Przejdź na stronę główną Interia.pl

Królewskie kosztele

Zajęcze łby, grafsztynki i malinówki. Stare gatunki drzew owocowych w Polsce zanikają, a przecież to nasze dziedzictwo narodowe.

Ogródki warzywne i w światowych metropoliach nie dziwią już nikogo. Wraz z szerzącą się modą na zdrowy styl życia wielu mieszkańców i wiele samorządów wspiera inicjatywy ekologiczne i prozdrowotne. Kto by jednak przypuszczał, że mieszkańcy tak wielkiego miasta, jakim jest Warszawa, już wkrótce podczas spacerów będą mogli jeść ekologiczne jabłka, i to nie byle jakie, bo starych polskich odmian jabłoni?

Reklama

Wszystko zaczęło się od akcji "100 jabłoni na 100-lecie niepodległości Polski" jesienią ubiegłego roku, kiedy to namówiłam burmistrza Wilanowa na wspólne sadzenie koszteli. Dlaczego? Po pierwsze, źródłosłów nazwy "Wilanów" zobowiązuje. "Villa nova" - po łacinie znaczy tyle, co "nowa wieś" - do dziś w tej dzielnicy Warszawy znajduje się wiele sadów, szklarni i pól uprawnych.

Po drugie, jabłka to nasz owoc narodowy - jesteśmy ich największym producentem w Europie i trzecim największym na świecie. Po trzecie, jabłko to symbol królewskości, a w Wilanowie przecież mieszkał kiedyś król, i to jaki!

Po czwarte, i najważniejsze: to, że warto je jeść, wie każdy. Anglicy mawiają: "Jedno jabłko z wieczora i nie trzeba doktora". Święta racja. Jabłka są niskokaloryczne, bogate w składniki odżywcze, a znajdujący się w nich błonnik pobudza trawienie i zapobiega rakowi jelita grubego. Mają sporo witamin, zwłaszcza wit. C, oraz składników mineralnych. Dzięki zawartości błonnika zmniejszają też wchłanianie cholesterolu, skutecznie zapobiegają miażdżycy, chronią nas przed zawałem, pomagają również regulować poziom cukru we krwi.

Ja najbardziej lubię te nieoczywiste - kwaśne szare renety lub boskoopy, kwaskowate i jędrne antonówki, a także jabłka mojego dzieciństwa - słodkie, gruszkowe kosztele, malinowe malinówki, kwaśne i soczyste papierówki.

Jabłka z supermarketów - wszędzie takie same (ligol, gala, gloster), tej samej wielkości, w podobnym kolorze - już mi się przejadły, szukam więc starych polskich gatunków na targach, u rolników i w ekosklepach.

Dawne odmiany są bliskie mojemu sercu także z powodów zdrowotnych. Wiele lat temu badania prof. Jana Oszmiańskiego z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu pokazały, że są bogatsze w przeciwutleniacze niż te pochodzące z Ameryki. Na przykład szara reneta w badaniach wykazała pięciokrotnie większą ilość przeciwutleniaczy chroniących nas przed chorobami cywilizacyjnymi, w tym przed rakiem, niż kanadyjskie lobo.

Wielkim smakoszem, miłośnikiem ogrodów i sadów był sam król Jan III Sobieski. To on do Polski sprowadził kawę, ziemniaki, a w ogrodach wilanowskich kazał sadzić jabłonie i inne drzewa owocowe. Podobno wiele posadził własnoręcznie, a i nazwa koszteli wzięła się od niego.

Sadzonki koszteli do Wilanowa sprowadził z Czerwińska (od zakonników, którzy wyhodowali je około 1590 roku) ogrodnik królewski Jakub Wieczorek. Nazywały się wtedy wierzbówkami zimowymi, choć w pałacu mówiono na nie wierzbówki białe. Król bardzo lubił te jabłka, więc kiedy pewnego roku nie obrodziły i przyniesiono mu ich niewiele, zakrzyknął załamany: "Kosz tylko?" - i tak wierzbówki zostały kosztylkami, a potem po uproszczeniu językowym kosztelami.

Pierwsze setki koszteli dostępne dla wszystkich mieszkańców Wilanowa pojawiły się jesienią ubiegłego roku, w marcu posadzimy następne drzewka, w kolejnych latach przybędzie jeszcze więcej zajęczych łbów, grafsztynków i malinówek. Będą ich rosły tu tysiące! I dobrze, bo stare gatunki drzew owocowych w Polsce zanikają, a przecież to nasze dziedzictwo narodowe.

Te odmiany są nie tylko bardziej różnorodne smakowo, ale także bardziej przystosowane do naszych warunków klimatycznych, odporne na mróz i szkodniki. Wiosną będą pięknie kwitnąć i wabić pszczoły, latem dawać cień i tlen mieszkańcom, jesienią odwdzięczą się smacznymi, niepowtarzalnymi owocami (uprawianymi ekologicznie!), które każdy, nawet ten najmłodszy mieszkaniec dzielnicy, bez obaw będzie mógł zjeść prosto z drzewa!

Katarzyna Bosacka - dziennikarka, autorka programów kulinarnych  i zdrowotnych. Namiętnie gotuje  dla rodziny i przyjaciół, namiętnie je. Ma męża i czworo dzieci: Jana, Zofię, Marię i Franciszka.

 PANI 3/2019

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje