Reklama

Reklama

Słodki smak życia bez wysokiego ciśnienia

Przez sześć lat był telewizyjną gwiazdą. Odszedł, by robić to, co lubi. Zaczął pisać książki. Świetne!

Sukces jest marzeniem większości młodych ludzi. Ale on nigdy o nim nie marzył. Chodził do Liceum Ekonomicznego w Legnicy i zawsze miał piątkę z języka polskiego. Mariusz Szczygieł (46) pisał tak dobrze, że nauczycielka specjalnie dla niego wymyślała dodatkowe tematy, aby na lekcjach się nie nudził. Ale nie bardzo wiedział co robić dalej. Był nieśmiałym jedynakiem. - Od dziecka byłem pozbawiony rywalizacji, walki z bratem i siostrą o cokolwiek. Typem, który unika konfrontacji - wspomina.

Skromny chłopak ze Złotoryi szybko stał się ulubieńcem telewidzów

Reklama

Rodzice, a szczególnie mama, cały czas mu powtarzali, że musi się uczyć. Pragnęła, aby jej syn był księgowym, miał konkretny zawód i spokojną pracę. Ale on, wiedząc, że ma lekkie pióro, a do tego jest ciekawy świata, postanowił zostać dziennikarzem. Mając 16 lat współpracował z harcerskim pismem "Na Przełaj". Później dostał się na Uniwersytet Warszawski i zaczął pisać reportaże, a także pracować w "Radiu dla Ciebie". Tam jeden z jego wywiadów usłyszał producent, reżyser telewizyjny Witold Orzechowski. Postanowił skontaktować się z tym młodym chłopakiem i zaproponował mu pracę w telewizji.

Miał poprowadzić talk-show "Na każdy temat". I tak się stało. W kwietniu 1995 roku bardzo skromny, 28-letni chłopak ze Złotoryi pojawił się na wizji. Błyskawicznie stał się ulubieńcem widzów, a jego pogram prawdziwym przebojem. - Byłem młokosem i aby uwiarygodnić się w oczach telewidzów, musiałem mieć odpowiedni wygląd. Okulary dodawały mi lat i wzbudzały zaufanie. A marynarka i krawat miały sprawiać, że tematy, o których rozmawiamy na wizji są poważne i nie mają nic z taniej sensacji. Nasi goście pokazywali, że w Polsce można żyć w różny sposób, niekoniecznie jak większość z nas - wspomina.

Pan Mariusz bardzo szybko przekonał się, czym jest sukces. Kupił dwa mieszkania w Warszawie. Jedno dla siebie, drugie dla rodziców. Przyznawał, że honoraria nierzadko go zaskakiwały, ale jak mówi: - Na te pieniądze w pełni zasługiwałem. Stres, ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny bo godzinny program nagrywany był 8 godzin. Myślę, że w moim sukcesie, znaczenie ma także pozytywna atmosfera, w jakiej się wychowałem. Sukces przyniósł mi wiele rzeczy, których się nie spodziewałem. Gdy marzyłem o przyszłości, nie byłem świadomy wszystkich przywilejów, ale jednocześnie koszt był ogromny - opowiada.

Telewizja to zamknięty rozdział. Jego życiem stała się literatura

Przez sześć lat był na szczycie. Stał się gwiazdą, ale stracił swoją prywatność i był zmęczony. Miał już dosyć i na własną prośbę odszedł z telewizji. Wrócił do pisania reportaży. Przez jedną z gazet został poproszony o przeprowadzenie wywiadu z Heleną Vondrackovą . Miał obawy, bo nie znał języka czeskiego, ale podjął wyzwanie. Pojechał do Pragi i został tam po dziś dzień.

- Wybrałem sobie państwo, które dało mi najlepszą ofertę mentalną i egzystencjonalną - mówi. Tam żyje i pisze książki, reportaże o mieszkańcach Czech, których zna, z którymi się przyjaźni. A jego książki cieszą się ogromną popularnością zarówno w Czechach jak i w Polsce.

Pan Mariusz nie wyobraża sobie powrotu do telewizji, choć nieustannie otrzymuje propozycje. Był nawet brany pod uwagę przez TVN do obsady programu DD TVN. On jednak jest nieugięty. - Jedenaście lat temu skończyłem przygodę z telewizją, ale do dzisiaj mam wysokie ciśnienie, którego nabawiłem się właśnie w telewizji - opowiada. Dodaje szybko, że na wizję nigdy nie wróci. Jest mu dobrze w Czechach i robi to, co uwielbia. Takie życie smakuje mu najbardziej.

KL

Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Szczygieł | szczeygieł

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje