Reklama

Reklama

Bliskość w czasach pandemii


Reklama

Istotnym aspektem dla wielu z nas jest praca zdalna w czasie kwarantanny. Jak nauczyć się szacunku do czasu pracy partnera i zadbać o ten szacunek dla swojej pracy?

- Przede wszystkim, co być może oczywiste, należy się dobrze zorganizować. Musimy mieć swoje stałe stanowisko pracy w domu, wyznaczyć granice, zakomunikować domownikom: "o 10 siadam do biurka i dwie godziny siedzę przed laptopem. Wszystkie ważne rzeczy załatwmy przed lub po, przez ten czas nie chcę się odrywać od pracy". Musimy nauczyć się komunikować takie rzeczy osobom, z którymi mieszkamy, ale z poziomu asertywnego. Jeżeli swoim zachowaniem pokażemy, że potrafimy zarządzać pracą, że szanujemy swój czas i energię, to jest szansa, że druga osoba odpowie tym samym i będziemy działać z wzajemnym szacunkiem.

- Nie możemy tym samym popełniać podstawowych błędów, czyli chodzić cały dzień w piżamie z laptopem, siadając na każdym fotelu, zmieniając co chwilę miejsce pracy. Jeżeli tak funkcjonujemy, to trudno oczekiwać, że druga osoba z szaloną powagą podejdzie do naszego czasu pracy, skoro my sami go nie szanujemy. Sam ubiór może nam w tym bardzo pomóc. Spróbujmy podejść do pracy zdalnej tak, jak byśmy wychodzili z domu. Ubierajmy się wygodnie, ale tak, jak byśmy mieli się z kimś spotkać. Wyznaczmy swoją strefę pracy, nie rozpraszajmy się tym, że za ścianą jest lodówka i nie róbmy do niej spacerów co pół godziny. Stałe stanowisko pracy, posprzątane biurko z laptopem i kawą pomoże nam się skupić i przestawić umysł na tryb "praca". Otoczenie wymusza na nas adaptację do warunków, więc pomóżmy sami sobie się zaadaptować.  Najpierw musimy się dobrze organizować i swoją postawą komunikować, że czas naszej pracy jest ważny, żeby oczekiwać tego szacunku od domownika.

Jak wyznaczać granice? Jak nie dopuścić do "zlania się" z drugą osobą i zapobiec nadmiernej kontroli, kiedy przebywamy ze sobą non-stop?

- Dokładnie tak samo, jak to powinno dziać się na co dzień. Teraz może wystąpić ryzyko uświadomienia sobie, że jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi, albo przeciwnie - że nasza relacja działa na zasadach symbiozy. Jeśli tak jest, to znaczy, że najprawdopodobniej musieliśmy mieć do tego predyspozycje wcześniej. Osoby lękowe mają tendencje do budowania relacji symbiotycznych. Wcześniej było to trudniejsze, bo sam tryb życia wymuszał funkcjonowanie w odrębnych przestrzeniach, na przykład  zawodowych lub towarzyskich. Jeśli teraz mamy poczucie zlewania się, kontrolowania i niepokoju, że partner siedzi pięć minut dłużej w łazience, więc na pewno pisze z kochanką, to znaczy, że taką potrzebę sprawdzania mieliśmy już wcześniej. I dobrze, że w końcu to zauważamy. Warto się skupić na samym sobie i odpowiedzieć na pytanie: "Jaką potrzebę chcę w ten sposób zaspokoić? Co ma mi dać chorobliwa kontrola?". Wcześniej nosiliśmy w sobie jakieś deficyty. Jeśli zauważamy w sobie takie toksyczne zachowania, to warto zgłosić się na terapię. To, co możemy zrobić teraz, to zadbać o własną przestrzeń, własne zajęcia. Wyznaczyć sobie czas, w którym skupiamy się tylko na sobie. Może to być domowe spa, czytanie książki, generalnie wszystko to, co możemy zrobić same, bez udziału drugiej osoby. Coś zupełnie naszego.

- Relacje symbiotyczne to często relacje przemocowe, pełne lęków, złości. Jeśli druga osoba próbuje się od nas oddalić, nie ma poczucia bezpieczeństwa. Dlatego niezwykle ważna jest szybka reakcja, kiedy to zauważymy.

W relacjach symbiotycznych pewne toksyczne zachowania działają w dwie strony. Czy ważne jest, aby uświadomić sobie, że ta odpowiedzialność za symbiotyczną relację jest u obydwojga parterów?

- Zrozumienie tego, czym jest relacja symbiotyczna dla osób, które się w niej znajdują, to niezwykle trudne zadanie. Trzeba umieć zobaczyć, jakie deficyty wnosi się do związku i na które z nich partner odpowiada w sposób, który podtrzymuje symbiozę. To jest dość podobne do tego, co dzieje się w relacjach z osobami uzależnionymi. Partnerzy takich osób odpowiadają schematami zachowań, emocjami i postawami, które  podtrzymują problem. Żeby umieć to zobaczyć i przepracować, jednocześnie nie wchodząc w poczucie winy, potrzebna jest osoba towarzysząca w postaci psychoterapeuty. Często, gdy próbujemy rozwiązać to sami, pojawiają się wzajemne oskarżenia, budowanie wzajemnej złości. Nie wydaje mi się, żeby ten kryzys był dobrym czasem na dogłębną pracę nad tym. Wystarczy to dostrzec i uświadomić sobie, że jest to nasza szansa na podjęcie terapii. Ważne, by nie kotwiczyć się w destrukcyjnych sposobach funkcjonowania.

O seksualności w czasach pandemi - czytaj na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje