w tym modnym kurorcie w pobliżu jej stolika muszą pojawić się najelegantsze kobiety. W końcu Coco projektantka cieszyła się już sławą.

Tak bardzo pragnęła sprawdzić, czy wszyscy inni uznają, że ten zapach jest tak cudowny, jak sama uważała, iż nie oparła się pokusie małej, prywatnej prezentacji. Spryskała nim ukradkiem powietrze wokół swojego stolika i kiedy tego wieczora na Francuskiej Riwierze świat poczuł po raz pierwszy odurzającą woń Chanel No5 - wynik był zachwycający. Ci z gości restauracyjnych, którzy mieli szczęście ją poczuć, zamierali w bezruchu i zastanawiali się głośno: "Co to za zapach?". "Efekt - powiedziała później Coco - był niesamowity, wszystkie kobiety, które mijały nasz stolik, zatrzymywały się i wąchały powietrze. Udawaliśmy, że tego nie widzimy".

Zgodnie z przewidywaniami Coco, perfumy te nie przypominały niczego, co do tej pory było znane. Zapach robił spektakularne wrażenie i przede wszystkim był bardzo seksowny. Co właściwie tak oczarowało wpływowych przyjaciół Coco Chanel - mężczyzn i kobiety - po raz pierwszy stykających się z zapachem, który stanie się najsłynniejszym zapachem na świecie? Częściowo było to oczywiście zasługą zaprojektowanego przez Ernesta bukietu aldehydów, niepodobnego do czegokolwiek, z czym dotąd mieli do czynienia. Jedynie w najbardziej nowatorskich laboratoriach lat dwudziestych przeczuwano, że zapach aldehydów zmieni wkrótce przemysł perfumeryjny.

Jednak mimo znaczenia, jakie nadaje się im w legendach, aldehydy stanowią zaledwie cząstkę wyjątkowości Chanel No5. Na długo po tym jak zwietrzeją - a aldehydy wietrzeją szybko - pozostaje w perfumach bogata głębia piżma i nut kwiatowych, które są uderzająco zmysłowe. Tak było też latem 1920 roku.

Piżmo i białe kwiaty - zapach tabu

W latach dwudziestych piżmo i białe kwiaty były zapachami czegoś pikantnego i odrobinę zakazanego. Poczucie, że są to perfumy erotyczne, nie sprowadzało się jednak wyłącznie do odniesień kulturowych. Zmysłowy powab niektórych perfum w znacznie mniejszym stopniu zależy od indywidualnych preferencji, niż mogłoby się wydawać. Ludzie, którzy mijali tamtego wieczora stolik Coco Chanel, zareagowali na coś działającego na podświadomość. Podobnie jak kobiety, które w 2009 roku okrzyknęły Chanel No5 "najbardziej uwodzicielskimi perfumami świata", wiedzieli intuicyjnie, że niektóre zapachy po prostu s ą bardziej pociągające od innych.

Nie bez powodu zapachy jaśminu i tuberozy, paczuli i drzewa sandałowego, a także odurzający aromat piżma od wieków uważa się za erotyczne i nie bez powodu niektóre zapachy uznano za potężne afrodyzjaki.(...)

Kiedy zaczynamy się zagłębiać w strukturę chemiczną zapachów, które kusiły nas w długiej historii perfumiarstwa, okazuje się, że istnieje bardzo wyraźny związek między perfumami a intymnymi zapachami ciała.

Coco Chanel bez wątpienia rozumiała - i czuła - ten związek. Powonienie było zawsze najczulszym z jej zmysłów. Wyjaśniając, z jaką intensywnością doznawała zapachów, twierdziła: "w konwaliach sprzedawanych w święto 1 Maja wyczuwam zapach dziecięcych rąk, które je zerwały". Być może wyławiała owe nuty rozgrzanej skóry w aromacie kwiatów, ponieważ jej nos był wyjątkowy. Zdaniem naukowców zapachy niektórych kwiatów pociągają ludzi tak silnie z prostej przyczyny: czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, pąki kwiatów pachną jak ciało. A ciała innych są podniecające. Nie było niczego szczególnego we wrażeniu Coco Chanel, kiedy wyczuła nuty ciała w zerwanych kwiatach. Nie było też niczego szczególnego w tym, że Chanel No5 pachniało kobietą.

Kwiaty pachną jak ciała

Teoria, że kwiaty pachną jak ciała, wydaje się oczywiście dziwaczna. Ale zapach jest rzeczą niezwykłą, a nauka nie pozostawia wątpliwości. Wystarczy przyjrzeć się bliżej przeszło stu składnikom, które kształtują rdzeń tradycyjnego przemysłu perfumeryjnego od czasów pierwszego międzynarodowego bestsellera Afrodyty, a okaże się, że zawsze pojawia się w nich związek między zapachem, seksem i skórą. Z punktu widzenia chemików ulubione przez ludzi zapachy mają coś uderzająco wspólnego: "mają tę samą szczególną budowę chemiczną, zawierają dziesięć atomów węgla i szesnaście atomów wodoru na molekułę". Ujmując rzecz prościej, zapachy, które nas pociągają, należą do jasno określonych kategorii.

Pachnidła, których używamy od tysiącleci, da się podzielić na cztery wyraźne podgrupy związków chemicznych - alkohole, estry, ketony i znane z Chanel No5 aldehydy. Są to molekuły zapachowe o podobnej strukturze. Jak pisze jednak Lyall Watson w swojej książce Jacobson’s Organ..., "nie należy sprowadzać tych magicznych aromatów jedynie do estrów czy aldehydów". Najważniejsze, że pociągają nas i innych.

Kiedy eksperci mówią o architekturze perfum, często poruszają kwestię czasu utrzymywania się ich zapachu i niekiedy używają metafory ciała - nuty głowy, nuty serca i znane pod eufemistyczną nazwą nuty głębi czy po prostu baza. Nuty głowy są najbardziej ulotne ze wszystkich składników i charakteryzują pierwsze pół godziny od aplikacji perfum. Należą do nich zazwyczaj najdelikatniejsze aromaty kwiatowe i cytrusowe. Nuty serca to te zapachy, które trwają nieco dłużej, parę następnych godzin, zazwyczaj silniejsze esencje kwiatowe i śmiałe, zmysłowe żywice.

Zapachy, które utrzymują się najdłużej - nuty głębi - niemal zawsze zawierają piżmo. Uznaje się je za jedne z najmocniejszych naturalnych utrwalaczy. Ogólnie rzecz biorąc, istnieją trzy rodzaje materiałów używanych do produkcji perfum - zapachy inspirowane kwiatami, zapachy inspirowane innymi częściami składowymi roślin, jak ich korzenie, kora czy żywica, i zapachy inspirowane aromatami zwierzęcymi. Chanel No5 - jedne z najseksowniejszych perfum świata - wykorzystują wszystkie te składniki w hojnych dawkach.

Jednak szczególnie dominują w nich kwiaty - składniki tradycyjnych perfum, które zdają się mieć najmniej wspólnego z zapachem ciała. Kwiaty jednak są podstawowym aparatem reprodukcyjnym roślin, a perfumy tworzy się często z ich intymnych wydzielin. Różnica między estrogenem roślinnym i zwierzęcym jest niewielka. Może mało prawdopodobne wydaje się, by róże czy jaśmin pachniały potem i ciałem, ale nic bardziej mylnego.(...)

Do z natury najmocniej zmysłowych zapachów zawsze należały jaśmin, kwiat pomarańczy, kapryfolium, tuberoza i ylang-ylang, kwiaty, które chemicznie rzecz biorąc, zawierają szczególnie duże dawki molekuły zapachowej zwanej indolem. Jest to zapach czegoś słodkiego, mięsistego i odrobinę nieprzyzwoitego.

Żywice pachną jak skóra

To samo dotyczy wykwintnych żywic: "niektóre składniki kadzideł przypominają zapachy ludzkiego ciała", wskazuje jeden z ekspertów. Kiedy perfumiarz Paul Jellinek pisał książkę, która do dziś stanowi podstawowy podręcznik w dziedzinie chemii zapachu, jego badania dowiodły, że mirra i żywica olibanowa zawierają zauważalne nuty pachy. Powszechnie używana żywica balsamiczna, znana jako styraks, ma zapach skóry. A cenna substancja żywiczna zwana labdanum nosi "zapach włosów na głowie". Ilekroć którykolwiek z powyższych składników dodano do prostej owocowej eau de cologne, ludzie konsekwentnie oceniali perfumy jako bardziej zmysłowe. Nie bez powodu pachnidło Afrodyty, z jego aromatycznymi centralnymi nutami labdanum i styraksu, było erotycznym przebojem.

Jednak używanym w perfumiarstwie produktem mającym najbardziej bezpośrednie konotacje z zapachem seksu jest zwierzęce piżmo. Sam w sobie zapach ten jest często zbyt intensywny, wręcz odrażający. Ale użyty w niewielkich ilościach i zmieszany z innymi zapachami należy, mimo swojej dziwnej i mało apetycznej proweniencji, do najwyżej cenionych składników w historii perfum. Pochodzi głównie z intymnych części bardzo pechowych stworzeń, od których pobrano gruczoły i wydzielinę.

Piżmo naturalne wytwarza samiec piżmowca, zwierzęcia zamieszkującego Chiny i Azję Południowo-Wschodnią. Wydzielina ta, przechowywana w okresie godowym w niewielkiej torebce w okolicy jego odbytu, od stuleci stanowi przedmiot lukratywnego handlu międzynarodowego. Angielska nazwa piżma, musk, pochodzi z sanskrytu, od słowa muska oznaczającego po prostu "jądra".

Do rodziny zapachowej piżm zalicza się również cywet, o wyraźnym aromacie fekaliów, pochodzący z gruczołów okołoodbytniczych ssaków zwanych cywetami. Kastoreum, kolejny elementarny składnik, pochodzi z gruczołów zapachowych bobrów, które znaczą nim swoje terytorium. Ponieważ składniki te - lub niemal wyłącznie dziś używane ich syntetyczne zastępniki - pozwalają utrwalić zapach, można je znaleźć w niemal wszystkich perfumach, zarówno dawnych, jak i współczesnych. Nie trzeba dodawać, że pachną seksem.

Wspomnienie czystej pościeli i rozgrzanych ciał

Spośród setki zmysłowych zapachów w historii perfum - zapachów, które są dla nas pociągające z przyczyn kulturowych i biologicznych - Chanel No5 wiele wykorzystuje. Stanowi to podstawową zasadę kompozycji tych perfum: jasna świeżość aldehydów i zapachy skóry oraz potu, które wspólnie nadają Chanel No5 naturalną zmysłowość. Nie bez powodu ich zapach przywodził Coco Chanel na myśl wspomnienie czystej pościeli i rozgrzanych ciał.

Nic dziwnego, że pewnego wieczora w początkach epoki dekadencji goście restauracji zamierali w pół kroku, mijając stolik Coco Chanel. Doświadczali czegoś tak pociągającego, że niemal sto lat później wciąż pozostawało to tajemnicze, zmysłowe i nowoczesne. Tak pachniała pewna siebie seksualność, którą w najbliższych latach miał poznać cały świat.

W ciągu zaledwie paru miesięcy Chanel No5 stały się sensacją w modnych kręgach. To właśnie tamten wieczór w restauracji w Cannes rozpoczął ich zawrotną drogę do sławy. Jednak pomysł wykorzystania podstępu przy wprowadzaniu perfum w obieg został przez Coco Chanel zapożyczony. Od lat przyglądała się, jak wielcy biznesmeni ówczesnej epoki zbijali oszałamiające fortuny na przemyśle perfumeryjnym, i zapamiętywała sposoby, w jakie to osiągali.

Potęga poczty pantoflowej

Pomysł na podstępną promocję Chanel No5 zaczerpnęła ze słynnego posunięcia, które otworzyło jej staremu znajomemu François Coty’emu drzwi do niesłychanego bogactwa. Kiedy na początku dwudziestego wieku Coty usiłował przekonać niejakiego Henri de Villemessanta, kierownika eleganckiego paryskiego domu towarowego Les Grands Magasins, by sprzedawał u siebie jego La Rose Jacqueminot, zadbał o to, by niechętny menedżer zakosztował działania jego perfum - zrzucił "niechcący" flakonik na podłogę zatłoczonego sklepu. Klienci byli tak oczarowani zapachem, że zażądali buteleczek z owymi perfumami, a Coty zdobył swojego pierwszego dystrybutora.

Coco Chanel poszła po prostu w ślady najsłynniejszego magnata perfumeryjnego - mężczyzny, który dzięki perfumom należał już do najbogatszych ludzi na świecie.

Entuzjastyczne przyjęcie Chanel No5 tamtego wieczora w restauracji utwierdziło ją też w przekonaniu o słuszności jej intuicji w sprawie innego pomysłu marketingowego, który zamierzała wykorzystać w jesieni. Ernest Beaux zgodził się wyprodukować dla niej sto buteleczek perfum. Potwierdziwszy powab Chanel No5, powróciła do pomysłu rozdania próbek zapachu jako świątecznych prezentów dla najbardziej lojalnych klientów. Był to gest tyleż hojny, ile nie całkiem bezinteresowny. Stanowił raczej sprytne posunięcie mające na celu uruchomienie poczty pantoflowej i przetestowanie rynku.

Coco Chanel dobrze wiedziała, że wszyscy zwrócą uwagę na ekskluzywność jej perfum, nawet wyznaczający nowe trendy członkowie elity. Instynktownie zdawała sobie sprawę z wzajemnej zależności między luksusem a zawiścią.

Kiedy modne damy przychodziły do jej butiku i prosiły o kolejną porcję tego wspaniałego zapachu, odpowiadała im z fałszywą skromnością, że nie przyszło jej nigdy do głowy, iż mogłaby go sprzedawać, i dawała do zrozumienia, że był to jedynie drobny suwenir, który odkryła w jakiejś niepozornej perfumerii w Grasse. Twierdziła, że nie pamięta nawet, gdzie je znalazła, udając zaskoczenie tak gorącą reakcją, i rozpalała płomień zainteresowania, sprawiając wrażenie, że oczekuje rady: Czy naprawdę powinna spróbować kupić więcej tych perfum? Może mogłoby się to udać.

Jednocześnie podsycała plotki na temat wprowadzenia ich na rynek i pisała do Ernesta, błagając go, by przyspieszył tempo produkcji. Planowała sprzedawać je następnej wiosny w ramach swojej kolekcji w butikach w Paryżu, Deauville i Biarritz. Jednakże legenda, że oficjalnie wypuściła je na rynek 5 maja 1921 roku, piątego dnia piątego miesiąca, na cześć swojego magicznego numeru, jest bezpodstawna. W rzeczywistości Chanel No5 pojawiły się bez rozgłosu w 1921 roku na półkach jej butików, skąd - bez żadnej reklamy - były natychmiast sprzedawane. Przez wiele kolejnych dziesięcioleci tajemnica ich sukcesu nie będzie polegała na reklamie.

Fragmenty książki "Sekretne życie Chanel No5", Tilar J. Mazzeo. Wydawnictwo Znak.


Reklama

Reklama

Reklama