Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kiedy dług ma sens?

Pożyczamy wszyscy. Mniej, więcej, rzadziej, ciągle – te określenia mają znaczenie. Bo nie każda pożyczka jest dobra. Rozmawiamy o tym z psychoterapeutką i psychiatrą Violettą Ambroziak-Krzysztofowicz z Polskiego Instytutu Ericksonowskiego w Łodzi.

Twój STYL: Pożyczka to wstyd, czy normalność?

Reklama

Violetta Ambroziak-Krzysztofowicz: Pożyczki od czasu do czasu na ważny cel to nic złego. Komu z nas nie zdarzyła się sytuacja awaryjna, w której pojawił się nagły wydatek albo zebrało się ich kilka naraz? Ale niepokoi fakt, że w naszym społeczeństwie zaczęła obowiązywać nowa norma: "Jestem okej, kiedy stać mnie na spełnienie większości potrzeb moich i mojej rodziny". A to może oznaczać,
 że w rzeczywistości pożyczamy pieniądze na to, co nie jest nam niezbędne.

Czyli na życie ponad stan?

- Tak. Pożyczenie 300 złotych, by dziecko mogło pojechać na zieloną szkołę wydaje się usprawiedliwione, jednak kupno za pożyczone pieniądze drogiego prezentu komunijnego może być przesadą. Warto przyjrzeć się potrzebom, które realizujemy, pożyczając. Często zaciągamy dług, żeby tylko nie obniżył się status rodziny. Wielu z nas przeraża wizja: odmawiamy dziecku i przez to ono czuje się gorsze w gronie rówieśników. Albo odmawiamy sobie, mężowi czegoś, do czego byliśmy przyzwyczajeni, zanim nasza sytuacja finansowa się pogorszyła. Bo jak to, miałam i już nie mam? Nie umiemy tego zaakceptować.

Czasem jest nam z tego powodu wstyd. Staram się, ciężko pracuję, a jednak pieniędzy mi nie wystarcza. To znaczy, że jestem niezaradna, nawalam. Pożyczam, żeby zamaskować swoją słabość?

- Robię to, bo nie potrafię pogodzić się z rzeczywistością. Miałam pomysł na biznes, ale nie wypalił. Mam dyplom z wyróżnieniem, a koleżanka bez matury zarabia więcej. Coś jest ze mną nie tak. Nie chcę pokazać tego światu, więc sztukuję mój budżet, by wszystko wyglądało ładniej. Ale to tylko pozór. Lepiej przyznać, jaka jest prawdziwa sytuacja: nie dajemy rady, nie wystarcza nam, trudno. Następnym krokiem będzie przyjrzenie się wydatkom. Gdzie moglibyśmy zaoszczędzić, a może w okresach, kiedy pieniędzy jest więcej, coś odłożyć? Dorosłość to umiejętność dostosowania działań do zmienionych okoliczności.

Mówi pani w liczbie mnogiej: "możeMY zaoszczędzić". Ale bohaterki raportu ukrywają pożyczki przed partnerem, najbliższymi. To błąd?

- Jeśli kobieta tuszuje ten fakt przed mężczyzną, może to świadczyć o poważnym kryzysie ich relacji. Na przykład o jej braku poczucia bezpieczeństwa w związku. Boi się: jeśli powiem, że pożyczam, mój partner źle mnie oceni, skrytykuje moją zaradność. Złym sygnałem jest także przekonanie, że to ona jest przede wszystkim odpowiedzialna za finanse w domu. Musi łatać dziury, kombinować. W dobrym związku, jeśli np. mąż zarabia mniej albo nie ma pracy, powinien dzielić z partnerką ciężar planowania budżetu. Żona nie może mu matkować, bo to wskazuje, że traktuje go jak dziecko, a nie jak dorosłego. To nie jest partnerstwo.

Czy dzieci powinny wiedzieć o finansowych kłopotach rodziców?

- Uważam, że problemów przed dziećmi nie należy ukrywać. Zresztą one na ogół i tak się domyślają, że w rodzinie dzieje się coś złego. Martwią się, tylko udają, że niczego nie widzą. Jedna z bohaterek tekstu mówi: mam nadzieję, że syn będzie umiał oszczędzać. Ale jak on ma się tego nauczyć, skoro nie jest dopuszczany do informacji o prawdziwej sytuacji finansowej? Z dziećmi warto rozmawiać: jest trudny czas, musimy oszczędzać. Ale trzeba też powiedzieć: nie martwcie się, poradzimy sobie, bo to nie one są od tego, by rozwiązywać problem. Mają jednak prawo do wiedzy, dlaczego mama czasami jest smutna albo zła, kiedy idą razem do sklepu. A mama jest zła, bo wie, że znów będzie musiała odmawiać: "Tego ci nie kupię".

Załóżmy, że pożyczanie nie jest fanaberią. Tak nam się wydaje. Jak jednak nie przegapić granicy, za którą zaczyna się uzależnienie od pożyczek?

- Należy co jakiś czas zadać sobie kilka pytań: czy płacę za pożyczanie coraz większą cenę - np. coraz bardziej się wstydzę, prosząc o pieniądze, spada moja samoocena. Czy mój dług rośnie? Bo może składam wniosek o kolejną kartę kredytową, żeby zniwelować debet na innych? Niepokojące jest, gdy nikomu nie mówimy o pożyczkach. Ukrywanie się to jeden z symptomów uzależnienia. Podsumowując, trzeba się sobie przyglądać, nie pożyczać bezmyślnie, bo "tak się utarło".

Jak tłumaczyć pożyczającemu powody naszych kłopotów - rzeczowo czy "od serca"? Traktować go jak przyjaciela czy bank?

- Ogólna zasada jest taka, że pożyczanie to dobry uczynek, za który należy okazać wdzięczność. Być może szarlotka wręczana wraz ze spłatą długu to nie jest zły pomysł. Taką "nawiązką" może być też przysługa, poświęcenie komuś swojego czasu. Ale uwaga, trzeba się też liczyć, że osoba pożyczająca będzie oczekiwała "procentu". Pracowałam kiedyś z małżeństwem, które chciało pożyczyć od rodziców na mały telewizor. Rodzice pożyczyli, nawet na duży, ale potem co niedziela przychodzili "na telewizję", uważali, że skoro pomogli, mogą liczyć na bonus.

Jak powinniśmy postępować, gdy nie możemy oddać długu?

- Winniśmy wyjaśnienie, co się dzieje. Chodzi o krótką informację: przepraszam, mam fatalny miesiąc, nie mogę oddać teraz, ale pamiętam o długu. To nic nie kosztuje. A odwlekanie spłaty bez słowa wytłumaczenia może wpłynąć na nasze relacje. I już drugi raz ta osoba nam nie pożyczy.

Odwracając sytuację: pożyczać komuś czy nie, jeśli jesteśmy proszeni, a nie mamy przekonania?

- Nie jest nietaktem odmawianie, jeśli mamy złe doświadczenia z pożyczającym. No i zawsze warto zadać sobie pytanie: czy jestem gotowa zostać sponsorem mojego wierzyciela? Czy mam pewność, że odda dług? Bo przecież często się zdarza, że pożyczone pieniądze nie wracają. Czy decyduję się na takie ryzyko?

Rozmawiała Agnieszka Litorowicz-Siegert

Twój Styl 05/2017

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje