Przejdź na stronę główną Interia.pl

Święto światła

Dla większości z nas grudzień to miesiąc obowiązków. Trudnych do załatwienia spraw niecierpiących zwłoki. Nie można bowiem przełożyć wręczania prezentów na inny wieczór jak wigilijny.

A zatem trzeba je kupić, a często zdobyć, walcząc do upadłego w kolejkach i stojąc godzinami w korku, odpisując lub przynajmniej odbierając setki SMS-ów od znajomych i nieznajomych, którzy wybrali akurat nas, wciskając opcję wyślij do wszystkich: „Wesołych Świąt!”.

Reklama

Grudzień to bilanse, sprawozdania, nudne spotkania z tymi, z którymi „wypada” się spotkać pod koniec roku, to czas mroczny, ciemny i w gruncie rzeczy dość dołujący. Już za chwileczkę, już za momencik będziemy o rok starsi. Już za kilkanaście dni okaże się czarno na białym, że postanowienia noworoczne, jakie poczyniliśmy, nie bardzo dały się zrealizować, a to, co czujemy, to tylko zmęczenie i… No właśnie… Mimo tego natłoku czerwono migających neonów, sztucznego śnieżku i tysięcy pozornych gestów warto dostrzec bijący gdzieś pod spodem naszego zagonionego życia rytm. Nie wziął się znikąd. Święta Bożego Narodzenia to magiczny czas. Na ich powstanie złożył się bardzo długi i skomplikowany proces historyczny.

Dzień przesilenia zimowego (24.12) od najdawniejszych czasów był obchodzony bardzo uroczyście. Z biegiem wieków przeróżne obrzędy ludowe, nowe zwyczaje religijne i tradycje różnych narodów mieszały się i przenikały, tworząc nieprawdopodobnie piękną i bogatą mieszankę. Na przełomie grudnia i stycznia świat pogański bawił się na całego: 24 grudnia – święto zmarłych, 25 grudnia – pierwszy dzień nowego roku. Z tradycji pogańskiej pochodzi podobno zwyczaj stawiania na stole dodatkowego talerza dla zbłąkanej duszy i dzielenia się wigilijnym jedzeniem ze zwierzętami. Wieczór wigilijny był dla pogan wspaniały, magiczny i wyjątkowy. Wszystko się mogło zdarzyć… W starożytnym Rzymie obchodzono święta końca roku jako saturnalia. W czasie ich trwania panował zwyczaj „odwracania ról”. Rzymscy panowie usługiwali swojej służbie i niewolnikom. Psocono również na potęgę, co w naszej tradycji jeszcze nie tak dawno można było zaobserwować podczas pasterek, czyli nocnego nabożeństwa wigilijnego. W jednym z kościołów Zielonej Góry psotnicy dolewali atramentu do wody święconej, czym jak najbardziej wpisywali się w ponaddwutysiącletnią tradycję „figli na szczęście”! Fragmenty pradawnych obyczajów jeszcze niedawno były bardzo żywe na wsi i tam z największą troską je pielęgnowano.

W Wigilię, dzień pierwotnie odmykający bramy między światem żywych i umarłych, nie można było zamiatać i wykonywać gwałtownych ruchów, żeby nie przepłoszyć, uszkodzić czy, nie daj bogowie, nadepnąć przebywającą pomiędzy żywymi duszyczkę. Nie wolno było się też kłócić, płakać ani być smutnym, żeby nie zakłopotać niewidzialnych gości naszymi ziemskimi duperelami. Warto o tym pamiętać przy wigilijnym stole…

Szczególną wagę przywiązywano do ognia. Żydowskie święto Chanuka przypadające na czas Bożego Narodzenia to okres, w którym światło i ogień są kluczowymi elementami. Jest symbolem nadziei i wiary w cudowne rozmnożenie. Oliwa w wierzeniach żydowskich paliła się przez osiem dni i nikt nie wiedział, jak to się stało. Światło rozproszyło mrok grudnia… Chrześcijańską Świętą Trójcę można pojąć, wyobrażając sobie światło trzech świec palących się jednym płomieniem.

Światło i ogień reprezentują to, co boskie, nieodgadnione i fascynujące. Kupujemy lampki choinkowe, zapalamy świece i magia ogarnia nas wszystkich. Chrześcijanie dekorują świąteczne drzewka, strojąc je migocącymi ozdobami. Żydzi zapalają każdego świątecznego dnia o jedną świecę więcej. Poganie palą ogień i nie pozwalają mu zgasnąć. Wszystkie tradycje łączy magia światła i zieleni bożonarodzeniowego drzewka, które ma oznaczać wieczne zycie i nadzieję odrodzenia, kiedy nadejdzie nareszcie wiosna. Nadzieję łączącą tradycje, religie i przyzwyczajenia. Choinka, a pod nią prezenty. Niech tego roku będą wyjątkowe. Niedrogie, niewyszukane, ale przemyślane dla każdego z członków rodziny. Prezenty, prezenty, prezenty. Czasem słowo, na które ktoś czeka od lat, czasem gest, czasem po prostu obecność. Na pewno szeroko otwarte ramiona dla tych, dla których zmagamy się z tzw. dniem powszednim. Od tego są święta. Po to je wymyśliliśmy. Wszystkiego Dla Wszystkich Najlepszego!

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje