Przejdź na stronę główną Interia.pl

Andrzej Pągowski: W młodości byłem straszliwie kochliwy

Kobiety czasem się dziwią, że ze mną można pogadać jak z koleżanką. Dzwonią do mnie, kiedy trzeba zrobić zakupy, zmienić fryzurę, radzą się - przyznaje Andrzej Pągowski w rozmowie z Dorotą Wellman w książce "Być jak Pągowski".

Przeczytaj fragment książki "Być jak Pągowski". 

Reklama

Dorota Welleman: Kobiety, czyli początek serialu.

Andrzej Pągowski: Kobiety zawsze były w moim życiu bardzo ważne. Najpierw mama, czyli osoba, która darzyła mnie bezwarunkową miłością, jak najbardziej odwzajemnioną. Miała też duży wpływ na moją fizyczność. Sprawiła, że byłem czystym młodym człowiekiem, czyli odróżniałem się od kolegów zawsze wypranym ubraniem, umytym ciałem, ładną fryzurą. Byłem zadbany i dobrze mi z tym było.

Zostało ci.

- Przecież już mówiłem, że Waldek Świerzy po latach mówił, że polubił mnie, bo byłem czysty i pachnący. To miało też znaczenie w relacjach z kobietami. One zawsze bardzo mi się podobały. Nie byłem nigdy nastawiony na męskie towarzystwo. Owszem, lubiłem grać w piłkę, ale już siedzieć na stadionie i wrzeszczeć w towarzystwie innych samców - nie. Jako dzieciak sporo się jeszcze obracałem w męskim towarzystwie, ale potem z racji tego, że wieczorami pracowałem, nie chodziłem do klubów, nie chodziłem do pubów, do barów, nie spotykałem się z kumplami na piwie. Nie kręciła mnie zupełnie Formuła 1 ani rozgrywki kosza czy ligi angielskiej. Tak że z facetami mam dosyć mały zakres wspólnych tematów.

- Natomiast kobiety okazały się fascynujące. I od strony cielesnej, która jest niewątpliwie bardzo ważna, i od strony duchowej. Jeżeli sobie założysz, że nie bajerujesz w celu ściągnięcia kogoś do łóżka, tylko rozmawiasz dla samej przyjemności wymiany myśli, to rozmawianie o życiu jest o wiele bardziej wciągające niż rozmawianie o wynikach sportowych.

Ale mężczyźni twierdzą, że kobiety paplają.

- Ja też paplam! Przecież słyszysz. Lubię to. Kobiety czasem się dziwią, że ze mną można pogadać jak z koleżanką. Dzwonią do mnie, kiedy trzeba zrobić zakupy, zmienić fryzurę, radzą się. Jeżeli jesteś twórcą, który chce znać życie, reagować symboliką na różne rzeczy, od facetów się tego nie nauczysz. Z facetem możesz porozmawiać o interesach, o biznesach, sporcie, samochodach. Faceci na przykład, kiedy zmieniam samochód, cały czas mnie gnębią: "Ile on pali, ile ciągnie, jaki ma silnik?". Żadna znajoma nigdy w życiu, gdy wiozłem ją nowym samochodem, nie pytała mnie, ile on pali, tylko mówiła: "Wiesz, wygodny" albo: "Fajna muzyka" czy: "Ładny kolor", i przechodziliśmy do innego tematu.

- Faceci w takiej sytuacji mnie dręczą. Najchętniej by się zatrzymali i otwierali maskę. Pamiętam, że kiedyś dałem plamę przed teściem, który strasznie chciał obejrzeć silnik mojego nowego auta, a ja nie mogłem otworzyć maski, bo nie wiedziałem, jak się to robi. Wzbudziłem też kiedyś małą sensację na stacji benzynowej - skończył mi się płyn do spryskiwacza, więc kupiłem nowy, bez zastanowienia otworzyłem butlę, a potem dzwoniłem do serwisu po wyjaśnienia, gdzie się go wlewa. A ten samochód miałem wtedy już prawie dwa lata.

Wróćmy do kobiet.

- W młodości byłem straszliwie kochliwy i straszliwie romantyczny. Z reguły starałem się o kobiety nieosiągalne, często już zajęte, żeby to bolało, żeby to była miłość nieszczęśliwa. Chyba tak objawiała się moja artystyczna dusza, bo wiadomo, że cierpienie uskrzydla...

Konkretne kobiety w twoim życiu. Mama - to już wiem.

- Potem było kilka miłości szkolnych, naprawdę bardzo intensywnych, z powodu których, między innymi, powtarzałem klasę, bo zapomniałem, że jest jeszcze coś takiego jak nauka.

Ale to była jedna dziewczyna?

- Ojej, nie! Ze trzy. Na zabój kochałem się w Marlenie i Danusi.

No co ty? Naraz? W tym samym okresie?

- No tak właśnie miałem. Jakoś musiałem to zgrać logistycznie.

Andrzej!

- Chodziłem z dziewczyną ze szkoły, ale wyjechałem na wakacje i tam poznałem dziewczynę i pech chciał, że ona nie była z Mławy czy Szczecina, choć takie też były, tylko z Warszawy. I wtedy powstawał problem, bo po powrocie z wakacji trzeba było zgrać już dwie.

No dobrze, dwie to jeszcze się da, ale trzecia?

- Rekord? Chyba cztery w tym samym czasie. Na jednych wakacjach poznałem Ewę i to trochę skomplikowało...

Cztery romanse prowadziłeś?

- Tak, równolegle. Ale w tym czasie to nie były romanse, bardziej szkolne miłości, fascynacje.

A ile miałeś wtedy lat?

- Byłem w liceum.

Nie mogłeś się zdecydować, czy wszystkie były na tyle fascynujące?

- Każda była inna, i to było wspaniałe.

Najlepiej, żeby się skleiły w jedno?

- Oj, nie, nie, nie, nie! To by było tragiczne! Ekscytowało mnie to, że są tak różne. Jedna była dziecinna i nudna. Możesz się zastanawiać, co wobec tego mnie w niej pociągało. Strasznie mnie kręciło jej rozkręcanie. To było wyzwanie - wyciągnąć ją z tego kokonu, w którym tkwiła. Druga była fascynująca - kompletna świruska! Raczej moja adoratorka niż dziewczyna. Ukradła mi kiedyś koszulę na wuefie i musiałem wracać do domu z gołą klatą. Fetyszystka chyba...

- A potem podrzucała mi kartki pod wycieraczkę. Była na tyle nierozsądna, że robiła to zawsze o tej samej godzinie, więc stałem i patrzyłem przez judasza, jak wychodzi zza rogu z kartką. Kręciło mnie to. Tak było. Fajnie, nie? Z trzecią można było godzinami dyskutować o poezji. Wyczekiwałem naszych spotkań, planowałem, o czym dziś porozmawiamy, i zastanawiałem się, czy ona już to czytała. Mobilizowała mnie intelektualnie.

- Potem, jak człowiek był starszy, w poważnych związkach, było różnie. Były kobiety, które mi się podobały i które mnie kręciły, ale też miałem świadomość, że już jestem w związku, więc nie bardzo mogę sobie na cokolwiek pozwolić.

Zanim dojdziemy do poważnych związków, powiedz, była w tamtym czasie jakaś jedna kobieta ważna dla ciebie? Nie mówię o takich młodzieńczych fascynacjach, kiedy chodzisz z czterema kobietami naraz.

- Nie kobietami, tylko dziewczynami. Mówimy o czasach licealnych i samym początku studiów. Z moją pierwszą prawdziwą dziewczyną zacząłem się spotykać pod koniec liceum. Była ode mnie młodsza i chodziła do innej szkoły. Po rozpoczęciu studiów wytrwaliśmy rok na odległość Warszawa - Poznań, rozstaliśmy się, gdy po pierwszym roku studiów zdecydowałem, że zostaję w Poznaniu.

A potem były już poważne związki?

- Tak, na studiach poznałem moją pierwszą żonę. Oprócz mamy Krystyna i Aga to kobiety dla mnie ważne. To z nimi zdecydowałem się na wspólne życie, z nimi zdecydowałem się na dzieci. Natomiast były też kobiety, dziewczyny, które przewijały się przez moje życie. Te znajomości zawsze były fascynujące, ale starałem się nie doprowadzać ich do takiego momentu, w którym mogłyby zagrozić stałemu związkowi.

Artyści to bardzo często dziwkarze. Ale też ludzie poszukujący wrażeń, bo to im potrzebne.

- To ja bym się raczej przyznał do poszukiwania wrażeń. Były mi potrzebne w pewnym momencie. Bardzo. To mnie kręciło. Ale zawsze wiązało się ze wzajemnymi emocjami. Nie szedłem z kimś do łóżka tylko dlatego, że akurat miałem ochotę na seks. Nie na tym to polegało. Kiedy kogoś spotykałem, rozmawiałem, rosła fascynacja i to wszystko nie działo się podczas jednego spotkania, narastało z czasem. Nie ma i nigdy nie było dla mnie seksu bez wzajemnego poznania się, nawiązania jakiejś więzi emocjonalnej.

Czy w trakcie ważnych dla siebie związków, poważnych związków, małżeństw, ulegasz takim fascynacjom?

- Dzisiaj już nie, ale dawniej się zdarzało. Ale też kobiety się zmieniły.

- Aga ma w głowie radar i czasami mówi: "Andrzej, ja widzę, jak ta kobieta na ciebie patrzy". Ale myślę, że jest tak dlatego, że ja gadam z kobietami, lubię ich słuchać. One to czują i szukają mojego towarzystwa.

- Mam bardzo wiele kobiet znajomych, którym ulegam na tej zasadzie, że bardzo lubię z nimi przebywać, bardzo lubię z nimi rozmawiać, jestem w jakiś sposób nimi zauroczony, ale jesteśmy dzisiaj na takim etapie, że wiemy...

...że to do niczego nie prowadzi?

- Tak. Nawet jeśli okoliczności sprzyjają. Z drugiej strony kiedyś były zupełnie inne czasy. Łatwość pójścia do łóżka dzisiaj a kiedyś jest nieporównywalna...

Kiedyś trzeba było się bardziej starać?

- Oczywiście. Nie było takiej łatwości. Dzisiaj i od dziewczyny 20-letniej, i od 40-letniej dostajesz konkretne sygnały, że "tak, bardzo chętnie!".

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje