Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anastazja Nifontowa: Twarz pudruję piaskiem

​Ma 40 lat, męża, dwoje dzieci. Na tym jej zwykłość się kończy. Anastazja Nifontowa dwa razy przejechała na motocyklu morderczy Rajd Dakar, pędząc samotnie przez pustynię nawet bez wsparcia technicznego. Nie lubi spekulacji, czy to zajęcie dla kobiety. - Jest we mnie i siła, i słabość, jak w każdym. Sukces zależy od tego, która część twojego "ja" zwycięży - mówi "Twojemu STYLOWI".

Kiedy fani podpytują, jak Anastazja dba o wygląd podczas rajdu, Rosjanka żartuje: "Twarz pudruję piaskiem". A jednak ma rytuały, które przynoszą jej szczęście w wyścigu: - Jedyna rzecz, którą robię zawsze przed startem, to staranny manikiur. Dziewczyna, nawet jeśli jest cała zakurzona i gdzieś na odludziu, powinna być kobieca - mówi Nifontowa. 

Syndrom dakarski

Reklama

"Piekło na pustyni", "maraton szaleńców" - tak określa się Rajd Dakar. Na metę dociera połowa startujących pojazdów. O ile w innych wyścigach organizatorzy układają trasę tak, by odcinki trudne przeplatały się z łatwiejszymi, to w Dakarze nie można liczyć na ułatwienia. 

"Jesteś w ciągłym napięciu - opowiadała dziennikarzom Nifontowa po ukończeniu rajdu. - Po morderczym etapie następny okazuje się jeszcze bardziej wycieńczający. Pamiętam, jak jechałam cały dzień po kamieniach, ręce mi odpadały, wszystko bolało, czułam, że zbliżam się do kresu sił, ale nie było mowy o końcu jazdy". 

Z jej doświadczenia wynika, że najgorsze są odcinki po piachu - łatwo się zakopać, wywrócić. A gdy się jedzie przez pustynię, można się przekonać, ile ten piach ma rodzajów. "Jeden jak cukier, inny drobny jak puder, najgorszy jest jednak ten przypominający bezę: na wierzchu chrupiąca skórka, a pod spodem puch. Upadek na takim podłożu to częsta rzecz na Dakarze, zaliczyłam ich sporo". Problemem po upadku jest powrót na siedzisko. Najpierw Anastazja musi podnieść ważący 180 kilogramów motocykl, który pieszczotliwie nazywa "maluszkiem". To zajmuje czasami kilkanaście - cennych jak w każdym wyścigu - minut. Rzadko znajdzie się ktoś, kto pomoże. 

- Dakar to Dakar, zasada jest prosta: nie dajesz rady, siedź w domu - mówi Nifontowa. Podczas rajdu w 2017 roku, który należał do najtrudniejszych w historii, jedenastego dnia wyścigu "maluszek" z pełnymi bakami paliwa przewrócił się na jednym z zakrętów. Anastazja próbowała go podnieść, szło jej powoli. Szarpała się, pot zalewał twarz i oczy. Podbiegł operator z kamerą i zaczął z bliska filmować zmagania Rosjanki. Media ze współczuciem pokazywały jej walkę, a spływający pot nazywały łzami. Nawet w krajowych wiadomościach nie komentowano tej sceny z uznaniem, raczej z politowaniem: "Rajdy motocyklowe to nie sport dla kobiet". 

- Dla wszystkich, którzy lubią deprecjonować kobiety, mam jedną odpowiedź - Nifontowa wypowiada te słowa, nagle poważniejąc. - Kto nie był  na Dakarze, nie wie, czym jest ten rajd. Tego się nie da opowiedzieć. Jeśli człowiek da radę go ukończyć, znaczy, że jest naprawdę twardy. 

Pustynny wyścig to nie tylko próba sił i wytrzymałości, ale też test... estetyczny: - Czasem po całym dniu jazdy nie masz siły wejść pod prysznic. Na postojach często nawet nie ma toalet, a wokół pustynia, ani jednego krzaczka. Faceci sobie radzą, kobiecie jest trudniej. Po finiszu w 2017 roku, który odbywał się w Buenos Aires, Anastazja do pokoju hotelowego doczłapała na czworakach: - Byłam tak skonana, że następnego dnia nie wstałam z łóżka. Leżałam i myślałam: nigdy więcej, to ostatni raz, za nic nie chcę przeżyć tego ponownie. Ale w tym roku znowu wystartowałam. To chyba "syndrom dakarski" - śmieje się 40-latka. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje