Reklama

Reklama

Moje ulubione miejsca na piesze wędrówki. Subiektywny wybór

Uwielbiam górskie wędrówki oraz odkrywanie nowych miejsc. Im mniej zaludnione - tym lepiej. Oczywiście zdarza mi się też odwiedzać te typowo turystyczne, takie jak Bieszczady czy Zakopane. Nawet tam mam “swoje" trasy, które zawsze muszę zaliczyć przy okazji odwiedzin danego regionu. W moim sercu szczególne miejsce zajmuje oczywiście Zawoja oraz okolice Beskidu Niskiego. Zdradzę wam, gdzie najczęściej udaję się na wyprawy.

Zakopane to nie tylko Krupówki i Gubałówka

Podobnie jak wiele osób, tak i ja uwielbiam Zakopane. Niemal zawsze pełno tam turystów, co może odstraszać tych, którzy wolą raczej samotne spacery, jednak wiele miejscówek i dolin pozostaje wciąż nieodkrytych! Jako że mieszkam w Krakowie, do Zakopanego mam bardzo blisko.

Reklama

Będąc w zimowej stolicy Polski, najczęściej wybieram trasę przez Dolinę Białego drogą nad Reglami (po drodze Sarnia Skała), zejście do schroniska na końcu doliny Strążyskiej. Na koniec oczywiście zapas oryginalnych oscypków i powrót do Krakowa.

Przyznam szczerze, że bardzo lubię zakopiańskie doliny. Nawet te, które są oblegane, czyli takie jak Dolina Kościeliska czy Chochołowska - co ciekawe tę trasę możecie pokonać też rowerem. Jeśli celujecie w którąś z nich, to proponuję wybrać się tam nie w weekend, a w ciągu tygodnia. Na pewno będzie znacznie mniej tłoczno i znacznie łatwiejsze będzie obcowanie z tamtejszą przyrodą. Jeśli zaś chcecie mieć zjawiskowe widoki na Tatry, to polecam wycieczkę na Rusinową Polanę.

Z kolei Zawoja urzekła mnie tak bardzo, że zdecydowałam się na to, by wybudować tam dom. Uważam, że to wspaniałe miejsce, które jest zdecydowanie zbyt mało docenione. Istnieje mnóstwo możliwości na piesze wędrówki w okolicach Zawoi!

Zawsze wyszukuję te, które moim zdaniem są najciekawsze. Uwielbiam na przykład szlak na Markowe Szczawiny lub na szczyt Babiej przez Markowe Szczawiny. W Zawoi każdy znajdzie szlak dla siebie. Ja nie zawsze wybieram się na te oznakowane, a po prostu biorę kije i wędruję. Zdarza mi się też przesiąść na rower. Niektóre widoki po prostu zwalają z nóg, można wziąć ze sobą aparat albo po prostu napawać się pięknymi widokami.

Beskid Niski - moje rodzinne strony

Wychowałam się w małej wiosce o nazwie Klęczany, tuż obok Gorlic, gdzie chodziłam do szkoły średniej. Okolice Beskidu Niskiego są niezwykle malownicze i nie ma tam raczej zbyt wielu turystów. A przynajmniej nie w takiej ilości jak w Zakopanem albo we Władysławowie. 

Polecam zwiedzanie okolic Magury Małastowskiej. Można ten region odwiedzać nie tylko latem czy jesienią, ale także zimą na nartach biegowych, bo są przygotowane do tego odpowiednie trasy.

Beskid Niski to świetna alternatywa dla często już przeludniających się Bieszczad. Jeśli lubicie miejsca “na odludziu", to jest ich tam całkiem sporo. Pojedźcie w okolice Magury Małastowskiej, bez problemu znajdziecie nocleg np. w agroturystyce, a tras do spacerów jest bez liku. Chociażby, z Gościńca Banica do Radocyny, z Krzywej do miejscowości Czarne czy okolice najmniejszego uzdrowiska polskiego - Wapienne.

W okolicach Beskidów można też natknąć się na ekologiczne gospodarstwa albo inne miejsca, gdzie skosztujecie i zakupicie lokalne specjały. Oprócz tego: kozie sery, miody z pasiek albo po prostu dania charakterystyczne dla lokalnej kuchni. Czasami wystarczy wsiąść w samochód i pojeździć po okolicy - zapewniam was, że znajdziecie ciekawe miejscówki, do których na pewno niejednokrotnie powrócicie.

Jura Krakowsko-Częstochowska - nie tylko dla Krakusów

Kolejną pozycją jest Jura Krakowsko-Częstochowska. Jest to miejsce, które z roku na rok zyskuje coraz większą popularność, ale wciąż można znaleźć ustronne miejsca.

Polecam zrobić szlak na przykład po zamkach Jury. Nie tylko tych obleganych, jak na przykład Pieskowa Skała, ale innych, jak Smoleń, Mirów, Bobolice. Niezwykłe przeżycie zwłaszcza dla tych, którzy do tej pory nie byli w tych okolicach. Do tego cała masa miejsc spacerowych - w sam raz na wypad na rowery albo na spacer, nawet z małym dzieckiem.

Polskie morze - wcale nie musi być głośno i tłoczno

Mówiąc o polskim morzu, zwykle mamy przed oczami tłumy turystów. Osobiście uwielbiam polskie morze (chociaż oczywiście to góry są na pierwszym miejscu), ale wybieram spokojne miejsca. Uwierzcie mi, że wciąż można takie znaleźć.

Zdarza się, że wsiadam do auta albo na rower i jadę przed siebie po wybrzeżu, by znaleźć w miarę "dziką" plażę. Można tam czuć się bardzo swobodnie i spacerować brzegiem morza.

Moim typem na nieobleganą plażę jest na przykład Mierzeja Wiślana. Zadajcie sobie trud i pojedźcie dalej, aż pod samą granicę z Rosją do miejscowości Piaski. Piękna plaża i całkowity spokój.  Inny mój typ to Białogóra i jej okolice. Polecam również zachodnie wybrzeże, a jeśli znowu szukamy spokoju, to warto wybrać plaże nie w dużych ośrodkach, a podjechać na parkingi leśne pomiędzy nimi.

Jeśli już wybieramy się na dłuższą wyprawę, to zaplanujmy sobie postoje po drodze. Nie tylko dlatego, by odpocząć, ale też zobaczyć po drodze możliwie jak najwięcej i delektować się smakiem regionalnych kuchni. W obecnych czasach jest to bardzo proste, bo wystarczy nam smartfon i internet.

Osobiście często decyduję się też na robienie domowej roboty batonów energetycznych, które zabieram ze sobą na górskie wspinaczki albo wycieczki rowerowe. Poniżej podzielę się z wami przepisem.

Batony energetyczne według przepisu Ewy Wachowicz

Składniki

  • 1 szklanka orzechów nerkowca
  • 1 szklanka ziaren słonecznika
  • 1 szklanka płatków migdałów
  • 1 szklanka żurawiny suszonej
  • ½ szklanki sezamu
  • 3 łyżki oleju z pestek winogron
  • 5 łyżek miodu

Przygotowanie:

Orzechy pokroić i przełożyć do miski. Dosypać ziarna słonecznika, płatki migdałowe, sezam i żurawinę. Wlać olej, posłodzić miodem. Wymieszać i rozłożyć na blasze wyścielonej papierem do pieczenia. Piec przez 20 minut w temp. 180 st. C. Po wystudzeniu pokroić na mniejsze kawałki.

Zdobywanie szczytów Beskidów - świetny pomysł na ciekawe wyprawy

Obecnie jestem w trakcie zdobywania Korony Wulkanów Ziemi. Brakuje mi jeszcze jednego. Nie każdemu polecam takie wyprawy, za to większość znajomych przekonuję do czegoś, co jest możliwe na terenie naszego kraju. Co mam na myśli? Zdobywanie szczytów Beskidów! Zacznijcie od tych niższych, Lubomir, Jasień przez Skrzyczne, Turbacz aż po Pilsko i Babią Górę. Pamiętajcie jednak, by na wspinaczki wybierać słoneczne dni. Musi być bezpiecznie!

Zobacz także:

Krakowski obwarzanek: Czego o nim nie wiemy

Kuchnia podkarpacka: Czym się charakteryzuje


 

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Wachowicz | felieton Ewy Wachowicz | Rusinowa Polana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje