Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wolność na talerzu

- Potrafią przysłać mi linki do zagranicznych artykułów, np. o tym, że w chlebie jest akrylamid i w związku z tym wykluczają go z diety. Obsesyjnie tropią dodatki cukru, konserwantów, sztucznych barwników i polepszaczy. Gdy tylko zauważą na liście składników jakieś "E", odkładają towar na półkę. A przecież witamina C, która jest naturalnym przeciwutleniaczem, także ma swój symbol E...

Reklama

W miarę postępu zaburzenia zaczynamy omijać bary i restauracje, unikamy spotkań rodzinnych i towarzyskich (bo a nuż będą wmuszać zupę z zasmażką i chipsy, bynajmniej nie z buraka). W końcu jemy tylko to, co same sobie przygotowałyśmy ze sprawdzonych produktów, i bywa, że nie jesteśmy nawet w stanie patrzeć, jak jedzą inni.  

Nie przesadź z kontrolą

 Oczywiście nie każda z nas zajdzie tak daleko (aż do ortoreksji) w kontroli jedzenia. Jednak robiąc zakupy i planując posiłki, warto się zastanowić: czy to jeszcze trend, czy już presja rządzi moimi kulinarnymi wyborami? Ile kupuję dla zdrowia, a ile dla podniebienia? Kiedy ostatnio zjadłam coś dla przyjemności, by poznać nowy smak - nie licząc kalorii i nie sprawdzając składu?

Najprawdopodobniej to skomplikowanie świata sprawia, że coraz usilniej szukamy jedynie słusznych recept na różne dziedziny życia i mamy skłonność do przestrzegania ich z rygorystycznym zacięciem. Kontrolujemy wygląd, styl życia, sposób funkcjonowania domu własnego i przyjaciół, swoje samopoczucie i nastawienie (musi być pozytywne). Jasne więc, że nie możemy ominąć zawartości talerzy.

Dopóki nasza kontrola oznacza, że mamy je na oku - wszystko w porządku. Kiedy wpadamy w rygoryzm i perfekcjonizm, wcześniej czy później pojawi się frustracja spowodowana brakiem rzeczy, których sobie odmawiamy, i rozczarowaniem, że nadal nie jest tak idealnie, jak myślałyśmy, że będzie. Psychologowie radzą: dawajmy sobie prawo do popełniania błędów. Nawet część dietetyków dla obniżenia frustracji dopuszcza cheat day (z ang. oszukany dzień), czyli pozwala pacjentom na jedzenie raz w tygodniu zakazanych potraw, z fast foodami włącznie.

Hanna Stolińska-Fiedorowicz: - "Oszukany" posiłek raz w tygodniu nikomu nie zaszkodzi, a może sprawić, że przestaniemy się czuć niewolnikami diety.

Nie targuj się o kęs

 Niedawno przyjaciółka pożaliła mi się, że jej 10-letnia córka nagle odmówiła jedzenia domowych posiłków. Oświadczyła, że mama gotuje za tłusto. Okazało się, że brała udział w szkolnych warsztatach zdrowego odżywiania, gdzie dużo mówiono o szkodliwości cukru i tłuszczu. Dziewczynka postanowiła całkowicie wyeliminować te produkty z diety. Matka zareagowała emocjonalnie. Wielką domową awanturę o jedzenie zakończyła dopiero wspólna wizyta u dietetyka, który wytłumaczył, ile węglowodanów i tłuszczów potrzebuje człowiek i które z nich są zdrowe. Jednak mnie zastanowiło, dlaczego decyzja córki tak bardzo zabolała jej mamę?

Okazuje się, że to też efekt naszego kulinarnego przeczulenia: jedzenie albo raczej niejedzenie dziecka to czuły punkt współczesnego rodzica. Oczywiście rodzice od zawsze pragnęli dobrze karmić swoje potomstwo, ale dziś znacznie bardziej niż dawniej. Po pierwsze  dlatego, że ogromnie nam zależy, aby nie okazać się złymi rodzicami. Po drugie, jesteśmy przesadnie skoncentrowani na kwestiach diet i właściwego składu posiłków.

Nasze dzieci dobrze o tym wiedzą i wykorzystują to jako argument przetargowy. Podobno już dwulatki to potrafią. Z psychologicznego punktu widzenia bierze się to stąd, że małe dziecko ma niewiele obszarów, w których może decydować o sobie. Kiedy odkrywa, że posiłki są sferą dla rodziców ważną i że za pomocą jedzenia (lub niejedzenia) może wywalczyć dostęp do tabletu taty, chętnie z tego korzysta.

Nastolatki z kolei, odmawiając jedzenia, mogą zamanifestować swój bunt czy po prostu zrobić na złość mamie, "której się wydaje, że wszystko wie najlepiej".  Wyobraź sobie, że twój nastoletni syn, następnego dnia po dyscyplinującej rozmowie na temat jego zachowania, oświadcza: "Nie zjem śniadania, nie jestem głodny". Co robisz? Zapewne proponujesz, że przygotujesz mu coś innego, byle tylko nie poszedł do szkoły na czczo. Wiesz, jakie to ważne, stanęłabyś na rzęsach, aby zjadł zawartość talerza.

Nie stawaj na nich, młody człowiek nie zmieni zdania. Smakuje właśnie swoją przewagę, a rzadko mu się zdarza być nad tobą górą, prawda? Zresztą jeśli jest jeszcze zdenerwowany po wczorajszej rozmowie, brak głodu może być nawet prawdą - stres zaciska żołądek i nie jesteśmy w stanie przełknąć ani kęsa. Powiedz więc: "Szkoda, trudno". Niech emocje opadną.

- Nie namawiajmy. Gdy będzie głodny, sam poprosi o jedzenie. Jeśli pójdziemy na ustępstwa, mamy jak w banku, że wkrótce sytuacja się powtórzy - radzi psycholog Dorota Minta. Pominięty posiłek i uczucie głodu nie są tragedią. Badania pokazują, że większości z nas głód jest na tyle obcy, że gdy przychodzi, interpretujemy go jako ból brzucha...

Odpuść sobie i nie targuj się z dzieckiem o każdy kęs. Ulegając "szantażom kulinarnym" dzieci, odsłaniamy swoją słabą stronę i uczymy je manipulowania naszymi zachowaniami, tak by mogły przesuwać niewygodne dla nich granice. Przyjmij do wiadomości, że syn czy córka nie są głodni, nie podejrzewaj od razu anoreksji.

Nie rozchorują się, jeśli zamiast obiadu zjedzą kebab z kolegami. A jeśli nawet nabawią się niestrawności, może tym bardziej docenią twoją zdrową zapiekankę z jarmużem? Nie rozmyślaj od rana o zbilansowanej diecie, ale raczej o tym, na co masz ochotę. Bo rzecz w tym, że koncentracja na zdrowym jedzeniu rzadko wychodzi nam na zdrowie.
Katarzyna Koper

PANI 10/2018


Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje