Reklama

Reklama

Mistrzyni musi odpocząć

Kobieta Roku 2011 Twojego Stylu musi regenerować siły po operacji i przytyć!

Pierwsze kroki po niedawnej operacji kolana dla Justyny Kowalczyk (29) były niezwykle trudne. To właśnie dlatego nie pojawiła się na gali miesięcznika Twój Styl. A była gościem oczekiwanym. To właśnie jej kapituła plebiscytu przyznała tytuł Kobiety Roku 2011.

Reklama

W imieniu naszej biegaczki z rąk redaktora naczelnego miesięcznika Złoty Wawrzyn odebrała jej siostra, Ilona Batko. Mistrzyni olimpijska w biegach narciarskich ostatnie występy w tym sezonie kończyła upadkami. Ból i zmęczenie mieszały się ze łzami złości.

Ostatecznie w Pucharze Świata Justyna zajęła drugie miejsce, ale wysiłek, który musiała w to włożyć, był morderczy. Zastrajkowało kolano. Ból, po konsultacjach z doktorem Śmigielskim, łagodziła lekami przeciwzapalnymi. Słabła wbrew sobie. Od organizmu wymagała nadludzkiego wysiłku! Jej ostatnie pucharowe biegi były już pogonią za resztkami sił!

- Ze zmęczenia nogi mi się plątały nawet na prostej drodze. Trochę wstyd, że biegi kończyłam na tyłku - powiedziała pani Justyna. Kontuzja kolana była sygnałem, że 14 lat rywalizacji z najlepszymi biegaczkami w narciarskich Pucharach Świata odcisnęły piętno na jej zdrowiu. Dlatego tak bardzo ucieszyła się z nadejścia wiosny, ze świąt - to oznaczało koniec rywalizacji.

Po ostatnim biegu w Szwecji wsiadła do samolotu i przyleciała do Warszawy. Z lotniska trafiła prosto na stół operacyjny, na artroskopię kolana. - Po tym remoncie mój organizm będzie działał tak samo, jak wcześniej - zapewnia.

Twarda góralka z Kasiny Wielkiej mięknie tylko wtedy, gdy widzi łzy mamy, a ta nie mogła patrzeć na jej cierpienia. - Córeczko, jesteś wykształcona - mówi Janina Kowalczyk. - Otworzyłaś przewód doktorski, poradzisz sobie bez nart! Dlaczego ciągle się poświęcasz? Życia prywatnego nie masz!

Do zakończenia sportowej kariery namawiają nie tylko rodzice, ale i rodzeństwo: dwie siostry i brat. Ona jednak po rehabilitacji kolana chce biegać, przynajmniej do igrzysk olimpijskich w Soczi w 2014 roku. Wie, że odbędzie się to kosztem prywatnego życia.

- Najbardziej tęsknię za najbliższymi - mówi. Dlatego wykorzysta świąteczny czas, spędzi go w Kasinie Wielkiej. Nadrobi rodzinne zaległości: jej imieniny, urodziny, które miała w styczniu. Po cichu tęskni za spokojem. - Żeby nie wstawać o piątej rano, przez 330 dni w roku... - wzdycha. Chciałaby się nauczyć wypoczywać. Leczone kolano może to na niej wymusić.

Może w tym czasie nauczy się gotować? Na razie ma dość dietetycznych makaronów, których nie cierpi, a musiała je jeść kilka razy w tygodniu. Teraz pozwoli sobie na podjadanie, bo schudła aż 8 kilogramów... Przyzwyczaiła się do tego, że musi wybierać: reżim żywieniowy, albo miejsce na podium.

Czasami jedynym lekarstwem na depresję są czekolada i tiramisu. Ale nie tylko kilogramy może nadrabiać. Jej rodzice już trochę martwią się, że grozi jej staropanieństwo. Znają wiele znakomitych zawodniczek, które są dziś bezdzietnymi weterankami sportu, żyjące samotnie z medalami. Nie miały czasu na założenie rodziny, bo najważniejsze były zwycięstwa.

Będą mieli Justynę przez najbliższy miesiąc dla siebie, w domu. Pewnie codziennie nasza mistrzyni będzie od nich słyszeć, że to ostatni moment na założenie rodziny. Bo nie wystarczy być tylko ciocią dla piątki dzieciaków swojego rodzeństwa. Nawet jeśli sama mówi, że jest staroświecka i nie lubi zmian.

JA

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowaczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje