Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Arkadiusz Jakubik: Były powody do wstydu

Z uczuciem wstydu zmagają się nawet znani ludzie, których o to nie podejrzewamy. Arkadiusz Jakubik, znakomity aktor, przyznaje, że w życiu wstydził się często. Debiutanckiej roli, wad wymowy, łysienia, grubych nóg. Tego, że nie stanął w obronie ukochanej kobiety i że źle mówi po angielsku. Pracuje jednak nad tym, by patrząc w lustro, widzieć faceta może niezbyt przystojnego, ale który w życiu nie zrobił nic hańbiącego.

Beata Biały, Twój STYL: Pamiętasz swój pierwszy wielki wstyd?

Reklama

Arkadiusz Jakubik: Wstyd? To była trauma. Miałem 7 lat, poszedłem na casting i zagrałem w filmie "Okrągły tydzień". Na planie okazało się, że mam "scenę rozbieraną". Reżyser wymyślił, że Emilia Krakowska, czyli moja filmowa mama, umyje mnie przed kamerą. Wpadłem w histerię. Nie pamiętam, jak przekonano mnie, żebym golutki jak mnie Pan Bóg stworzył, stanął w misce z wodą. Rok później w moich rodzinnych Strzelcach Opolskich odbyła się premiera filmu. Do jedynego kina w mieście wybrała się cała moja szkoła. Bałem się. I słusznie. Gdy na ekranie pojawiłem się nagusieńki z Emilią Krakowską, rozległ się rechot. Zrozumiałem, że stałem się pośmiewiskiem. Następnego dnia w szkole... nigdy nie zapomnę tego upokorzenia i wrzasków na korytarzu: "Aktor, pokaż pisiora". Od tego dnia miałem ksywę "pisior". Nie miało to wtedy żadnych konotacji politycznych. (śmiech) Mama musiała przenieść mnie do innej podstawówki.

Jak to przeżyłeś?

- Z radosnego, uśmiechniętego chłopca zamieniłem się w zamkniętego w sobie, wiecznie wystraszonego i smutnego gościa. Chciałem zapaść się pod ziemię. Starałem się zachowywać tak, żeby nikt na mnie nie zwracał uwagi. Nie widzą - nie będą wyśmiewać. Na szczęście w nowej szkole nikt nie pamiętał mnie z Okrągłego tygodnia, może nie byli w kinie? Powoli zacząłem odbudowywać siebie. Byłem lubiany, bo dobrze grałem w piłkę, zostałem nawet kapitanem szkolnej drużyny.

Minął koszmar dzieciństwa?

- Niezupełnie. Cztery lata później film postanowiła wyemitować Telewizja Polska. Niedziela, wracamy z kościoła do domu, mama szczęśliwa, bo ma dla mnie nowinę, jej zdaniem miłą: "Synku, wiesz, dziś w telewizji leci twój film". "Mamo, wiem, ale nie chcę o tym rozmawiać!". "Poczekaj synku, bo mam dla ciebie niespodziankę. Kupiłam lody, upiekłam ciasto i zaprosiłam całą twoją klasę". Uciekłem z domu, krzycząc, że jej nienawidzę. Chodziłem do zmroku po parku i płakałem jak bóbr. W tym czasie przyszła do domu cała moja klasa, zjadła lody i ciasto, obejrzała film oraz mojego pisiora w tym filmie i... następnego dnia nic się nie działo. Może byliśmy starsi, może im się film podobał... Ulżyło mi wtedy. Ale wspomnienie wstydu, publicznego upokorzenia we mnie pozostało. Na pewno sprawiło, że przez wiele lat miałem problem z zaakceptowaniem samego siebie.

Jąkanie, seplenienie, długo się z tym borykałeś. To też było źródło wstydu?

- Zdałem sobie sprawę z tych niedoskonałości, gdy przygotowywałem się do egzaminów do szkoły teatralnej. Mama zapisała mnie na korepetycje do opolskiego aktora i jego żony logopedki. Stać nas było tylko na pięć lekcji, w domu się nie przelewało. Co można zrobić z wadą wymowy w pięć lekcji? Po ostatniej zapytałem tegoż aktora: "Myśli pan, że mam jakieś szanse?", na co on odpowiedział: "Szczerze? Daj sobie spokój". Załamałem się. Nie chciałem podchodzić do egzaminów. A potem, jąkający się i sepleniący, znalazłem się na pierwszym miejscu listy nielicznych szczęśliwców, którzy się dostali do szkoły teatralnej. Miałem tylko warunek - pracować nad dykcją.

Dowiedz się więcej na temat: Arkadiusz Jakubik | Wstyd

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje