Reklama

Reklama

Wymarzoną partnerką byłaby... Angela Merkel!

Stefano Terrazzino

Zawsze czuł się w Polsce jak u siebie w domu. Ma tu ukochaną pracę, a także oddanych przyjaciół. I woli tańczyć u nas niż za granicą!

Utalentowany, przystojny, oddany rodzinie. Uwielbiany za swój taniec i pogodę ducha. Taki jest Stefano Terrazzino (34).

Reklama

Parafrazując znane powiedzenie: Polak i Włoch to dwa bratanki?

Stefano Terrazzino: - Razem potrafimy zdziałać cuda. Fantastycznie się uzupełniamy. Polacy uważają, że Włosi są bardziej spontaniczni, beztroscy. Włosi są pełni podziwu dla Polaków za ich wielkie serca i heroizm. I zupełnie nie rozumieją, dlaczego Polacy nie potrafią docenić swojej wartości, która dla nas jest ewidentna. Podziwiamy waszą gościnność i serdeczność. Jesteście wspaniali!

Czuje się pan już w Polsce jak u siebie w domu?

- Jestem tu od ponad dziewięciu lat. I to jest naprawdę piękny czas, w którym wydarzyło się dla mnie wiele dobrego. Spotkałem wyjątkowych ludzi, którzy są ze mną na dobre i na złe. Znalazłem pracę, która daje mi wiele radości i satysfakcji. Gdyby było mi tu źle, już dawno byłbym bliżej swojej rodziny w Niemczech.

Nazwisko Terrazzino pomaga czy przeszkadza w życiu codziennym?

- Rzeczywiście, czuję ludzką życzliwość i sympatię. Ludzie zagadują mnie na ulicy, pytają co u mnie słychać, czy wiem kiedy wróci "Taniec z gwiazdami". Czasami pomagają zrobić zakupy w sklepie, choć coraz lepiej mówię po polsku. Są to tak naprawdę miłe rzeczy. Nie odczuwam z tego powodu jakiegoś skrępowania.

Ale przecież z dnia na dzień stał się pan bożyszczem kobiet. Nie przeszkadza panu taka łatka?

- Na pewno jest to miłe, ale też - powiedzmy sobie szczerze - trochę przesadzone. Nie wygląda to przecież tak, że dziewczyny rzucają mi się pod samochód, albo że nie mogę spokojnie przejść ulicą. Jest tak jak dawniej. Po prostu jest normalnie.

Przed nami kolejna edycja "Tańca z gwiazdami". Emocje rosną z dnia na dzień. Pan i pańska partnerka Aneta Zając już jesteście w gronie faworytów. To motywuje czy raczej stresuje?

- W tej edycji jest wiele doskonale tańczących par. Walka będzie bardzo ostra! A kogo polubią widzowie, trudno przewidzieć. Ten program jest przecież nieprzewidywalny. Dlatego staramy się z Anetą nad tym nie zastanawiać. Chcemy zatańczyć jak potrafimy najlepiej...

To chociaż proszę mi powiedzieć czy dobrze się wam razem pracuje?

- Jest między nami naprawdę fajna energia. Aneta jest bardzo miłą dziewczyną. Skromną, naturalną, normalną. Nie daje mi odczuć, że jest popularną aktorką. Tak się zastanawiam, że może jest nawet trochę za skromna jak na ten program...

O to raczej bym się nie martwiła. Jest pan przecież specjalistą od "otwierania" kobiet!

- Bardzo chciałbym zrobić to po raz kolejny! Czuję, że Aneta ma ukryty pazur i pokaże go w którymś odcinku. Zaskoczy mnie i publiczność jeszcze nie raz. Aneta to kobieta zagadka, jestem jej coraz bardziej ciekawy. Ona jest dla mnie tajemnicą.

Taniec bywa często bardzo zmysłowy. Czy można wtedy dobrze zatańczyć nie czując do siebie namiętności?

- To trudne pytanie... Ale powiem tak - jeżeli między partnerami jest fajna energia, to oczywiście tańczy im się ze sobą lepiej. Chemia też nie jest bez znaczenia. Na tym to przecież wszystko polega.

A gdyby mógł pan wybrać jedną kobietę z całego świata, która byłaby pańską partnerką w tańcu, na kogo by pan postawił?

- Lubię wyzwania. Dlatego wybrałbym osobę, która by się nim dla mnie stała. Najfajniejszy jest przecież element zaskoczenia. Kiedy do pary dostaję natomiast piękną, odważną i dobrze ruszającą się kobietę, to nie ma już takiej zabawy. Bo czego mógłbym ją jeszcze nauczyć? Wtedy jest prosto, miło, przyjemnie, ale już bez większych wyzwań.

Więc kto byłby dla pana największym wyzwaniem?

- Angela Merkel byłaby dla mnie ciekawym doświadczeniem! Ona mało się uśmiecha, wygląda groźnie, więc może taniec odkryłby jej nową, bardziej kobiecą twarz. A może okazałaby się świetną tancerką tańców latynoamerykańskich? Jeżeli rozmawiamy o polskim show-biznesie to marzy mi się duet z Kingą Preis. To prawdziwy wulkan energii! Musiałbym się wiele natrudzić, żeby nad nią trochę zapanować. Ale nie ukrywam, że ją uwielbiam.

Czy Stefano jest singlem? To pytanie nurtuje wiele Polek...

- Jestem. Pewnie dlatego, że zbyt dużo pracuję. No cóż... coś za coś.

Rodzice nie wypominają, że najwyższy czas założyć rodzinę?

- Przypominają mi to na każdym kroku. Zarzucają, że żyję bez planów. Tłumaczą, że w moim wieku nie powinno się już żyć tylko dniem dzisiejszym. Chcieliby, aby moje życie było stabilne. Rozumiem ich, bo pewnie tego samego chciałbym dla swoich dzieci. Uspokajam ich jednak, ponieważ w mojej głowie zaczynają pojawiać się myśli dotyczące stabilizacji.

A są zadowoleni z wyboru pańskiej drogi życiowej?

- Na początku nie popierali mojego wyboru. Ale z czasem zrozumieli tę decyzję. Przekonali się, że robię to co kocham. Dzisiaj są ze mnie dumni. Oglądają wszystkie moje występy. Ostatnio spędziłem z nimi więcej czasu, bo brałem udział w dwóch niemieckich edycjach "Tańca z gwiazdami". Wiem, że skrycie liczyli na to, że zostanę już z nimi na zawsze. Tak się jednak nie stało. Nie mam ochoty na powrót do Niemiec. Niedawno miałem spory dylemat. Jednocześnie otrzymałem propozycję z polskiej i niemieckiej edycji tanecznego show. Z wielką przykrością odmówiłem niemieckim producentom. Rodzina nie potrafiła zrozumieć mojego wyboru. Naciskali, żebym wybrał program w Niemczech. Ale w końcu to moje życie i to ja musiałem zadecydować. Poszedłem za głosem serca. To w Warszawie czuję się jak w domu. Poprosiłem więc rodziców, aby nie wywoływali we mnie wyrzutów sumienia. Uszanowali to.

Zastanawia się pan, co będzie za 20 lat? Nie obawia się pan, że kiedyś ciało odmówi panu posłuszeństwa?

- Nie zamierzam żyć w strachu. Chciałbym cały czas tworzyć i tego jestem pewien. Za jakiś czas będę też gotowy na otwarcie własnej szkoły tańca. Poza tym cały czas bliski mojemu sercu jest zawód projektanta mody. Być może któregoś dnia połączę wszystkie moje pasje w jedną całość? Kto wie? Na pewno zawsze będę się starał być szczęśliwy.

Alicja Dopierała

Dowiedz się więcej na temat: Stefano Terrazzino

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje