Reklama

Reklama

Agata Wiśniewska: Takie ciało mamy i innego nam nikt nie da. Modelka plus size o wpisie Agnieszki Kaczorowskiej

Agata Wiśniewska była pierwszą modelką plus size w historii polskiej edycji programu "Top Model". W swoich mediach społecznościowych promuje treści związane z samoakceptacją i ciałopozytywnością, wspierając inne kobiety w walce z kompleksami. W wywiadzie dla nas postanowiła skomentować burzę, którą wywołał post Agnieszki Kaczorowskiej dotyczący jej niezgody na "modę na brzydotę".

Katarzyna Drelich, Styl.pl: Jak zareagowałaś na post Agnieszki Kaczorowskiej traktujący o jej "sprzeciwianiu się modzie na brzydotę"?

Agata Wiśniewska: - Najpierw przeczytałam go dwa razy, bo tak bardzo niepojęte dla mnie było to, na co tam trafiłam. Bawiły mnie też późniejsze "tłumaczenia" Agnieszki, że przecież nigdzie nie napisała, że chodzi o wygląd zewnętrzny. Jak rozumiem, dziewczynki zasłaniają włosami swój wygląd wewnętrzny, tak? I to tłumaczenie, że źle odebraliśmy jej przekaz, bo jest problem ze zrozumieniem tekstu... Tak wielu z nas go źle zrozumiało? Im dalej w las, tym gorzej. Natknęłam się później na mnóstwo repostów i im więcej odpowiedzi na komentarze widziałam, tym szerzej otwierałam oczy z niedowierzania. 

Czy uważasz, że ten wpis był szkodliwy? 

- Tu nawet nie chodzi o to, co ja uważam. Ja to wiem. Po tym, jak opublikowałam swoje stanowisko na Instagramie, dostałam mnóstwo wiadomości od dziewczyn i moich obserwatorów. Ktoś powie: "To tylko wygląd", ale przez ten wygląd właśnie i przez szkodliwe komentarze, wielu nastolatków popełniło samobójstwo. Jakiś czas temu dostałam wiadomość od młodziutkiej dziewczyny, która znalazła się w szpitalu ważąc 33 kg. Napisała mi, że trafiając pod kroplówkę znalazła mój profil i  dzięki temu żyje, bo zobaczyła, że ktoś pokazuje się taki, jaki jest mimo, że jest "większy" i przez to temu powszechnie panującemu kanonowi daje pstryczek w nos. Ta dziewczyna wcześniej czuła jedynie presję na bycie "piękną, szczupłą, idealną", przez co doprowadziła się do takiego stanu. Wtedy utwierdziłam się w tym, że to co robię ma sens. 

Reklama

Dlaczego ruch #bodypositive jest tak ważny w kontekście kreowania na Instagramie wyidealizowanego świata pełnego filtrów i retuszu? Jak myślisz, dlaczego ten ruch został przez Agnieszkę skrytykowany? 

- Agnieszka wspomniała o zbyt skrajnym pojmowaniu ruchu bodypositive, ale czy ktokolwiek wyznacza ku temu ramy, by mówić o skrajnościach? Ja się właśnie niesamowicie cieszę, że widzę niewyretuszowane ciała, z cellulitem, z rozstępami - przecież to naturalne. Myślę, że dzięki temu widzimy i czujemy, że ktoś też ma mniej jędrny biust, zmarszczki na czole, wałeczek na plecach, itp. I to pomaga, bo myślę, że w innym wypadku mogłybyśmy czuć się po prostu gorsze. Dlaczego zostało to przez Agnieszkę skrytykowane? Nie wiem. Mówi, że piękno to pojęcie względne, więc może część z nas się w pojmowanym przez Agnieszkę pięknie nie mieści? Ja jestem plus size, więc się pewnie tam nie wcisnę. Na szczęście mi w ogóle na tym nie zależy. 

Polskie nastolatki według badań WHO z 2018 roku mają najgorszy wizerunek swojego ciała w Europie. Czy według ciebie publikowanie naturalnych zdjęć z niedoskonałościami i przekonywanie innych kobiet, że są wystarczające może coś zmienić w walce z kompleksami? 

- To już się zmienia! Ponownie wspomnę tu o wiadomościach na Instagramie. To właśnie tam mam największy kontakt z dziewczynami. Kiedy czytam wiadomości typu: "Chcę mi się wymiotować jak widzę siebie w lustrze", to chce mi się płakać. Ze sobą będziemy do końca życia. Takie ciało mamy i innego nam nikt nie da. Możemy schudnąć, przytyć, ujędrnić się, ale nie dostaniemy nagle w spadku po kimś dłuższych nóg czy palców. Na początku ciężko mi było w modelingu, bo do najwyższych nie należę, więc nie dość, że plus size, to jeszcze niewysoka. Czy komentarze typu: "Nie uda ci się, tu też jest potrzebny wzrost, tego nie przeskoczysz" podcinały mi skrzydła? Trochę tak, ale też motywowały do tego, że - kurczę - da się, pokażę to! I dziś pozuję przed obiektywem Marty Machej, którą osobiście uwielbiam i cieszę się, bo Marta chce ze mną pracować i uważa, że robię to dobrze. Kiedyś królowały tylko modelki w rozmiarze 0, teraz to się zmienia i uważam, że jeszcze dużo może się zmienić. Ktoś  jednak te zmiany musi wprowadzać i myślę, że takie treści mogą w tym pomóc. 

Uważasz, że post Agnieszki Kaczorowskiej może być pretekstem do potrzebnej dyskusji na temat presji wywieranej na kobiety i dążenia do wyidealizowanego wizerunku? 

- Szczerze? Bardziej uważam, że Agnieszka chciała, by zrobiło się o niej głośno. Sama napisała, że chciała wywołać dyskusję, ale wiem, że stanowisko, które zajęła w tej sprawie jest krzywdzące dla wielu osób. Cieszę się jednak, że niewiele z nich jest obojętnych na to, co się zadziało i że pojawił się tak duży odzew i taka niezgoda. 

- Przytoczę fragment z mojego najnowszego posta na Instagramie: "Warto dojść do momentu, kiedy to czyjeś zdanie przestaje być wyznacznikiem Waszej wartości bądź chociażby tego jak widzicie siebie w lustrze. Poza tym myślę, że nie jesteśmy na tej planecie po to, by wyglądać i swoim wyglądem zadowalać resztę, dlatego oprócz pozowania będę też mówić głośno o tym, na co się nie godzę". 

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje