Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zawsze wierzył w siłę pozytywnego myślenia

Na jego miejscu wielu dawno by zwątpiło. On mimo coraz bardziej wątłych sił nigdy się nie poddał. I cieszył się każdym dniem.

Zawsze powtarzał, że nadzieja odchodzi ostatnia. Dlatego od kilkunastu lat cicho i pokornie walczył. Niestety, długie starcie Krzysztofa Kolbergera (†61) z nowotworem okazało się tym ostatecznym... Tuż po Nowym Roku aktor poczuł się gorzej. Natychmiast trafił do szpitala, gdzie lekarze rozpoczęli heroiczną walkę o jego życie. Walkę, którą tym razem przegrali.

Reklama

Kiedy kilkanaście lat temu aktor dowiedział się o chorobie nowotworowej nerki, natychmiast poddał się leczeniu. Wkrótce rak zaatakował mocniej, tym razem trzustkę. Aktor przeszedł trudną i bardzo wyczerpującą operację, ale udało się. Wróciła nadzieja i energia. Cieszył się każdą chwilą darowanego życia, każdym nowym projektem teatralnym i filmowym.

Ostatnio jakby coś przeczuwał... Postanowił zwolnić tempo i nieco mniej pracować. Miał nadzieję, że jeszcze uda mu się na stałe przenieść do rodzinnego Gdańska. - Tam się urodziłem, tam czuję się najlepiej i właśnie tam chciałbym dożyć starości - opowiadał z nadzieją. Niestety, te marzenia już nigdy się nie spełnią.

Był wielkim aktorem i wielkim człowiekiem. - Zawsze grał na wysokim poziomie. A jego pojedynek ze śmiercią był... bardzo kameralny - powiedział nam wzruszony Jan Englert (68).

IL

Świat i Ludzie 2/2011

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje