Przejdź na stronę główną Interia.pl

Okryłeś mnie ciepłym płaszczem miłości

Nie wyobrażała sobie przyszłości na wózku. Teraz nie patrzy w przeszłość.

Kiedy przesiada się z inwalidzkiego wózka na przednie siedzenie samochodu, on najczęściej stoi tuż obok. Czeka cierpliwie, potem wytrenowanym ruchem składa wózek i mogą jechać. Monika Kuszyńska (31) i Jakub Raczyński starają się żyć jak normalna zakochana para i nie przejmują się, że wszystkie czynności zabierają im więcej czasu. I że nie wszędzie mogą wejść z powodu braku wind i zbyt wysokich krawężników. Nauczyli się cieszyć tym, co mają.

Ból stał się jej wiernym towarzyszem

Reklama

Nie lubią patrzeć w przeszłość, choć poznali się wiele lat temu w Varius Manx. Ona od 2001 roku była wokalistką tej grupy, on grał na saksofonie. Tylko czy wtedy mógł liczyć na poważne uczucie z jej strony? Monika była młodziutką dziewczyną, którą pociągał wir życia, sława, fani, kolejne płyty i trasy koncertowe. Wszystko zmienił wypadek.

28 maja 2006 roku auto Roberta Jansona, lidera zespołu, wpadło w poślizg. Monika Kuszyńska siedziała obok kierowcy, miała zapięte pasy. Pamiętała wszystko. Zwłaszcza ból, który od tamtej chwili stał się jej nieodłącznym towarzyszem.

Mijały miesiące, kolejne operacje, które przynosiły tylko jeszcze większe cierpienie. Tak wielkie, że momentami trudno jej było cieszyć z się faktu, że przeżyła. - Skupiasz się na swoim ciele, próbujesz za wszelką cenę poruszyć palcami u nóg, a one jakby należały do kogoś innego - mówiła w poruszającym wywiadzie. - Moja kobiecość została odcięta w jednej sekundzie, gdy trzasnął mój kręgosłup. Jeszcze gorszy był ból psychiczny. Oczekiwanie na cud, a potem szara codzienność wypełniona bólem i ćwiczeniami.

Wielokrotnie się załamywała. Ciągle powracało pytanie: "Jaki jest sens tego, co się stało?". W końcu przestała myśleć, kiedy wreszcie stanie na nogi. Wróciła do domu i zobaczyła same przeszkody. Wysokie schody, domy bez wind, krawężniki. Rodzice na czwartym piętrze, jej mieszkanie na drugim. - Schody nie są jedyną barierą. Za wąskie drzwi, niedostępne łazienki i za wysokie blaty - wyznała.

Musiała się nauczyć wszystkiego od nowa. I prosić o pomoc. To chyba było najtrudniejsze. Podejrzewała wszystkich o litość, później zrozumiała, że to zwykła życzliwość. Jej psychika wykonała milowy krok, gdy po raz pierwszy po wypadku siadła za kółkiem. Jeździła do Bielska, do Wojtka, rehabilitanta, który dał jej nadzieję na sprawniejsze ruchy i większą niezależność.

Podziękowała piosenką

W Bielsku spotkała ludzi, dzięki którym wróciła do śpiewania. Dostrzegła też Kubę. Przyjaciela, który wciąż czeka na telefon od niej, jest cierpliwy i wyrozumiały, nawet w chwilach jej słabości. - Wózek stał się częścią mnie. Nie rozstaję się z nim. Nawet jak na nim nie siedzę, to jest blisko - mówi Monika Kuszyńska. Ale uśmiecha się, bo znalazła kogoś, kto nie boi się udźwignąć ciężaru tego wózka.

Za to wszystko podziękowała Kubie piosenką "Nie ma takich słów". Za to, że przestała bać się nowego życia, podziękowała Bogu: "Podniosłeś mnie, gdy brakło sił, by dalej iść, okryłeś mnie ciepłym płaszczem miłości".

MH

Życie na gorąco 16/2011

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje