Reklama

Reklama

Rozwodziła się... kilka razy w roku!

Z ukochanym Jerzym przez ponad 18 lat tworzyli... włoskie małżeństwo. Kłócili się, kilka razy w roku wystawiali sobie walizki za drzwi. To już przeszłość.

Październikowe południe, w jednym ze stołecznych parków wzrok przyciąga para z dziecięcym wózkiem. To dziennikarka polsatowskich „Wydarzeń” Dorota Gawryluk (39) i jej mąż, Jerzy (40). Wreszcie znaleźli czas na wspólny spacer ze swoją 9-miesięczną córeczką Marysią.

Reklama

Takich beztroskich chwil para nie ma wiele. Oboje są zapracowani, a o miłość przecież trzeba dbać... Oni wiedzą o tym dobrze, bo pokonali niejeden zakręt.

Poznali się w akademiku. Ona miała 20 lat i studiowała dziennikarstwo, on był studentem SGH. Wkrótce wielka miłość zaowocowała, okazało się, że Dorota, studentka II roku jest przy nadziei.

Na świat przyszedł Nikon (18). Los ich zaskoczył, oboje byli bez pracy, bez mieszkania, bez pomocy rodziców – jej bliscy mieszkali w Kamionce Małej, w Beskidach, a jego w Hajnówce. To był trudny moment...

– Pobraliśmy się na studiach. Sami musieliśmy zarobić na utrzymanie. Problemy, wyzwania i przeszkody scementowały nasz związek – powiedziała w jednym z wywiadów. Ale sama Dorota przyznaje, że nie są łatwym małżeństwem.

– Często mówię to, co myślę. Potem tego żałuję. Mąż także ma silny charakter i umie równie mocno wybuchnąć. Raz na kilka lat wystawiamy sobie walizki. Rozwodzimy się z Jerzym co najmniej trzy, cztery razy w roku – opowiadała w wywiadzie.

Ale odkąd na świecie pojawiła się Marysia, temperament rodziców złagodniał. – Niewiele rzeczy jest w stanie nas zirytować – mówi Dorota. Oboje dojrzeli...

E. S.

Na żywo 44/2011

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje