Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Blizny to moja siła

Stalker prześladował ją SMS-ami, śledził, groził. W końcu brutalnie zaatakował. Mogła zginąć, ale się nie poddała. Dziś Katarzyna Dacyszyn pomaga innym ofiarom stalkingu, by skutecznie radziły sobie z traumą.

Odpowiedz mi!

 Pierwsza wiadomość przyszła 10 lat temu. Wyrazy zachwytu i uwielbienia, pseudoliteracki "język miłości". Katarzyna próbowała ją zlekceważyć. Dużo pracowała, była projektantką bielizny.

Reklama

- Skończyłam łódzką ASP, dostałam etat, budowałam własną markę - opowiada. Ładna, szczupła, długowłosa. Pokazywała się w internecie, mediach społecznościowych. Nie była anonimowa.

- Pojawiły się kolejne wiadomości od tego człowieka. Coraz bardziej napastliwe, wulgarne, złowieszcze. Żądał odpowiedzi. Odpisałam raz: że nie chcę tego kontaktu. Z czasem zaczął publikować złośliwe komentarze na temat mojej pracy. Posługiwał się różnymi nazwiskami, często znanych malarzy, poetów. Zakładał fałszywe konta. Byłam przestraszona i zła, że chce zniszczyć mnie i to, co budowałam ciężką pracą - wspomina. Gdy przez jakiś czas była w związku, wiadomości ucichły.

- Ale potem znów się pojawiły. To był czysty stalking. Czułam się osaczona, bałam się, że to się nigdy nie skończy Musiałam skorzystać z pomocy psychologa. Wiedziałam, że on wie, gdzie mieszkam, obserwuje moje życie. W końcu odebrałam wiadomość: "Umrzesz ze strachu, kiedy stanę pod twoimi drzwiami". Zgłosiłam się na policję. Podpisałam wniosek o wszczęcie postępowania przeciw temu człowiekowi. Paradoksalnie, może było to nawet po jego myśli, bo zaistniała między nami relacja - ofiary z prześladowcą.

Trzy lata temu

Poniedziałek, dziewiąta rano. Korytarz w łódzkim sądzie, czwarta rozprawa. Na poprzednie oskarżony nie przyszedł, był w szpitalu, brał silne leki. Wszystko wskazywało, że nie przyjdzie i dziś. Katarzyna była niespokojna, czuła dziwny lęk.

Gdy w korytarzu pojawił się wysoki, dobrze zbudowany człowiek, poprosiła swoją adwokat, żeby odeszły jak najdalej. Nie chciała nawiązać kontaktu wzrokowego. Kiedy podszedł? Nie wiedziała. Gdy chlusnął w jej stronę cieczą z butelki, zdążyła się trochę uchylić. Niewystarczająco. Poczuła przeszywający ból. W butelce był kwas siarkowy o stężeniu 87 procent.

- Pobiegłam do łazienki, wiedziałam, że muszę spłukać twarz i głowę wodą. W dłoniach mieściło się jej za mało, krzyknęłam do dwóch kobiet, które przybiegły  za mną, żeby przyniosły jakiś pojemnik. Ratowałam się instynktownie - opowiada. Do centrum leczenia oparzeń w Siemianowicach zabrał ją helikopter. Na pokładzie była bliska końca, ale przeżyła.

- Przez pierwsze dni lekarze zabronili mi patrzeć w lustro. Miałam oparzone 20 procent ciała, oparzone drogi oddechowe, groziła mi utrata wzroku i prawego ucha. Pytałam: czy będę miała twarz? - wspomina. 

Dziś znowu wygląda pięknie. Mówi o sobie "jestem cudem przetrwania". Widzi, jest sprawna.

- Jeśli moje cierpienie, rany, niezliczone operacje, mają ukryty sens, to jest nim pomoc innym. Wierzę, że mam misję.

"Kobieta z blizną"

W tej książce opisała swoje doświadczenia. Prześladowania przez stalkera, bunt i obronę, dramat związany z napaścią i powrotem do życia. Chwile zwątpienia i walkę. Jej oprawca dostał karę 25 lat więzienia. Pierwszy raz w Polsce przestępstwo oblania kwasem sądzono jako usiłowanie zabójstwa. Doprowadził do tego prawnik Katarzyny.

- Satysfakcja? Nie. Gwarancja bezpieczeństwa na jakiś czas. Ale też pytanie: co potem? Nie myślę o tym. Chcę wrócić do normalności. Znowu robię piękne rzeczy, projektuję. Mam poczucie, że z tej tragedii wyszłam silniejsza. Zaakceptowałam swoją sytuację, a jemu... wybaczyłam. To otworzyło mi nową drogę - mówi Katarzyna.

Od dwóch lat organizuje akcję "Stop stalking" - dla poszkodowanych, ale także policjantów, prawników. Przygotowała kalendarz ze swoim zdjęciem, pokazała blizny. Chce, żeby trafił do wszystkich prokuratur w Polsce, przypominał, że stalkingu nie wolno lekceważyć.

- Ofiarom radzę: zgłaszajcie się na policję. Zbierajcie dowody, archiwizujcie wiadomości, róbcie zdjęcia, nagrywajcie. Brońcie się. Można wygrać. Jestem tego przykładem.

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Twój STYL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje