Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wszystko dla synka

Syn był oczkiem w głowie Pawła, jego największą radością. Śmierć pod Smoleńskiem nie pozwoliła mu wychować Igora. Teraz Joanna wypełnia niepisaną wolę męża. Tak mu obiecała.

Nie prowadzi "Panoramy" w weekendy - to czas zarezerwowany dla synka. Można ją wtedy spotkać w parku nad stawem, na placu zabaw i na bazarku, gdzie robilą zakupy. Z każdego ich gestu widać, że są do siebie ogromnie przywiązani.

Reklama

Współpracownicy z TVP rzadko widzą ją tak pogodną. - Skupiam się na tym, żeby najpiękniejszym pomnikiem Pawła był Igor - mówiła w wywiadzie Joanna Racewicz (39), wdowa po dowódcy BOR-u Pawle Janeczku, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Ich syn staje się coraz bardziej podobny do ojca. - Siada tak samo jak tata, robi takie same miny, gdy jest na coś zły. I jest równie zdecydowany jak on - zauważała. Tuż po śmierci męża obiecała mu zrobić wszystko, żeby był dumny z syna. - To obietnica, która organizuje teraz mój świat - przyznawała Joanna.

Już tylko ona może realizować zamiary Pawła wobec syna. Od tych drobnych poczynając, jak choćby kurs judo - pierwszym prezentem dla Igorka od przyjaciół Janeczka było kimono judoki z wyhaftowanym imieniem chłopca. Za duże dla malca - miał zacząć chodzić na zajęcia, gdy do tego stroju dorośnie. I właśnie dorósł...

Ale były też plany szersze. Nie wszystkie udało się zrealizować. Paweł marzył o utworzeniu przedszkola wychowującego dzieci w duchu patriotyzmu.

Joanna przejęła zadania męża. Przedszkole Polak Mały na razie nie istnieje, ale gdy powstanie, będzie nosić imię kapitana Pawła Janeczka, a syn patrona będzie do niego uczęszczał. Wszystko, co robi Joanna, jest podporządkowane Igorowi. Nie bywa na spotkaniach i imprezach, nie reaguje na adoracje mężczyzn.

Długo musiała oswajać synka z myślą, że choć tatusia nie widać, jest z nimi i bardzo go kocha. Serce ściskało jej się z bólu, gdy słyszała takie pytania: "Dla kogo mam mówić ten wierszyk, który pani dała na Dzień Taty?".

Była blisko Igora, przytulała, ale jednocześnie wystrzegała się nadopiekuńczości, by go, jak to sama nazwała, nie "zakwoczyć". Bo przecież syn odważnego i silnego "Janosika" nie może być maminsynkiem...

Anna Bazia

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Racewicz

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje