Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bergman potrafił kochać tylko kino

Ingmar Bergman 1918 -2007 /East News

Kobiety były dla niego żywym towarem, którego potrzebował do tworzenia. Mimo to, płeć przeciwna lgnęła do niego bez zahamowań. W młodości sympatyzował z nazizmem i skradł część tożsamości swojego brata, by podkoloryzować własną biografię. Niekwestionowany geniusz filmowy, stawiany na równi z Fellinim i Buñuelem. Człowiek pełen lęków i obsesji, który nieustannie toczył ze sobą wewnętrzne wojny. O skomplikowanej osobowości Ingmara Bergmana, jego zawiłych relacjach z kobietami, a także fenomenie twórczości rozmawiamy z Thomasem Sjöbergiem, autorem wnikliwej biografii kontrowersyjnego artysty: “Ingmar Bergman. Miłość, seks i zdrada".

Reklama

Katarzyna Domagała: Napisał pan już wiele biografii o znanych Szwedach, w których ukazuje pan ich życie poza światłami jupiterów. Dlaczego dopiero teraz przyszedł czas na wielkiego Bergmana?

Thomas Sjöberg: - Nie zostało zbyt wiele takich postaci. Pisałem już książki o byłym i obecnym królu Szwecji, o królu porno, królu mebli, więc pozostało w końcu zająć się królem filmu. (śmiech) Książka w zasadzie powstała już cztery lata temu, ale bardzo zależało mi na tym, by ukazała się w setną rocznicę urodzin Bergmana, stąd rok 2018.

Reklama

Książka jest bardzo wnikliwą analizą osobistego życia Bergmana, a także próbą scharakteryzowania jego kontrowersyjnej osobowości. Bez wątpienia praca nad nią była długa. Co okazało się najtrudniejszym zadaniem podczas jej pisania?

- Zdecydowanie najtrudniejszym zadaniem było namówienie rodziny Ingmara Bergmana do rozmów, a w szczególności dzieci. W końcu udało mi się przekonać dwójkę: Annę i Ingmara Juniora oraz siostrzenice Bergmana: Rosę i Weronikę.

Dlaczego pojawiły się problemy z namówieniem reszty rodziny na rozmowę?

- Myślę, że dlatego, że ja to ja. (śmiech)

Co pana najbardziej zaskoczyło i zaintrygowało podczas odkrywania nowych faktów z życia Bergmana?

- Trzy rzeczy. Pierwsza to fakt, że Bergman niejako okradł swojego starszego brata z tożsamości, twierdząc, że to on był źle traktowany przez rodziców - bity, poniżany, zamykany w piwnicy i niekochany. W rzeczywistości te historie dotyczyły głównie Daga. Bergman je podkradł i podkoloryzował, by nadać dramaturgii swojej biografii.

- Druga rzecz, która mnie mocno zaskoczyła, to niezwykle skomplikowane życie prywatne Bergmana. Mając żonę potrafił mieć jednocześnie kilka kochanek. Prowadził życie małżeńskie oficjalne i nieoficjalne. Trzy razy był świadkiem na rozprawie u kobiet, które chciały zakończyć swój obecny związek i wejść w kolejny z nim. Coś takiego naprawdę miało miejsce! Przed pisaniem książki nie miałem pojęcia, że jego relacje z kobietami były tak poplątane.

- Trzecią rzeczą, przez którą prawie spadłem z krzesła, było zakończenie listu wysłanego przez Bergmana do rodziców z Turyngii w 1936 roku, które brzmiało "Heil Hitler". Należy wyraźnie podkreślić, że nie był on wtedy dzieciakiem. W momencie pisania listu miał 18 lat, więc był w pełni świadomy tego, co robi. Był to dla mnie szok, ale jednocześnie powód do tego, by zagłębić się jeszcze bardziej w jego życiorys.

Bardzo dokładnie przyjrzał się pan dzieciństwu Ingmara, szczególnie jego relacji z rodzicami. Jaki wpływ na jego światopogląd i twórczość mieli Karin i Eric Bergman?

- Osobą, która w dzieciństwie miała największy wpływ na życie Ingmara Bergmana, była bez wątpienia jego matka, ponieważ poświęcała mu najwięcej czasu. Ojciec był pastorem, więc jego zajęciem było ciągłe martwienie się o to, czy jego kazania osiągnęły odpowiednio wysoki poziom, dlatego był on raczej nieobecny w wychowaniu dzieci. Nie oznacza to oczywiście, że jego osoba nie oddziaływała na dzieci i ich sposób patrzenia na świat.

W “Laterna Magica", swoim dzienniku, Bergman pisze, że jego dzieciństwo było straszne i opierało się na takich pojęciach, jak grzech, łaska, przebaczenie, kara, wina, etc. Czy to nie konserwatywny ojciec-pastor mu je wpoił?

- Myślę, że ojciec przeniósł na syna strach przed tym, że może się nie sprawdzić, nie sprostać oczekiwaniom innych, nie zrobić kariery, ponieważ sam go odczuwał. Ten strach bardzo mocno wpłynął na stosunek Ingmara do Boga, ale nie tylko. Karin również była osobą wierzącą, ale mającą chwile zwątpienia. Nie była pewna, czy Bóg, w którego wierzy, jest Bogiem miłosiernym i czy w ogóle istnieje. Co ciekawe, Karin prowadziła dziennik, w którym powierzała Bogu swoje troski związane z wychowaniem syna. Przywiązywała bardzo dużą wagę do tego, czego Bóg od niej oczekuje. Oboje rodzice byli bardzo religijni i mieli głębokie przemyślenia, co do Boga, które przenieśli na Ingmara.

Pytanie o istnienie Boga oraz relacja człowieka z Bogiem to jedne z najważniejszych motywów w twórczości Bergmana. Czy robienie takich filmów pomagało w jakiś sposób Ingmarowi w jego rozterkach dotyczących wiary?

- Kwestia relacji człowieka z Bogiem była silnie zakorzeniona w psychice Ingmara. Robienie filmów poruszających tę tematykę było dla niego formą terapii. Z kolei inspiracją były zarówno przemyślenia rodziców, jak i jego. Warto podkreślić również, że wiara Ingmara była chwiejna. Bywały momenty, kiedy wątpił, oddalał się od Boga, jak również takie, gdy wierzył. To z pewnością przejął od swojej matki.

W “Laterna Magica" pisał, że sposób wychowywania jego oraz Daga przyczynił się do bezwolnego przyswajania przez nich nazizmu. Dlaczego pochłonęła go ta ideologia?

- W tym przypadku wychowanie również odegrało sporą rolę, ale nie najważniejszą. Eric Bergman tak naprawdę był zwolennikiem nazizmu, co nie było niczym wyjątkowym wśród protestanckiego kleru w tamtych czasach. Jednak wtedy duży wpływ na Ingmara miał jego brat. Był on wówczas aktywnym działaczem w szkole, która popierała nazizm. Brał również udział w akcji, w której sympatycy nazizmu w Szwecji wyrażali sprzeciw wobec przyjęcia 10 nauczycieli pochodzenia żydowskiego do kraju, ponieważ uważali, że to może być zagrożenie dla szwedzkiego rynku pracy.

Podczas czytania książki zaciekawił mnie również stosunek Ingmara do szkoły. Twierdził, że jej nie cierpi i że to instytucja, która nie przyczyniła się do jego rozwoju.

- To była bardzo duża przesada z jego strony. Myślę, że był to zabieg, który miał po prostu wzmocnić dramaturgię przedstawienia pt. “Zdrada". To właśnie tam Bergman prezentuje swoje złe nastawienie do szkoły. Nie wydaje mi się, żeby w rzeczywistości aż tak negatywnie postrzegał tę instytucję. Zresztą, czytałem jego listy do matki i babci, w których opowiada im o szkole. Nie pada tam ani razu stwierdzenie, że jej nie cierpi.

Bergman zaczynał od teatru. Powiedział kiedyś, że teatr był jego żoną, a film kochanką. Co kochał bardziej?

- Trudno powiedzieć, co dokładnie miał na myśli mówiąc te słowa. Myślę, że jak rodzinę traktował nie tylko żonę i dzieci, ale również swoich aktorów, stąd jego stwierdzenie. Sądzę, że miało to związek z tym, że Ingmar był człowiekiem, który miał olbrzymie problemy ze swoim życiem uczuciowym. Bał się uczuć i wyznań. Teatr był dla niego idealny, ponieważ była to gra na niby. Myślę, że odczuwał ulgę w związku z tym, że aktorzy grają i że cała historia wydarza się bez jego udziału.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje