Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anna Dymna: Jeszcze nigdy nie było tak pięknego nieba

​Talent, mądrość, wielkie serce. I niespotykana swoboda, z którą mówi na każdy temat. Rozmowa z nią to najpiękniejszy ze świątecznych prezentów.

Przeczytaj fragment rozmowy z Anną Dymną, którą znajdziesz w najnowszym numerze magazynu PANI.

Reklama

Pamięta pani pierwszą okładkę ze swoim zdjęciem?

Anna Dymna: Byłam wtedy studentką pierwszego roku. W Teatrze Słowackiego grałam Isię oraz Chochoła w "Weselu" reżyserowanym przez Lidię Zamkow. Fotosy do spektaklu robił Wojciech Plewiński, wspaniały krakowski fotograf. Niedługo po premierze szłam ulicą św. Jana, ubrana w króciusieńką spódniczkę mini, włosy miałam związane w koński ogon. Skończyłam wtedy 18 lat, ale wyglądałam na 14. Nagle zatrzymał się obok mnie samochód i wysiadł z niego pan Plewiński. "Córeczko, nie bój się mnie", zagadnął mnie, pamiętając, że grałam w "Weselu" i już się znamy. "Ja jestem fotografem, robię zdjęcia okładkowe do »Przekroju« i chętnie bym cię sfotografował. Wiesz, co to za pismo, prawda?" Musiałam mieć zaskoczoną minę, bo zaczął mnie uspokajać: "Nie mam złych intencji. Zobacz, tutaj w samochodzie siedzi moja żona. Pojedziemy we trójkę do twojej mamusi i poprosimy o zgodę". Więc pojechaliśmy do mojej mamy, potem zrobiliśmy zdjęcia. I ukazała się pierwsza okładka z moją twarzą...

Co pani poczuła?

- Pamiętam to uczucie: wstyd, strach... Wydawało mi się, że moje życie się zawali, zmieni. Bałam się podejść do kiosku i kupić "Przekrój" z Anią Dziadyk na okładce. Byłam przekonana, że jeśli sprzedawczyni rozpozna we mnie dziewczynę ze zdjęcia, to zapadnę się pod ziemię. Serce waliło mi jak szalone, ale w końcu się odważyłam i... jakoś nic się nie stało. Szybko przekonałam się, ile warta jest taka popularność. Robiłam film we Wrocławiu i w toalecie dworca kolejowego zobaczyłam tę moją twarz z okładki, przedartą na cztery części i przybitą gwoździem do ściany. W tamtym czasie istniał deficyt papieru toaletowego, więc cel, jakiemu miała służyć, nie pozostawiał najmniejszych wątpliwości.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje