Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anita Werner: To koniec jej żałoby

Półtora roku temu dziennikarka przeżyła tragedię – nagle zmarł jej ukochany. Dziś otworzyła się na nową miłość, ale o Kacprze nie zapomniała.

Kiedy spotkaliśmy Anitę Werner (35) podczas romantycznego spaceru za rękę z przystojnym mężczyzną, wyglądała jak zakochana nastolatka. Czy nowy partner sprawi, że czarne chmury nieszczęść, które od pewnego czasu rzucały cień na życie dziennikarki, wreszcie się rozwieją?

Reklama

W kwietniu 2012 r. przeżyła tragedię. W Afryce zmarł niespodziewanie jej ukochany, podróżnik Kacper Godycki-Ćwirko (†35). - Choć jest twarda, widać, że ciężko jej podnieść się po kolejnej wielkiej stracie - powiedziała wtedy "Na żywo" znajoma dziennikarki.

Kilka lat wcześniej, w dniu jej 30. urodzin, po długiej chorobie zmarła mama Anity. Dziennikarka opiekowała się wymagającym rehabilitacji tatą, który przeszedł trzy udary. - Najtrudniejsze dla mnie doświadczenia to choroba. Śmierć bliskich ludzi - przyznaje dziś Werner.

Śmierć Kacpra była dla niej szokiem. "Kac", jak nazywali go przyjaciele, był w pełni sił, mieli mnóstwo planów. Przyjaciele mówili, że są idealnie dobrani. Dwie silne osobowości, ceniące ponad wszystko miłość, pasję i wolność. Pasowali do siebie. Nawet z wyglądu. Anita jest szczupła i bardzo wysoka, nie każdy mężczyzna wygląda przy niej dobrze. Rosły brunet był jakby stworzony dla niej.

Zaczęli podróżować razem po Afryce. Jeździli 18-letnim land cruiserem. Spali w namiotach. Dziennikarce takie życie bardzo się podobało. Zawsze powtarzała w wywiadach, że nie jest typem pani domu z mężem, domem i z ogródkiem.

Po śmierci Kacpra Anita, wówczas 34-letnia, poczuła się jak wdowa. Nie wiązała ich przysięga małżeńska, ale łączyły wspólne pasje i poglądy na życie. Odwaga Kacpra który rzucił pracę w korporacji, by pojechać dookoła świata i spełniać swoje marzenia o wolności i podróżowaniu, była jej bardzo bliska. Dlatego postanowiła osobiście zaangażować się w promocję pośmiertnie wydanej książki Godyckiego o podróży jego życia: "Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata". Anita ma do niej stosunek szczególny, bo była pierwszą czytelniczką i recenzentką tekstu. To jej Kacper dawał do przeczytania pierwsze rozdziały. Jej rad, wynikających z dziennikarskiego doświadczenia, słuchał.

Ich przyjaźń nie przeszła próby

- Kiedy przeczytałam ponad dwa lata temu tekst tej książki, pomyślałam sobie, że jest ona jak tabletka szczęścia - wspomina dziś dziennikarka. - Kacper marzył o wydaniu tej książki. Dzięki zaangażowaniu jego rodziny i przyjaciół teraz udało się to zrobić - słyszymy w wydawnictwie, które zrealizowało pośmiertnie wielkie marzenie podróżnika. - Poprosiliśmy Anitę, żeby została ambasadorką publikacji, bo zmarły autor nie może sam opowiadać o swojej książce. Może to jednak zrobić ustami osoby, która tak dobrze go znała.

Kacper i Anita poznali się przez najbliższą wówczas przyjaciółkę dziennikarki, Martynę Wojciechowską (39). Mężczyzna ujął prezenterkę niezwykłym podejściem do życia i charyzmą. - Miał magnetyczną osobowość, zwłaszcza na kobietach robił ogromne wrażenie - mówi nam znajoma podróżnika. Wkrótce potem pojawiły się plotki, że związek Anity i Kacpra złamał serce Martynie, wpływowej redaktor naczelnej magazynu National Geographic, której Godycki bardzo się spodobał.

Urażona Wojciechowska zerwała kontakty i z przystojnym podróżnikiem, i z najbliższą przyjaciółką, matką chrzestną swojej jedynaczki, Marysi. - To nieprawda, że dziewczyny zerwały kontakty przez Kacpra - mówi "Na żywo" asystentka Martyny Wojciechowskiej. Jednak o promowanej przez Anitę książce zmarłego tragicznie przyjaciela znana podróżniczka nie chce się wypowiadać.

- Martyna nie ma nic wspólnego z tą książką, nie uczestniczyła w jej powstawaniu, więc nie będzie na ten temat rozmawiać - słyszymy. Po tragedii Anita odbudowała swój świat bez wsparcia przyjaciółki. Od niedawna już nie czuje się samotna, bo ma u boku zakochanego, odpowiedzialnego partnera.

Weszła w ten związek z ostrożnością, lecz dziś po raz pierwszy od półtora roku może powiedzieć, że czuje się szczęśliwa. Ale książka Kacpra zawsze będzie miała honorowe miejsce w jej biblioteczce. I pewnie zawsze będzie przewracać jej kartki z czułością.

K. W.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje