Reklama

Reklama

Ślub po 17 latach związku

Na ślubnym kobiercu Ewa Szykulska stanęła w sukience uszytej z… zasłonek.

Widzowie kochają Ewę Szykulską (63) za role arystokratek: Lali Koniecpolskiej w Karierze Nikodema Dyzmy czy Anety Osnowskiej w Rodzinie Połanieckich. Po latach poczuciem humoru rozbrajała w Lokatorach i Sąsiadach. Rzadko bywa na salonach, ceni sobie życie w otoczeniu przyrody i zwierząt. I przy ukochanym mężu.

Reklama

Jest nim Zbigniew Pernej, inżynier zajmujący się motoryzacją, który od początku konsekwentnie trzyma się na uboczu show-biznesu. - Jesteśmy z różnych bajek, toteż kłócimy się gorąco - przyznaje aktorka. - Chociaż trzeba powiedzieć, że już rzadziej tłukę talerze, a mąż już nie rzuca telefonem o podłogę, co jeszcze niedawno nam się zdarzało. Kiedy wykrzyczę się na scenie, w domu bywam spokojniejsza.

Przeżyli z Misiem, jak o panu Zbigniewie pieszczotliwie mówi jego żona, już prawie 30 lat. - Gdy poznałam mojego męża, był potężnym mężczyzną. Dlatego tak go nazwałam. Znajomi też zwracają się do niego w ten sposób. Dla niektórych jest nawet... wujkiem Misiem - śmieje się aktorka. 

Była nie od zdobycia?

Połączył ich jej duży fiat, który się zepsuł. Szukała do niego części. A że wtedy, na początku lat 80., niczego nie można było dostać i wszystko trzeba było załatwić, dobiła się do szefa Polmozbytu. Okazało się, że był to inżynier z powołania. Przez lata spędzone za biurkiem dyrektora nie zapomniał, jak się naprawia samochody. A to dla pani Ewy, która kocha konie mechaniczne, nie było bez znaczenia. Ogromnie jej tymi wszelkimi umiejętnościami zaimponował.

Pan Zbigniew przyznaje jednak, że łatwo nie było. - Mówili, że jest nie do zdobycia, ale mężczyźni lubią takie wyzwania - opowiada. - Cóż to znaczy nieprzystępna? Przystępowałem do niej tak długo, aż ustąpiła! - śmieje się pan Zbigniew. Dopiero po 17 latach wzięli ślub.

- To była taka spontaniczna decyzja! Miałam w szafie piękny materiał, który kiedyś kupiłam z myślą o zasłonkach. Nagle doznałam olśnienia, że byłaby z niego śliczna ślubna sukienka, a ja mogłabym w niej nieźle wyglądać. Rzekłam więc: Zbigniewie, ożenisz się ze mną? I, nie zważając na przerażenie w jego oczach, brnęłam dalej: czyż nie przekonałeś się już, że jestem kobietą twojego życia? Przyparty do muru, wyznał, że owszem, jestem. Z obawy, żeby się nie rozmyślił, szybko pobiegłam załatwiać formalności - opowiada aktorka.

Starają się żyć niebanalnie. Na piętrze warsztatu samochodowego w Aninie na peryferiach Warszawy Ewa Szykulska stworzyła bajkowy świat, pełen pamiątek i przeróżnych bibelotów. Lubi siadać na tarasie i podziwiać kolekcję ogrodowych krasnali. - To kicz, ale ja lubię bawić się kiczem. Sprawia mi to frajdę i wprowadza w dobry nastrój - wyznaje.

Małżonkowie zrezygnowali z wygodnego mieszkania na warszawskim Grochowie, bo tak zdecydowały... ich psy, które nie lubiły życia w bloku. - Gdy jestem zakochana, rytm życia wyznacza ukochany mężczyzna. W miłości jestem tolerancyjna i wiele potrafię wybaczyć. Jednego nigdy nie potrafiłam znieść: rutyny, banału, nudy - wyznaje aktorka.

Swego pierwszego małżeństwa z reżyserem Januszem Kondratiukiem (70) też nie uważała za banalne, ale, jak mówi w młodości zbyt szybko podejmuje się decyzje, nierzadko głupie. Dlatego ceni sobie, że dziś żyje jej się spokojniej i mądrzej. - Mój mąż jest wyjątkowy, głównie dlatego, że tyle czasu wytrzymał ze mną! Dziko uparty realista musi mnie, zwariowaną artystkę, często sprowadzać na ziemię. Jest dobry, dowcipny i tolerancyjny, zupełnie odporny na moje złe humory. Kiedy ja się wydzieram, on ze stoickim spokojem mówi: znowu mamy spektakl, brawo!

Zawsze rozbraja mnie swoim uśmiechem...


Kochany i odpowiedzialny, jest jedynym człowiekiem w moim życiu, na którego zawsze mogę liczyć - wyznaje pani Ewa. Dlatego ona także wybacza mu, że nie chodzi z nią na premiery. On jest dumny z jej sukcesów, ale dla niego nie jest popularną aktorką, ale po prostu Ewą.

Po ślubie są już ponad 10 lat, ale po tak długim narzeczeństwie właściwie niewiele się zmieniło - Szanujemy własną odrębność. Kiedy się jednak rozjeżdżamy, bardzo tęsknimy za sobą. Lubię powroty do domu, bo mój mąż tak miło mnie wita: Jak to dobrze, że już jesteś, durna babo! - śmieje się pani Ewa. I może się śmiać, bo wie, że mąż tak właśnie, przekornie i żartem, wyraża swoją czułość.

MP

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Szykulska | historia związku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje