Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piotrek chciał ruszyć w świat

Wypasał owce, chwytał ryby na widelec i szalał nad Dunajcem. Wesoły i żywiołowy chłopak wcale nie zapowiadał się na fajtłapowatego Ryśka z "Klanu"!

Jest upalna letnia noc. Na szczycie wzgórza na Podhalu stoi samotny szałas. Przed nim pali się ognisko. Kilkuletni Piotr wygrzewa się w ogniu i z zaciekawieniem wpatruje w dziadka. Starszy pan zaraz opowie mu kolejną fascynującą historię. "W ciągu dnia wypasaliśmy z dziadkiem owce, a wieczorami leżeliśmy na pryczy w szałasie i wsłuchiwaliśmy się z kuzynem w jego opowieści. Mówił o partyzantce i historii naszej wsi. Snuł też opowieści o dalekim świecie. Słuchałem tych historii z otwartymi ustami", wspomina Piotr Cyrwus. I dodaje: "Jednego razu tak się zasłuchaliśmy, że nie zauważyliśmy, jak buty spaliły nam się w ognisku. No i potem trzeba było wracać do domu na bosaka".

Reklama

Aktor wychował się w Waksmundzie, malowniczej wiosce leżącej w podhalańskiej dolinie. "Połowa mieszkańców to Waksmundzcy, a połowa Cyrwusi. Żeby odróżnić jednego od drugiego, nadaje się więc przydomki. Ja byłem Pietrek od Lanusia", opowiada aktor. Uśmiecha się, kiedy wspomina rodzinny dom. "Był ciepły, dużo było w nim miłości. Najmilej wspominam święta, kiedy wszyscy siadaliśmy obok choinki i razem śpiewaliśmy", mówi. Ojciec aktora był rzemieślnikiem i rolnikiem. Piotr jako najstarszy syn pomagał mu w polu od najmłodszych lat. "Najpierw były sianokosy i trzeba było zagrabiać siano z pastwisk. A na koniec lata przychodziły żniwa. Mieliśmy dużo pracy", mówi. Do tego dochodziła opieka nad rodzeństwem. "Kiedy mama jechała do miasta załatwić urzędowe sprawy, to ja zajmowałem się dwiema siostrami", wspomina. Nie zawsze chętnie... "Chciałem grać z chłopakami w piłkę, a zamiast tego siedziałem w domu i wymyślałem dla nich zabawy. Często im śpiewałem, chociaż muszę przyznać, że najczęściej tym śpiewem je usypiałem", żartuje.

Wolny czas uwielbiał spędzać nad Dunajcem. "Najchętniej przesiadywalibyśmy tam z chłopakami całe dnie! Kąpaliśmy się, topiliśmy, skakaliśmy ze skałek i wygłupialiśmy się. A w pobliskiej rzeczce Czerwonce chwytaliśmy ryby na widelce!", chwali się.

Jak ryba w wodzie, Piotr czuł się też na... scenie. I to od najmłodszych lat! "Występowałem przy każdej nadarzającej się okazji i w każdych okolicznościach", wyznaje ze śmiechem. Pierwszy popis aktorskich umiejętności dał już w przedszkolu. Chętnie udzielał się w akademiach szkolnych. Do nauki też przykładał się ochoczo. "Uczyłem się dość dobrze aż do liceum", mówi. W ogólniaku jego myśli zaprzątały już pierwsze miłości i... sztuka. Początkowo ta niższych lotów. "Założyliśmy kapelę. Graliśmy w pięciu chłopa po weselach", wspomina aktor.

I szybko dodaje: "Należałem też do klubu filmowego, który mieścił się w Domu Kultury w Nowym Targu. Można tam było obejrzeć dobre filmy i wziąć udział w ciekawych dyskusjach. Razem z kolegami spotykaliśmy się też w naszej ulubionej kawiarni Limba. Wypijaliśmy tam hektolitry herbaty. Zniecierpliwione kelnerki miały nas serdecznie dość", śmieje się. Chłopcy byli zafascynowani malarstwem, teatrem i filozofią. "Trochę dzięki tym spotkaniom, trochę za namową mojego wychowawcy Jana Gila, postanowiłem, że zostanę aktorem", wyznaje Piotr. Wkrótce uroczyście ogłosił tę nowinę kolegom z klasy. "Jedni pukali się w czoło, drudzy nie dowierzali, ale ja wiedziałem swoje", wspomina.

Na egzamin do szkoły teatralnej przyszedł jednak nieprzygotowany... "Zabrakło czasu. Zamiast się solidnie przygotowywać , przesiadywałem nad Dunajcem. Trudno też było mi się rozstać z koleżankami z klasy...", uśmiecha się. Przed komisją egzaminacyjną krakowskiej PWST wyrecytował pół wiersza i usłyszał: "Panu już podziękujemy". "Kiedy oblałem egzamin, przysiągłem sobie, że zrobię wszystko, by następnym razem się udało. Czułem całym sobą, że to właśnie chciałbym robić w życiu. Ciągnęło mnie w świat", mówi. Dostał się za drugim razem. Początki nie były łatwe. Pierwszy rok wspomina jako wyjątkowo ciężki. "Kompletnie nie wiedziałem, na czym to wszystko polega i z czym się to je", mówi aktor. Zacisnął wtedy zęby i jakoś przebrnął przez trudne egzaminy. "Na drugim roku zaczęła się już przyjemność studiowania", dodaje.

Z kolegami z Nowego Targu często organizowali szalone imprezy. "Z perspektywy czasu myślę, że zbyt często...", przyznaje. Na studiach związał się ze śliczną koleżanką z roku. "Maję znałem jeszcze z liceum. Na studiach była na tym samym roku, ale w innej grupie. Szybko okazało się, że jest moją bratnią duszą. Z czasem nasza przyjaźń zmieniła się w miłość. Dziś mamy troje dorosłych dzieci", mówi artysta. Ich najmłodsza córka Anna Maria poszła w ślady rodziców i studiuje na tej samej krakowskiej uczelni. "Nigdy jej do tego nie namawiałem. Sama wybrała tę drogę. Gdy jednak dowiedziałem się, że dostała się do szkoły za pierwszym razem, byłem bardzo dumny", mówi.

Sam do dziś pamięta swoją pierwszą rolę. "To było przedstawienie dyplomowe, grałem Paterę w »Siedem snów w państwie snów« Krystiana Lupy". Choć rodzice nigdy mu o tym nie mówili, szanowali jego wybór. "Pochwały nie leżały w naturze mojego taty. Ale ja wiem, że ojciec był ze mnie dumny. Chwalił się mną przed kolegami", uśmiecha się. I dodaje smutno: "Moi rodzice już nie żyją. Pewnie dlatego coraz trudniej mi wracać do Waksmundu. Myślę jednak, że mam cechy po obojgu. Po mamie chęć rozwoju i ciepło, a po ojcu pracowitość, życzliwość i gościnność. Kiedy staję przed lustrem, odnoszę wrażenie, że coraz bardziej go przypominam".

Justyna Kasprzak

SHOW 19/2012

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Cyrwus | Klan | aktorzy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje