Reklama

Reklama

Bunt w rodzinie Beckhamów

Victoria Beckham nie radzi sobie z wychowywaniem synów. Chłopcy coraz częściej się buntują. David musi ratować sytuację.

Nigdy nie zakłada tych samych ubrań, nosi najwyższe obcasy wśród gwiazd, ćwiczy dwie godziny dziennie, śpi zaledwie cztery na dobę i... nie ma już siły, by zajmować się dziećmi. A wszystko dlatego, że Victoria postanowiła za wszelką cenę dołączyć do grona światowych projektantów mody. Obowiązków ma mnóstwo. Dwa razy w tygodniu lata z Los Angeles do Londynu, by doglądać prac nad kolekcją sukienek jej projektu. Synowie: Brooklyn (10), Romeo (8) i Cruz (4) zostają wtedy z opiekunką. Boleśnie odczuwają brak mamy. Jeszcze rok temu spędzali z nią całe dnie. Teraz zwykle nie ma dla nich czasu, a gdy znajdzie chwilę, nie wystarcza jej cierpliwości. "Victoria chce być najlepsza na każdym polu. Ale ostatnio najgorzej radzi sobie w roli matki", przyznała niedawno znajoma Beckhamów magazynowi "OK". Największe problemy ma z czteroletnim Cruzem.

Wojna domowa

Reklama

Do niedawna Cruz był "synkiem mamusi". Cała rodzina go rozpieszczała, ale to Victoria była na każde jego skinienie. W nowej sytuacji chłopiec zaczął się buntować. "Kompletnie nie słucha Victorii", mówi znajoma rodziny. "A ona już nie ma cierpliwości. Krzyczy, grozi karami, ale to tylko zwiększa problemy. Cruz uwielbia robić jej na złość. W dodatku bracia trzymają jego stronę". W małżeństwie Beckhamów coraz częściej dochodzi do konfliktów. David denerwuje się, gdy Victoria krzyczy na dzieci. Ale też gdy chłopcy pyskują mamie.

Nie w stylu Victorii

Słynny piłkarz też ma mnóstwo obowiązków, dużo podróżuje, ale dla synów zawsze znajduje czas. "Jest cierpliwym i ciepłym ojcem. Chłopcy są w niego wpatrzeni jak w obraz. Grają w piłkę i chcą być tacy jak tata", mówi przyjaciel piłkarza w rozmowie z magazynem "In Touch". Ale David jest też kochającym mężem.

Gdy na początku grudnia spod londyńskiej pracowni Victorii złodzieje ukradli 75 sukienek jej projektu wartych 630 tysięcy funtów, wspierał załamaną żonę. Wciąż powtarza, by zrezygnowała z części obowiązków i zwolniła. To jednak nie w stylu Victorii. Nie udała jej się kariera wokalna, nie została aktorką, a być żoną i matką to dla niej zawsze było zbyt mało.

(J.Ł)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje