Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wiejskie życie jednak (na razie) nie dla niej

XIX-wieczny dworek pod Warszawą był jak wspaniały sen, z którego człowiek nie chce się budzić. Był..

Nie prowadzi bujnego życia towarzyskiego, nie lansuje się też na salonach. Nataszy Urbańskiej (34) do szczęścia wystarczą mąż, córeczka Kalinka (2) i własny park w Jajkowicach pod Warszawą. Nabyta prawie trzy lata temu dziewięciohektarowa posiadłość z malowniczym XIX-wiecznym dworkiem wydawała się być wyśnionym azylem (nie działają tam komórki!) i wymarzonym miejscem na ziemi.

Reklama

Rodzina aktorki już wiosną uciekała z Warszawy do domu na wsi. Pani Natasza gotowała wtedy na weekend pyszne, kilkudaniowe obiady. Wszystko własnej produkcji. Janusz Józefowicz (52) zajmował się ogrodem warzywnym i zwierzętami - trzema kozami oraz stadkiem kur, gęsi i kaczek.

- Jemy to, co sami wyhodujemy. Pijemy kozie mleko, robimy sery, rosoły z naszego drobiu i znakomite nalewki z nie pryskanych jeżyn, malin i głogu. Mamy nawet pole ziemniaków. Janusz mówi z dumą, że jest rolnikiem - cieszyła się pani Natasza.

I widać było, że w swojej posiadłości czuje się jak na wiecznych wakacjach. Znajomym z wielkim wzruszeniem opowiadała, że życie blisko natury, w spokoju i harmonii, jest dla niej powrotem do cudownych, beztroskich lat dzieciństwa. Urzeczywistnieniem wspomnień, za którymi tęskniła. Jednak zawód, który sobie wybrała rządzi się swoimi prawami. I z całą pewnością nie ułatwia korzystania z uroków życia z dala od wielkiego świata. A przecież od czterech lat, gdy pani Natasza doszła do finału programu "Jak Oni Śpiewają", jej kariera nabrała tempa.

Dziś aktorka jest w czołówce najbardziej kochanych przez widzów gwiazd. Bilety na spektakle w warszawskim teatrze Buffo, w którym gra główne role, sprzedają się znakomicie. Pani Natasza wygrała też casting na główną damską rolę w filmie Jerzego Hoffmana (79) "Bitwa Warszawska 1920". I oczarowała reżysera. Jej potencjał dostrzegły też władze TVP proponując jej udział w roli gwiazdy, w show "Bitwa na głosy".

Kalendarz pani Nataszy wypełniony jest więc po brzegi. Ona sama przyznaje, że pracuje po kilkanaście godzin dziennie. Wychodzi z domu bladym światem, kończy pracę po północy. Jest tak zmęczona, że nie ma już siły na jazdę samochodem do Jajkowic. Dlatego najchętniej zostaje w warszawskim mieszkaniu.

- Myślała, że będzie w nim nocować jeden, góra dwa razy w tygodniu. Tymczasem ma tak napięty grafik, że nocuje tam już prawie codziennie. I nic nie wskazuje na to, by sytuacja szybko się zmieniła - opowiada jej koleżanka z teatru.

Z bólem serca pani Natasza musiała więc podjąć trudną decyzję. Wraca na stałe do stolicy. - Smutno jej z tego powodu, ale nie miała wyboru. W jej mieszkaniu właśnie zaczął się remont. Dworek pod Warszawą pozostanie jednak jej miejscem na ziemi. Na razie będzie go odwiedzać rekreacyjnie. Ale pewnego dnia wróci tam na stałe - mówi jej znajoma.

IW

Świat i Ludzie 12/2011

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje