Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Andrzej Seweryn: Cyfra nie hamuje

Czasu nie można zatrzymać? Ale da się wycisnąć do ostatniej sekundy. Andrzej Seweryn to potrafi. Gra 10 ról jednocześnie, tańczy z wnukami na stole, ogląda do świtu mecze NBA i choć to już piąte małżeństwo, nie wstydzi się miłości. A jeszcze wydał książkę. Tytuł, jak to u niego: Ja prowadzę. Przeczytaj fragment wywiadu - całość znajdziesz w listopadowym numerze magazynu Twój STYL.

Kiedy ostatnio czułeś się chłopcem?

Reklama

Andrzej Seweryn: O, już ci mówię, tylko sięgnę do kalendarza. Byłem w sobotę u córki, ona ma takie miejsce nad Wartą, nazywa się Zagro, można tam wypić kawę i wieczorem posłuchać muzyki. Młodzi ludzie z Poznania grali bluesa. Kiedy usłyszałem to dingu, dungu, di, da, da... Sweet home Chicago, zanim sobie zdałem sprawę, że mam siwe włosy, zerwałem się, zacząłem podskakiwać i śpiewać. To była reakcja chłopca. Przypomniało mi się, jak ojciec na plastikowym adapterze puszczał When The Saints Go Marching In Armstronga. Wszystko odżyło we mnie. Wehikuł czasu.

Byłeś w wojsku?

- W studium wojskowym, co tydzień przyjeżdżaliśmy na szkolenie, wkładaliśmy koszmarne mundury...

Pytam, bo żołnierze, którzy kończyli służbę, mieli określenie "cyfra hamuje". Czyli są już za poważni, by na przykład grabić liście... Seweryna cyfra hamuje?

- Że 73? Nie, nie... absolutnie nie hamuje. W ten piątek tańczyłem ostrego rock and rolla z Kasią. Ciekawe, że ta chłopięcość w nas, mężczyznach, ujawnia się w relacji z muzyką. Masz chwilę? Coś ci puszczę (Andrzej Seweryn włącza w smartfonie występ Pavarottiego w duecie z włoskim piosenkarzem Luciem Dallą). Cudne, prawda? Tam prawie nie ma instrumentów, tylko ten głos.

Podobne wrażenie miałem na twoim spektaklu Szekspir forever. Była pusta scena, tylko krzesło i ty, w dodatku chwilami nago. Jak mężczyzna, będąc bez spodni, może przed pełną widownią zachować charyzmę, utrzymać rząd dusz?

- Charyzmę daje tekst sztuki, monolog Tymona Ateńczyka. Jest gwarantem, że nagość ma uzasadnienie. I sprzyja temu takt reżysera: jest dobre światło i widownia, która ufa aktorowi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje