Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Namiętna kobieta po przejściach

Jak kochała, to na zabój, jak się rozstawała, to z hukiem. Żaden życiowy wiraż nie był w stanie zdusić w niej głodu miłości i zafascynowania życiem.

Już na początku dorosłego życia los wystawił ją na ciężką próbę. Na pierwszym roku studiów aktorskich oblała kilka egzaminów, czekały ją poprawki we wrześniu. W wakacje, na obozie jeździeckim spadła z konia i złamała kręgosłup. Wsadzili ją w gips na trzy miesiące.

Reklama

- Nie mogłam się umyć, ubrać, całkowicie byłam zdana na pomoc mamy. Ale ten czas niesamowicie mnie wzmocnił - wspominała Małgorzata Foremniak (44). Tuż po zdjęciu gipsu stanęła przed komisją egzaminacyjną.

- Pomyślałam, że się nie boję. Nie zdam to nie zdam. I cóż z tego? Dotarło do mnie, że mogłam być kaleką. Groził mi przecież wózek inwalidzki. A wyszłam z tego. Bardzo mocno wtedy poczułam, że najważniejsze jest samo życie. Że wszystko można w nim zrobić, wiele rzeczy zmienić - mówiła.

To doświadczenie nauczyło ją odróżniać sprawy bardziej od mniej ważnych.

Pierwsza wielka miłość zakończyła się tragedią

Tuż po studiach było w jej życiu kilka takich ważnych spraw - zaszła w ciążę, wyszła za mąż, urodziła córkę Olę (21) i wróciła do rodzinnego Radomia. To tutaj, jeszcze w liceum, poznała swoją pierwszą wielką miłość, Tomasza Jędruszczaka.

- Wyglądali pięknie, on wspaniale zbudowany, ona przy nim drobna i krucha. Miło się na nich patrzyło, wszyscy uważali ich za idealną parę - mówi nam ich znajoma. Tomasz został elektronikiem, przez lata wykładał w Wyższej Szkole Inżynierskiej, potem założył firmę komputerową. Pilotował szybowce...

Nie chciał opuszczać Radomia. A ją ciągnęło do stolicy. Gra w radomskim teatrze szybko przestała dawać satysfakcję, prowincjonalne życie przytłaczało. - Wciąż się o to kłócili, w końcu Gosia uznała, że nie będzie się dłużej poświęcać, nie da się tyranizować. Miała wszystkiego dość - opowiada znajoma aktorki. - Zakochała się w reżyserze Marcinie i uciekła z nim do Warszawy, zabierając dwuletnią Olę...

To wtedy zaczęła realizować swoją zasadę jakości życia. - Chcę żyć pełnokrwiście. Bycie w związku, który powoli zaczyna być tylko układem, jest totalną porażką - mówiła po latach.

Między małżonkami doszło do wojny. Ona odcięła go od córki, on nie chciał jej dać rozwodu... Dopiero po latach, gdy opadły emocje, zakopali topór wojenny, zostali nawet przyjaciółmi. Widzieli się dzień przed tragedią.

Tomasz odwiózł córkę po majowym długim weekendzie do Warszawy, chwilę jeszcze posiedział w domu Małgorzaty. Do Radomia wracał z narzeczoną Grażyną późno w nocy. Był zmęczony, prawdopodobnie zasnął za kierownicą. 4 maja 2005 roku wyjeżdżający zza zakrętu kierowca tira nawet nie zdążył zareagować, gdy rozpędzona mazda zjechała na jego pas i uderzyła w ciężarówkę. Tomasz i Grażyna zginęli na miejscu.

- Żałoba całej duszy... Wielka pustka... - mówiła Małgorzata po pogrzebie. Bo choć mieli lata nienawiści, to przecież żegnała na zawsze swoją pierwszą wielką miłość, ojca jej ukochanej córki...

U boku mężczyzny dojrzałego i młodego tancerza

Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy Małgorzaty w stolicy, jak przebiegłaby jej kariera, gdyby nie spotkała reżysera Waldemara Dzikiego (54). To on powierzył jej główną rolę w swoim serialu "Bank nie z tej ziemi". Takie były narodziny dzisiejszej Foremniak.

U boku mężczyzny dojrzałego, mającego też za sobą nieudane małżeństwo, poczuła się bezpiecznie. Pobrali się, po latach adoptowali dwoje dzieci (zmienili im imiona na Milena i Patryk). Jednak przez kilkanaście lat wspólnego życia coraz bardziej oddalali się od siebie. W końcu pojawiło się słowo "zdrada". Warszawka plotkowała, że to ona zdradza, potem że on...

Gdy małżeństwo się rozpadało, Małgorzata wdała się w romans z Rafałem Maserakiem (27). - Mam prawo do szczęścia - znów tłumaczyła swoją filozofię "pełnokrwistego" życia, choć ta miłość kosztowała ją wiele łez. Rozstali się po 2 latach.

Dziś Małgorzata nie skarży się na samotność. - Jestem ciekawa, co mi życie przyniesie. Wiele się w nim wydarzyło, były tajfuny i trzęsienia ziemi - mówiła. - A ja nadal czuję się jak dziewczynka, mam potrzebę podskoczyć na ulicy...

Agnieszka Brzoza

Na żywo 30/2011

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje