Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Alicja Majewska: Tęsknię za kolejnym dniem

Iskiereczka. Ma śmiejące się oczy, mówi szybko, skacze po tematach. Kiedy śpiewa, wygląda, jakby zrywała się do lotu – tak wysoko podnosi głowę i ramiona. Alicja Majewska jest niezmiennie ciekawa tego, co za zakrętem. Ale nauczyła się zarządzać swoim entuzjazmem. Wie, kiedy odmówić, przystopować, ucieszyć się prywatnością. Ulubione słowa ze śpiewanych przez pół wieku piosenek? „To nie sztuka wybudować nowy dom, sztuka sprawić, by miał w sobie duszę”. Jej ma. Przyciąga przyjaciół i kota sąsiadów, tętni dźwiękami pianina i daje energię do tego, by dalej zachwycać się życiem.

Jestem "dygresistką" - uprzedza. Po czterech godzinach spotkania, oszołomiona ilością historii, przyznam jej rację. Jednak zanim usiądziemy, Alicja Majewska pokazuje dom. Nieduży segment na warszawskim Zaciszu - mieszka tu od 44 lat. Oglądam pianino w pokoju prób i ofiarowany przez fanów obraz z "żaglem, co się bieli". Pod sufitem bajkowa sukienka z tiulu, do której przypięty jest medal "Zasłużony kulturze". W sypialni połączonej z pokojem kąpielowym stare kafle, na półpiętrze kolekcja szkła. Między salonem a jadalnią ściana z łukami. Coś mi przypominają. Alicja Majewska potwierdza: tak, wpadł kiedyś z wizytą Jerzy Gruza, zachwycił się i potem takie same pojawiły się w Czterdziestolatku.

Reklama

Twój STYL: Rozglądam się... W piosence Być kobietą śpiewa pani: "mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże".  

Alicja Majewska: - Biżuterii nie mam wiele. Przywiązana jestem do tych pierścionków (AM pokazuje na palcach). Pierwszy jest z opalem. I z anegdotą. Podobny nosiłam jako studentka, prezent od koleżanki. W horoskopie przeczytałam, że opal to szczęśliwy kamień dla mego znaku, Bliźniąt. Nosiłam, aż... został w Duszanbe.

Tadżykistan? Co pani tam robiła?

- To było jeszcze na studiach - Uniwersytet Warszawski. Już wtedy śpiewałam. Pojechaliśmy na wielomiesięczne tournée od Syberii po Turkmenię. Nowosybirsk, Taszkient, Samarkanda. W Duszanbe można było kupić srebrne pierścionki. Mierząc je, zostawiłyśmy niechcący nasze "talizmany". Ja opal, przyjaciółka Anka rubin po babci. Wróciłyśmy do Polski i zaczęły się kłopoty. Musiałyśmy m.in. powtarzać rok. Wtedy jeszcze nie śmiałam marzyć, że śpiewanie stanie się moim zawodem, więc to był dramat. Dla mnie i rodziców, zwłaszcza że zawsze się dobrze uczyłam. Nie wierzę w horoskopy, ale czułam, że muszę mieć coś z opalem. Kupiłam od koleżanki fragment rodowej bransoletki z opalem, zrobiłam pierścionek. Nie zdejmuję do dziś.

I wierzy pani, że to talizman?

- Niby nie, ale jakoś tak mi się zakodowało. Kilkanaście lat temu miałam podejrzane dolegliwości. Zgłosiłam się do zaprzyjaźnionej lekarki od gardła, pani Komorowskiej - całe nasze środowisko artystyczne do niej biegało, bo to była niesamowicie mądra pani. Poleciła mi lekarza, on zbadał i mówi: Spokojnie, gdyby miała pani tę chorobę, to jeszcze byłyby takie i takie objawy. "Oj, przecież takie też mam", przeraziłam się. Zrobiłam badania. W przeddzień odebrania wyników uderzyłam o coś pierścionkiem i opal się wyszczerbił. Wpadłam w panikę - to znak!

I...? 

- Nic mi nie było. Ale na wszelki wypadek opal noszę. Drugi pierścionek to pamiątka po ukochanej profesorce śpiewu. Olga Łada, Rosjanka, przeżyła oblężenie Leningradu. U nas pracowała w Polskim Radiu. Wyróżniała mnie wśród uczennic. Mentorka, starsza przyjaciółka. Do dziś mam przed oczami jej mieszkanko przy Śniadeckich. Pianino i stoliczek, na którym przed lekcją serwowała "raztworimyj kafe", trudno dostępną wtedy kawę rozpuszczalną, od kuzynki z ZSRR. Kiedy zachorowała, zajmowałam się nią do końca. Pierścionek od 30 lat przypomina, jak wspaniałą i życzliwą była osobą. Pamiętam, gdy mnie odwiedziła, chciałam pokazać nowe meble. "Alusiu, ja do pani przyszłam, a nie do mebli".

Pięknie. Biżuterię mamy "odhaczoną". A co w temacie "kapelusze takie duże"?

- Jak się założy kapelusz i ciemne okulary, a usta pomaluje szminką, od razu wygląda się fantastycznie! Hanka Bielicka wiedziała, co robi - miała ich całą kolekcję. Mój ulubiony? Męskawy, z rypsu, włoski. Zimą lubię chodzić w czapce. Wtedy mam małą główkę, bo tak to zawsze bałagan. Gdy wkładam czapkę, wydaje mi się, że wyglądam bardziej stylowo. Chociaż... lubię swoje włosy.

Pewnie! Te kręciołki są jak pani logo.

- Mam jedno zdjęcie z prostymi. Gdybym nie wiedziała, że to ja, nie rozpoznałabym siebie! Po występie w telewizji, gdzie wygładzono mi włosy, na ulicy zaczepiła mnie pani, mówiąc: "Owszem, nowocześnie pani wyglądała i młodziej, ale niech już pani tej peruki nie zakłada".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje