Reklama

Reklama

Przeszłość to sen, pora się przebudzić

Dlaczego tak piękna, zdolna kobieta ma tak trudne relacje z mężczyznami? Przyczyna kryje się w odległej przeszłości.

Ikona singielek - takie oto określenie przylgnęło do Kingi Rusin (39) już kilka miesięcy po rozwodzie z Tomaszem Lisem (44). Rzeczywiście, w perypetiach dziennikarki TVN może odnaleźć swoją historię wiele zranionych i porzuconych kobiet. Wszystkich, które musiały na nowo, mozolnie budować swój świat, poczucie własnej wartości i relacje z ludźmi.

Reklama

Dla zranionych kobiecych serc pani Kinga może się stać wzorem do naśladowania. Porażkę w związku zręcznie potrafiła bowiem zmienić w życiowy sukces. Rozwód dał jej siłę i napęd, by pomyśleć o swoich pragnieniach i potrzebach. Zainwestować w siebie, rozwijać się zawodowo, a nawet pomyśleć o poszerzeniu zainteresowań, np. działalności biznesowej.

Dziś, cztery i pół roku od ostatniej sprawy rozwodowej, gwiazda TVN-u ma powody, by czuć się kobietą spełnioną i szczęśliwą. Choć nadal samotną. - Nie biegam zdeterminowana w poszukiwaniu partnera. Szczęście znajduję teraz w setkach innych rzeczy - zapewnia z przekonaniem.

Pewność dążenia po właściwej dla siebie drodze, satysfakcji i poczucia spełnienia biją niemal z każdej strony bestsellerowej książki "Co z tym życiem?", którą napisała z razem Małgorzatą Ohme. Mimo, że jest spełnioną singielką, w swojej książce porusza wiele tematów ściśle związanych z życiem we dwoje. Dziennikarka ma odwagę szczerze przyznać, że... boi się bliskości. Ba, zastanawia się nawet, czy zawirowania w jej życiu osobistym nie są konsekwencją relacji z ojcem, które określa jako "skomplikowane". Jej ojciec, Paweł Rusin (†64), opuścił rodzinę, gdy Kinga miała 4 lata. - A później raz był, a raz go nie było. W zależności od aktualnej sytuacji i nastroju. Zaczął być na każde zawołanie dopiero, kiedy poszłam na studia. Wtedy miałam z nim lepszy kontakt i widziałam, że ojcostwo daje mu prawdziwą radość. Ale czy nie za późno? - zastanawia się pani Kinga.

Dziennikarka sugeruje, że ten wcześniejszy stosunek ojca do rodziny mógł zaważyć na jej relacjach z mężczyznami. Małgorzata Ohme potwierdza jej obawy. I jako psycholog dodaje, że więzi emocjonalne z dzieciństwa są nieświadomie kontynuowane w wieku dojrzałym. A za stałe wzorce związków uznaje m.in. więź polegającą na ciągłym lęku i poczuciu odrzucenia.

Pani Kinga nie ma problemów z przyznaniem racji przyjaciółce, z którą napisała książkę. Zdradza, że jej związki emocjonalne były pełne sprzeczności i zawsze podszyte jakąś niepewnością. - Tak, jakbym projektowała na nie trochę tę swoją dziecinną niepewność co do mojego ojca - wyznaje szczerze dziennikarka. Jednocześnie przyznaje, że ludzie, którzy mieli nieodpowiedzialnego ojca czy matkę, także mogą myśleć o przyszłości w związku. Choć może być im znacznie trudniej, są w stanie prawdziwie kochać.

Kinga Rusin nie chce być symbolem singielek. Nie przestaje wierzyć w wielką miłość. I w to, że i w jej życiu jeszcze nadejdzie czas na miłość.

Anna Gordek

Świat i Ludzie 47/2010

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje