Reklama

Reklama

Śpiewająco zdała egzamin z życia

Rzuciła wszystko, żeby zaopiekować się ciężko chorym ojcem, gdy tego najbardziej potrzebował.

To miał być w jej życiu najszczęśliwszy dzień. Czekała na tę chwilę trzy długie lata. Natalia Kukulska (34) wymarzyła sobie, że najnowsza płyta będzie dziełem tylko jej i jej męża Michała Dąbrówki (38). Że będzie to dowód powinowactwa ich dusz i artystycznej niezależności. Dlatego nie bała się rzucić na głęboką wodę.

Reklama

- Od początku do końca wszystko tu będzie nasze. Sami skomponujemy, wyprodukujemy, sami nagramy na nią każdą piosenkę w piwnicy naszego domu - zapowiadała z przejęciem. Zarzekała się, że nic nie będzie tu dziełem przypadku. Nawet tytuł "CoMix" sugerował nie tylko współpracę z mężem ("Co"), ale też połączenie ich wrażliwości i emocji ("Mix").

Świadomie wyznaczyła datę premiery na maj. To miała być dobra wróżba, wszak to ulubiony miesiąc pani Natalii - wtedy urodzili się i jej tata, kompozytor Jarosław Kukulski (66), i ukochana córeczka Ania (5). I kiedy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, okazało się, że zanim wymarzoną płytą udowodni swoją dojrzałość jako artystka, musi wykazać się dojrzałością życiową.

Jarosław Kukulski od lat czekał na usunięcie tętniaka aorty brzusznej, ale żaden szpital w Polsce nie chciał podjąć się rzeprowadzenia skomplikowanej operacji. Kiedy więc pani Natalii i jej bratu Piotrowi (21) udało się w końcu znaleźć klinikę w Norymberdze, nie wahali się ani chwili.

To oni byli mózgiem całego przedsięwzięcia. Skontaktowali się z lekarzami, przesłali historię choroby, dopełnili formalności. Sami też zorganizowali przewiezienie pana Jarosława do Niemiec. Nie było to wcale takie łatwe. Z powodu chmury wulkanicznego pyłu znad Islandii musieli zrezygnować z samolotu i 11 godzin jechać do Norymbergi pociągiem.

- Natalia i Piotr świetnie się spisali. Cały czas byli przy Jarosławie. Czuwali przy nim po operacji - opowiada nam bliski znajomy państwa Kukulskich.

Po udanym zabiegu piosenkarka musiała zostawić ojca z bratem i wrócić do Warszawy, żeby wywiązać się z zobowiązań promocyjnych. Gdy w Monachium wsiadała do samolotu, miała łzy w oczach…

- To bardzo trudny moment dla Natalii - mówi jej znajoma. - I rodzina, i wytwórnia płytowa bardzo na nią liczą, a ich potrzeby trochę się wykluczają. Ale ona robi, co może, żeby wszystkiemu sprostać. I jest bardzo dzielna.

KG

Świat i ludzie nr 21/2010

Świat & Ludzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje