Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anna Lewandowska: Trzeba czasem odpiąć wrotki

Wpisz do wyszukiwarki jej nazwisko, a znajdziesz 10,4 miliona wyników. Anna Lewandowska to fenomen popularności. Prowadzi sławny blog, uczy fittnesu, propaguje dobrą dietę, radzi matkom w ciąży, wydaje książki... I to nie koniec. Co robić, by mieć miliony lajków? Jak być żoną sławnego piłkarza i pozostać sobą? Pyta Jacek Szmidt. Przeczytaj fragment rozmowy z Anną Lewandowską - cały wywiad znajdziesz w sierpniowym numerze magazynu Twój STYL.

Twój STYL: Kiedy ostatnio płakałaś? Pytam, bo znamy cię jako zawsze uśmiechniętą, pozytywną, niemal nierealną.

Reklama

Anna Lewandowska: - Płakałam w życiu z różnych powodów, ze szczęścia też, ale ostatnio ze zmęczenia. Niedawno przyjechałam do Warszawy niewyspana, po kilku trudnych nocach. Klara ma dwa lata, ale często się budzi. Przyszłam do biura i nagle pojawiło się tysiąc pytań od moich współpracowników. Potem zadzwonił Robert z hotelu. Był na zgrupowaniu kadry, pytał, czy do niego przyjadę, bo rzadko się ostatnio widywaliśmy ze względu na wyjazdy. Nie mogłam wstać i wyjść. Czułam, że wszystko mi się wymyka. Popłakałam się na środku biura.

I to mówi osoba, która kiedyś deklarowała: wyeliminowałam słowo "zmęczenie" z mojego słownika.

- To było dawniej. Nie można być ciągle w formie, mając małe dziecko i firmy, w których pracuje 150 osób. Zawsze byłam Zosią Samosią, lubię dopilnować sama ważnych rzeczy, być na rekrutacjach, pojechać na spotkania z kupcami. Robert mówi: "Ania, stop, zatrzymaj się". Ale zauważył, że już nie próbuję osobiście pilnować wszystkiego.

Oboje sprawiacie wrażenie perfekcjonistów. Dyscyplina, samokontrola... Skąd to masz?

- Sport mnie wychował. Jako dziecko zaczęłam trenować karate. Mój mistrz w pewnym momencie stał się dla mnie drugim ojcem, bo rodzice się rozstali. W karate kluczem jest dyscyplina i szacunek, wyraża go symboliczny ukłon na początku i na końcu walki. Nawet jak przeciwniczka złamała mi nos, z szacunkiem składałam jej ukłon, dziękując za walkę. To we mnie zostało.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje