Przejdź na stronę główną Interia.pl

Królik z kapelusza - część II

Obrazek z dzieciństwa. Gaba Kulka z doklejonymi wąsami śpiewa jak Freddie Mercury. Agata trzyma kamerę wideo i trzęsie się ze śmiechu. Nagrywają jeden ze swoich autorskich teledysków. Tym razem do piosenki zespołu Queen.

- Zawsze miała niesamowitą wyobraźnię i świetne pomysły na zabawę - wspomina Agata Kulka. - Trzymałyśmy się razem i nadal jesteśmy sobie bardzo bliskie. Gaba nie jest typową młodszą siostrą. Bywa zadziwiająco dojrzała i to raczej ona udziela mi rad albo sprowadza mnie na ziemię, gdy bujam w obłokach. Jako dziewczynki, bawiąc się, tworzyły niesamowite scenariusze. Potem na ich podstawie robiły amatorskie filmy i same w nich grały.

Reklama

- Jeden pełnometrażowy z gatunku science fiction nazywał się "Star Trek 7. Walka o balisto" - opowiada Agata.

- Nasz film zachował się do dziś, ale pokazujemy go tylko wybranym. Wychowały się w artystycznym domu, o którym mówią, że był "skrzypiący", bo wszyscy w nim grali na skrzypcach: tata koncertował po świecie, mama w filharmonii, one też uczyły się gry na tym instrumencie. Agata jako nastolatka złamała rękę i okres rekonwalescencji był na tyle długi, że zrezygnowała z nauki. Gaba skończyła muzyczną podstawówkę.

- Wtedy już było jasne, że muzykiem klasycznym nie zostanę - wspomina. - Żeby być dobrym skrzypkiem, trzeba dużo ćwiczyć. Brakowało mi wytrwałości. Poszłam do zwykłego liceum. Jestem wdzięczna rodzicom, że nie naciskali i pozwolili mi rozwijać się po swojemu. - Szanowaliśmy jej wybór - mówi Julita Kulka. - Gabrysia jest rozsądna, podejmuje przemyślane decyzje i konsekwentnie się ich trzyma. Czuliśmy, że wie, czego chce. Wystarczyło jej nie przeszkadzać.

Co z tego dzieciństwa zostało?

Piosenki Gaby ujawniają temperament performerki. - To, co robię, jest teatralne, lubię, jak "coś się dzieje" - zapewnia. W 2005 roku zadebiutowała w teatrze w monodramie "Rafalala show - zabawy nocą". Autorem spektaklu była Rafalala, transwestyta poetka. Skontaktowała się z nią przez Chłodną 25. To kultowa klubokawiarnia, ulubione miejsce wielu warszawskich artystów, w którym odbywają się niezależne imprezy. Rafalala znała Gabę ze słyszenia, zadzwoniła i zaproponowała jej udział w swojej sztuce. Chciała, żeby Gaba napisała muzykę do wierszy. Piosenki były rodzajem uzupełnienia i komentarza do monodramu, który przedstawiał kilka kobiecych losów.

- Świetnie nam się razem pracowało. Rafalala nie jest muzykiem, ale jej poezja jest mi bliska. Sala teatru Polonia była pełna, publiczność przyjęła nas entuzjastycznie - wspomina Gaba. O swojej twórczości mogłaby mówić godzinami, dyskretnie milczy, gdy rozmowa schodzi na tematy osobiste. - Stałam się teraz bardziej widoczna, udzielam więcej wywiadów. Umówiliśmy się z moimi najbliższymi, że nie będziemy o sobie opowiadać - tłumaczy. - To nie znaczy, że zacznę się chować za ciemnymi okularami - śmieje się Gaba.

Życie jest muzyką

Tata miał zwyczaj mawiać: "Życie dla muzyki jest wspaniałe. Życie z muzyki - niekoniecznie". Kiedyś wzięła sobie te słowa do serca i postanowiła, że zdobędzie konkretny zawód. - Architektura wnętrz wydawała mi się jednym z najbardziej wszechstronnych kierunków, po którym można robić wiele rzeczy - wspomina. - Ale równie mocno pociągała mnie lingwistyka. Chciałam studiować angielski i francuski. Tak się złożyło, że egzamin na architekturę wnętrz i na lingwistykę wypadł w tym samym dniu o tej samej godzinie. Wybrałam akademię sztuk pięknych. Na studiach wpojono jej, że architekt wnętrz to zawód usługowy.

- Projektowanie jest dla ludzi, niektórych rzeczy nie da się przeforsować na siłę. Kiedy klienci upierali się, że chcą mieć na ścianie jelenia na rykowisku, to go mieli - śmieje się Gaba. Dużo poważniej traktowała swoją pasję. Tu musiała postawić na swoim. Kierowała się intuicją. Przyznaje, że nie jest przebojowa. Ma za to wyczucie tego, w jakim kierunku chce podążać. - Artysta powinien wiedzieć, o co mu chodzi - wyjaśnia. - Inaczej będzie próbował schlebiać modom, dostosować się do praw rynku albo dostrajać do warunków, jakie mu stawia wytwórnia.

- Gaba jest niezależną artystką - twierdzi koncertujący z nią Czesław Mozil. - Jestem pewien, że zawsze będzie robiła swoje bez oglądania się na innych. Jest inspirująca, charyzmatyczna. Dociera do różnorodnej publiczności. Gaba Kulka: - Nie ma przepisu na przebój. Nie można zmusić ludzi, żeby coś lubili albo zapamiętali i żeby to funkcjonowało w ich świadomości. Piosenka to eksperyment. Sama nie przestaje eksperymentować, i to coraz odważniej. Już wie, że zawód architekta musi odłożyć na bok. Pasja okazała się silniejsza. Nigdy nie myślała o karierze, nie lubi tego słowa. Najbardziej cieszy się, gdy spotyka kogoś, kto ją inspiruje. - Często nie wiem, gdzie przebiega granica między pracą a tzw. życiem - mówi Gaba. - Większość moich wspomnień związana jest z muzyką.

- Gaba jest ciepła, bardzo towarzyska - opowiada współpracujący z nią perkusista Robert Rasz. - Kocha ludzi, ale jest ostrożna. Jednak dla przyjaciół potrafiłaby wiele poświęcić. Uwielbia wspólne biesiady i rozmowy. Jest doskonałym rozmówcą. Pomimo przeciągających się czasem do późnej nocy spotkań, nie prowadzi rockandrollowego stylu życia, zdrowo się odżywia, może tylko za dużo pracuje...

Robert Rasz jest pod wrażeniem tego, jak się rozwinęła. Muzycznie i artystycznie. - Ma imponującą pamięć muzyczną i wspaniałe poczucie rytmu. Kiedy pojawia się na scenie, koncentruje na sobie uwagę. Jest charyzmatyczna. I nie ma znaczenia, czy jest to koncert kameralny, czy plenerowy. W listopadzie Gaba Kulka rusza w trasę po Polsce. Będzie koncertować z zespołem Czesław Śpiewa i Dick4Dick. Zagrają osiemnaście koncertów. - Nauczyłam się współpracować z wieloma ludźmi i ciągle gdzieś podróżuję - mówi. - Dla mnie to całkowita zmiana życia.

Przeczytaj część pierwszą

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje