Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anna Dereszowska: Już nie jestem taka grzeczna

Najważniejsza rola? Macierzyństwo. Łatwo się jednak w im zatracić. Zapomnieć o sobie. Zaniedbać partnera. Anna Dereszowska stara się o tym pamiętać i przyznaje: "Powiedzmy to szczerze. Budowanie patchworkowej rodziny jest koszmarnie trudne." Przeczytaj fragment wywiadu z Anną Dereszowską, który znajdziesz w najnowszym numerze PANI.

Kiedy czujesz się najbardziej zmysłowo?

Reklama

Anna Dereszowska: Gdy patrzy na mnie kobieta i widzę w jej oczach pełną akceptację. Nie zazdrość, tylko właśnie aprobatę. To dla mnie cenniejsze niż podziw w spojrzeniu mężczyzny.

Pytam cię o to, bo twoje zdjęcia z naszej sesji są wyjątkowo kobiece. Ty na nich uwodzisz tego, kto patrzy.

- Mam teraz taki czas, kiedy w końcu czuję się dobrze sama ze sobą. Ze swoją fizycznością, z podejściem do życia. Ten proces akceptacji mojej kobiecości zaczął się 11 lat temu, gdy urodziłam córkę, i zakończył dopiero niedawno. Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, że nie muszę udowadniać wszystkim wokół, że potrafię być tak dobra jak mężczyźni. Korzystałam ze swojej kobiecości, ale tylko z jej zewnętrznych atrybutów. Naszą wrodzoną wrażliwość i empatię chowałam gdzieś głęboko, wolałam być jak chłopak. Nie uznawałam kompromisów, koniecznie chciałam wszystko robić sama, nawet wbić gwóźdź czy wymienić przepaloną żarówkę. Jestem zodiakalnym Koziorożcem, a to znak, który z natury ma w sobie dużo wewnętrznego napięcia, bo oczekuje perfekcjonizmu od siebie i innych. Przez to i mnie samej było ciężko, i inni mieli ze mną trudno. Jola Fraszyńska, przyjaciółka od serca i koleżanka z teatru, powiedziała mi, że kiedyś podczas prób byłam niecierpliwa, wręcz napastliwa, bo oczekiwałam natychmiastowych efektów, nie chciałam tracić czasu. Ale z wiekiem nabrałam więcej luzu i cierpliwości oraz czułości wobec samej siebie. Łagodnieję.

Masz 38 lat, za dwa lata skończysz czterdziestkę. Ważna granica?

- Na razie ze spokojem patrzę na mijający czas. Kiedy w wieku 47 lat zmarła moja mama, przeżywałam dramat, jednak jej śmierć wydawała mi się naturalna, bo sama miałam 9 lat i uważałam, że była starszą kobietą. "Taki wiek, tak musiało być", tłumaczyłam sobie. A teraz gdy patrzę na 50-letnią Jolkę Fraszyńską i Hankę Śleszyńską, która skończyła 60, to widzę dziewczyny mające mnóstwo energii, które podróżują po świecie, dużo pracują i są ciekawe życia. One wciąż mają w sobie wewnętrznego dzieciaka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje