Reklama

Reklama

Kryształowa dziewczyna

Katorżnicze treningi Justyny Kowalczyk po raz kolejny dają efekty.

Gdy miała 11 lat, siadywała razem z tatą przed telewizorem i razem oglądali biegi narciarskie. Tata opowiadał jej wtedy, jak piękna, trudna i wymagająca wyrzeczeń jest to dyscyplina sportu. - A ja stwierdziłam, że to ohydne zajęcie - śmieje się teraz Justyna Kowalczyk (28).

Nie lubiła gór

Reklama

Tata pani Justyny pracował w schronisku na Śnieżnicy, na wysokości ponad 1000 m n.p.m. - Byłam jego najmłodszą, ukochaną córeczką, więc często zabierał mnie ze sobą. Pamiętam doskonale, choć miałam może 5 lat, jak bardzo bolało to chodzenie. Droga pod górę była do zniesienia. Najbardziej nie lubiłam schodzić. I to zostało mi do dziś, wolę podbiegi niż zjazdy. Nogi piekły, ale szłam - wspomina zdobywczyni trzech z rzędu Kryształowych Kul. Tę ostatnią zdobyła już w bieżącym sezonie.

Niekończące się treningi

Przygotowania do sezonu Justyny Kowalczyk owiane są legendą. Mieszkańcy Kasiny Wielkiej wspominają, jak wracając nad ranem z sylwestrowych imprez mijali Justynę ciągnąca za sobą wielką oponę. - Cały trening trwa około trzech godzin, z czego około półtorej to bieganie właśnie z oponą samochodową, niemal bez przerwy - tłumaczy nasza mistrzyni.

Każdego dnia ćwiczy dwa razy dziennie, razem około sześciu godzin. Cały czas na wysokich obrotach, bez taryfy ulgowej. Czy taka katorżnicza praca się opłaca? Na pewno. Bo za medalami idzie popularność, a za popularnością i sympatią rodaków - intratne propozycje, udział w reklamach.

Praca popłaca

Dzisiaj Justynie Kowalczyk zarobków może pozazdrościć niejeden Polak. W minionym roku na jej konto wpłynęły grubo ponad 4 miliony złotych, co daje jej 13. miejsce w złotej setce najlepiej zarabiających polskich sportowców!

- Jestem normalną kobietą - zapewnia mistrzyni olimpijska. Nie ukrywa, że zazdrości siostrze i bratu, którzy mają czwórkę dzieci. Dla nich jest ona ciocią z telewizora. - We mnie też odzywa się macierzyński instynkt. Marzę, żeby mieć podobną gromadkę dzieci. - przyznaje. I tego chyba trzeba życzyć teraz Królowej Śniegu...

JA

Rewia 9.2011

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | sport | sporty zimowe | sukces

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje