Reklama

Reklama

Supertata gra superboksera

Szymon Bobrowski sam wie, co to znaczy drżeć o życie dziecka.

Wiele razy grał czarne charaktery. Po niektórych rolach przypięto mu nawet łatkę męskiego szowinisty! Szymon Bobrowski (39) niezbyt się tym jednak przejmuje. – Uważam się za w miarę porządnego człowieka. Chcę być dobrym przykładem do naśladowania dla moich dzieci – mówi.

Dzieci przede wszystkim

Reklama

Pan Szymon, w przeciwieństwie do wielu gwiazd, nigdy nie ucieka od tematu rodziny. Jak sam wiele razy powtarzał, pochodzi z porządnej wielkopolskiej rodziny, więc zawsze wiedział, że ta, którą, sam założy, też będzie taka. No i duża! W 2001 roku poślubił Aleksandrę. Dwa lata później zostali rodzicami małego Ignacego. Para ma też dwie córeczki: 6-letnią Antoninę i trzy lata młodszą Michalinę.

Wie, że życie to walka

Za każdym razem, gdy na świecie pojawiało się dziecko, aktor znikał na jakiś czas z ekranu. Wiedział bowiem dobrze, co jest dla niego najważniejsze. Gdy jednak otrzymał propozycję zagrania Przemysława Salety w filmie "Bokser", który niedługo wyemituje TVN, nie wahał się. Nie tylko dlatego, że jest do niego fizycznie podobny i chętnie sprawdziłby się na ringu.

Film opowiada historię walki o zdrowie córki boksera, Nicole. Aktor dobrze wie, z czym się mierzy. Przecież jakiś czas temu sam spędzał długie godziny przy łóżku syna w jednym z warszawskim szpitali, kiedy to lekarze długo nie potrafili postawić trafnej diagnozy… Na szczęściu w obu przypadkach wszystko dobrze się skończyło. Wielu ludzi określa go mianem supertaty. – Nie wiem, czy jestem supertatą, ale przynajmniej próbuję – przyznaje pan Szymon. – Czytam fachowe książki, staram się pomagać żonie...

A mówili "wieczny chłopiec"

Z drugiej strony wiele razy mówiło się o nim, że nie potrafi żyć bez adrenaliny. Kilka wypadków drogowych, które miał, uświadomiły mu, jak kruche jest życie. To dla swoich bliskich zrezygnował z jazdy motorem, zaczął też bardziej uważać za kierownicą samochodu. Wie, że ma dla kogo żyć. Że jest potrzebny! – Adrenalinę daje mi dziś rodzina – śmieje się aktor. – Gdy rano budzisz się o 7.30, słysząc: „Tato, pić!”, nie potrzebujesz nawet kawy! Zawsze z ochotą wraca do podwarszawskiej Magdalenki, gdzie mieszka od lat, by, mimo zmęczenia, kilka chwil poświęcić na zabawę i rozmowę ze swoimi dzieciakami. Zapytany o marzenia, tylko się uśmiecha. – Odkąd mam dzieci, nie mam marzeń. Dzieci weryfikują wszystko – mówi.

MW

Rewia 12/2011

Dowiedz się więcej na temat: Szymon Bobrowski | aktor | ojciec

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje