Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Góralska miłość

Alicja Bachleda-Curuś ma coraz więcej powodów, by wrócić do Polski na stałe

Na początku lipca aktorka Alicja Bachleda-Curuś (30) przyleciała do Polski na dłużej. Z 4-letnim synkiem Henrym Tadeuszem. Jego ojcem jest irlandzki aktor Colin Farrell (37). Para poznała się kilka lat temu na planie filmu Ondine. Wybuchł gorący romans, który skończył się wkrótce po narodzinach dziecka. Niedawno pisaliśmy, że Colin Farrell płaci na syna co miesiąc równowartość 100 tys. złotych. Zapowiedział jednak, że znacząco zmniejszy alimenty, gdy Alicja znajdzie sobie życiowego partnera. Wygląda na to, że chwila ta nadeszła...

Reklama

Obecny dłuższy pobyt aktorki i jej synka w Polsce tłumaczono na różne sposoby. Po pierwsze, że to ze względu na tatę. U Tadeusza Bachledy-Curusia w ubiegłym roku wykryto białaczkę. Szczęśliwie szybko znaleziono dawcę i przeprowadzono przeszczep szpiku kostnego. Teraz odzyskuje siły i cieszy się, kiedy może pobawić się z ukochanym wnukiem.

Jako drugi ważny powód przyjazdu wskazywano problemy zdrowotne samej Alicji. Mówi się, że aktorka cierpi na przewlekłą chorobę zatok. Lekarze nie wykluczają operacji. Gwiazda postanowiła leczyć się w Polsce, bo tu jest po prostu taniej. Nikomu jednak nie przyszło do głowy, że najważniejszym powodem przyjazdu Alicji do Polski jest... mężczyzna. Gorące uczucie połączyło ją bowiem z piosenkarzem Sebastianem Karpielem-Bułecką (37)!

Poznali się kilka lat temu na planie jednego z programów telewizyjnych. Od razu przypadli sobie do gustu. Sebastian zachwycał się urodą góralki. - Bardzo mi się podoba Alicja Bachleda-Curuś - zapewniał podczas koncertów dla amerykańskiej Polonii. Lider zespołu Zakopower leczył wtedy rany po rozstaniu z piosenkarką Kayah (47).

Los postawił Alicję Bachledę-Curuś na drodze Sebastiana Karpiela-Bułecki w ubiegłym roku, na nagraniu wielkanocnego programu Jaka to melodia?. Szybko nawiązała się między nimi nić porozumienia. W końcu oboje to górale z krwi i kości ze starych podhalańskich rodów. Sebastianowi zapewne przypomniały się wtedy słowa jego mamy, która wielokrotnie mu powtarzała: - Nie ma lepszej kobiety dla górala jak góralka. Żadna inna, synku, cię nie zrozumie!

Chociaż już wtedy zaiskrzyło, na poważnie zaczęli się spotykać dopiero w tym roku.- Pasują do siebie - mówi znajoma artystów. - Dzieli ich wprawdzie 7 lat, ale oboje są urodzeni pod tym samym znakiem Zodiaku. Alicja 12, a Sebastian 14 maja. Nikt tak drugiego Byka nie zrozumie jak inny Byk. Zresztą Sebastian nawiązał już doskonały kontakt z synkiem Alicji. Ale związek ten nie jest łatwy. Alicja mieszka na stałe w Los Angeles, Sebastian w Polsce i tu głównie koncertuje, więc ich kontakty są poważnie utrudnione.

- Starają się ukrywać ten związek, ale to coś poważnego - dodaje nasza informatorka. Ostatnio spacerującą parę widziano na tatrzańskich szlakach i na Krupówkach. - Szli, trzymając się za ręce. On niósł "na barana" małego Henry’ego Tadeusza i co jakiś czas przytulał Alicję.

Muzyk wiele razy deklarował, że gotów jest założyć rodzinę, że na dłuższą metę nie wyobraża sobie życia w samotności. - W tej kwestii jestem tradycjonalistą. Jak rodzina, to na całe życie. To fundament życia, spokoju i dobra - mówił w ostatnim wywiadzie. Jego postawa podoba się Alicji.

Sebastian podobnie jak ona bywa też często za oceanem, gdyż tamtejsza Polonia przepada za góralską muzyką. Tam też mieszka na stałe mama muzyka. Znajomi obojga trzymają kciuki, by udało im się stworzyć szczęśliwy związek. - Zasługują na to i pasują do siebie. Są już przecież dojrzałymi ludźmi po przejściach i nieudanych związkach. Powinni wreszcie znaleźć szczęście w miłości - uważa znajoma obojga artystów.

IA, WM


Dowiedz się więcej na temat: Alicja Bachleda-Curuś | Sebastian Karpiel-Bułecka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje