Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wisisz mi 307 euro

To było za czasów mojej pierwszej pracy w kasynie na Cyprze. Obrzeża Limassol, małe kasyno – w nim niemówiąca po angielsku Bułgarka uczyła mnie nie mówiącą jeszcze po grecku wszystkich sekretów „cypryjskiego hazardu”.

Pracowałam wówczas ok. 2 miesięcy. Miałam dniówkę. Planowany koniec pracy o 19.

Reklama

Dimitris (jeden z częstych klientów) siedział w kącie kasyna i wraz z kolegą ekscytował się grą w Piratesa. Miałam zajęcie - bez przerwy wypłacał większe wygrane, by po chwili znów mnie wołać i prosić o zasilenie gry. Dla nie wtajemniczonych praca w cypryjskich kasynach wyglądała następująco (zamknięte latem 2012 roku - nielegalny biznes):

1. w zależności od rangi kasyna pomieszczenia były mniej lub bardziej ekskluzywne. W drzwiach nierzadko stał ochroniarz. Z reguły wpuszczał każdego chętnego, niezależnie od ubioru. Blokował tylko niechcianych klientów i interweniował w sytuacjach spornych. A o te było nietrudno, przy cypryjskim temperamencie.

2. wchodziłeś do kasyna i widziałeś rząd stoisk do gier. To komputerowe kasyna. Bez stołów do Black Jacka, czy Pokera. Kasyna ze stołami rzadko zdarzały się po greckiej stronie Cypru.

Każdy stół z komputerem miał swój numer. Po przejściu kilku kroków od drzwi wejściowych natrafiałeś na hostessę. Witała Cię po grecku. Pytała, w jaką grę chcesz zagrać? Mogłeś wybrać albo Piratesa, Bombę, Euro Slots, Luciano, Pokera, Ruletkę, Black Jacka przez internet (łączysz się wówczas z kasynem w Dublinie i grasz w grę online).

Po wybraniu gry hostessa brała od Ciebie pieniądze i zanosiła do obsługi siedzącej za serwerem. Mówiła np: 20/34, co oznaczało 20 euro na stolik 34. W tym momencie pracownik za serwerem zamieniał twoje pieniądze na punkty (20 euro to 2000 punktów) i mogłeś zacząć grać na komputerze oznaczonym numerem 34.

Hostessa pytała: "telis napkis kati?" (czy czegoś się napijesz?). Wszystko było za darmo. Jedzenie, picie. Od kawy, herbaty, przez piwo aż po Jacka Danielsa, Johny Walker. Można było kupić papierosy. Zagryzać orzeszki. Zamówić kanapkę. Dostać obiad. Wszystko w cenie pieniędzy za które grałeś. A wszystko po to, byś nie musiał już z kasyna wychodzić.

Poczujesz głód - mamy papu.

Chcesz pić? Może piwko?

Skończyły się fajki? Może Marlboro Softy, Rothmans'y?

Skończyła się kasa? Może mały kredycik? Pan da nam ID, odbije paluszek na czytniku, spiszemy, co trzeba i znów można grać.

Nad tym wszystkim musiała czuwać hostessa.

Pracownik za serwerem musiał wykazać się dużym skupieniem. Każda gra miała osobny komputer do obsługi programu. Gdy był ruch w kasynie nierzadko hostessy (często pracowało po kilka dziewczyn na jednej zmianie) biegały między klientami a obsługą serwera i tylko krzyczały: 50/43, 10/3 i jeszcze 60/5 do wypłaty.

A klienci byli różni. Wpłacali, wypłacali, kupowali papierosy, zamawiali jedzenie, grymasili, narzekali, kablowali na hostessy do szefa. Zachowywali się jak święte krowy, oni byli najważniejsi i najlepiej gdyby hostessa reagowała tylko na nich. A co z resztą klientów? Nauczenie się kto jest ważny, przenajważniejszy, arcynajważniejszy i achnajważniejszy zabierało trochę czasu.

Zatem w tym pierwszym kasynie byłam dziewczyną od wszystkiego. Odbierania kasy, obsługi serwera, podawania drinków. Miałam okazję nauczyć się w małym kasynie wszystkiego tego, co potrzebowałam, by uderzyć w największe kasyno w mieście.

Dimitris wpłacał, wypłacał i znów wołał by załadować kasę (zamienić pieniądze na punkty). Miał ustawiony duży Bet (stawkę, za którą grał) i kasa z konta "schodziła mu w ekspresowym tempie".

Po dwóch godzinach zabawy w ganianego z Dimitrisem (idź, podaj, załaduj, wypłać, zrób kawę, przynieś papierosa, wymień popielniczkę, wypłać kasę, itd) przyszedł szef. Szefa zawsze interesowały najbardziej dwie rzeczy:

- zadowolenie klienta (zanim przyszedł za serwer podszedł do Dimitrisa, poklepał go po plecach i robił wszystko, by zachęcić go do "wywalenia wszystkich pieniędzy" w jego kasynie.

- balans.

Czym był balans?

Każda gra miała magiczną cyfrę, która interesowała i właściciela kasyna i właściciela licencji. Ten pierwszy dzięki balansowi wiedział ile zarobił lub stracił. Drugi wiedział ile ma z właściciela kasyna ściągnąć haraczu.

Szef siada koło mnie za serwerem. Cicho pyta:

- Jak długo gra?

- Około dwóch godzin.

- Ile masz pieniędzy w kasie?

- Przed chwilą sprawdzałam. 1780 euro.

Szef otwiera główną księgę balansów. Otwiera na dniu dzisiejszym. Sprawdza:

 

  • ile kasy miałam przy otwarciu kasyna?
  • jakie były balanse na wszystkich grach, wszystkich serwerach?
  • odejmuje, podlicza, głowi się (czasem nie dawał rady nawet z kalkulatorem, dlatego dobrze, że tam byłam  :lol:)
  • dodaje do tego 1780 euro, które mam w kasie
  • powinien już wszystko wiedzieć
Znów latam po kasynie, bo Dimitris doprasza się kolejnego doładowania gry. Po powrocie za serwer słyszę:

- Brakuje Ci 307 euro.

Wiedząc jak liczy szef, nawet z użyciem kalkulatora, mówię z uśmiechem na twarzy:

- Nigdy, odkąd tu pracuję nie miałam manka, a co dopiero na taką kwotę. Coś musiałeś źle policzyć.

Nie podoba mu się to co słyszy. A mi nie podoba się jego wyraz twarzy.

- Sama sobie policz - wychodzi urażony zza blatu.

Liczę, odejmuję, dodaję, przeliczam pieniądze i nie wierzę: brakuje 307 euro!!!

Jak? Jak? Kiedy? Czemu? To niemożliwe? Jak!!! Mi się takie rzeczy nie zdarzają!!!

Wpadam w panikę. Kontrolowaną, bo szef patrzy podejrzanie na to co dzieje się w kasynie, a Dimitris nadal ma "obsługowe zachcianki". Próbuję panować nad sobą. Donoszę kolejnego drinka, ładuję pieniądze, uśmiecham się i próbuję być miła a w głowie kołacze mi się tylko jedno:

"JAKIM CUDEM!!!! TO NIEMOŻLIWE!!! TAKIE RZECZY OWSZEM, ALE NIE U MNIE!!"

Za 10 minut kończę pracę. Oddaję kasyno pod władanie Bułgarki. Gdy ona przejmuje stery i zaczyna biegać wśród klientów próbuję na spokojnie podliczyć wszystko na nowo.

Znów wychodzi to samo: za mało 307 euro.

Wychodzę zapłakana z pracy. Nic z tego nie rozumiem. Szef dogania mnie przy samych drzwiach.

- Ufam Ci, wiem, że tych pieniędzy nie wzięłaś. Ale zniknęły i nie wiem, gdzie. Masz tydzień by do mnie wróciły. Póki co nie musisz płacić ze swojej wypłaty.

W nocy nie zmrużyłam oka. Rano, po otwarciu kasyna, na spokojnie przeliczałam wszystko, dosłownie wszystko od nowa. Liczby nie kłamały. - 307 euro!

Trzy dni nerwówki. Ponieważ każdą grą i przypisanym do niej serwerem zajmowała się "specjalna brygada techników" postanowiłam do nich zadzwonić:

- Panienko (czułam brak szacunku z drugiej strony słuchawki), nie ma takiej opcji, żeby balans się pomylił. Nigdy nikt, z żadnego kasyna, nie zgłaszał nam problemów z balansem. Klienci wygrywają - balans maleje, przegrywają - rośnie. Żadna filozofia. Zastanów się lepiej jak inaczej zniknęła Ci ta gotówka!

Za punkt honoru postawiłam sobie udowodnienie, że mam rację. Że znajdę odpowiedź, co stało się z zaginioną gotówką.

Trzeciego dnia, gdy szef podjechał do kasyna, z dumą zaprowadziłam go za serwer i zaczęłam.

- Wiem już, co się stało.

- Zatem słucham. Gdzie była gotówka?

- Ciągle tu gdzie siedzisz. W komputerze.

- Jasno mów, jak to w komputerze.

- Tamtego dnia, gdy grał Dimitris i okazało się, że brakuje kasy zapytałam czy możliwe jest, by komputer się pomylił? Pamiętasz co odpowiedziałeś?

- Że nie ma takiej opcji. Komputer to komputer - nie myli się.

- A jednak. Zadzwoń do technicznych, do gości od mafii i powiedz im, że twoja "panienka" (jak to określił mnie jeden z techników) znalazła błąd w systemie. Że JEDNAK KOMPUTER, PROGRAM SIĘ MYLI.

- Co masz na myśli? To niemożliwe.

- A jednak!

Zalogowałam się na serwerze. Wpisałam wszystkie odpowiednie dane potrzebne do tego, by wiedzieć, ile na swoim maleńkim kasynie kokosów zarobił mój szef. Otworzyłam historię wpłat i wypłat z dnia, w którym grał Dimitris.

- Te 7 stron to cała historia grania przez Dimitrisa. Widzisz czas koło każdej wpłaty?

Chyba pierwszy raz w życiu widział "tę stronę serwera", bo patrzył wielkimi oczami i próbował nadążyć za tym, co mówię.

- Widzę!!!

- Jaki masz tutaj np. czas?

- 18:02:24 - potulnie odpowiedział.

- A poniżej?

- 18:02:46 - nadal nie wiedział do czego dążę.

- A jaka kwota jest przypisana do tych czasów?

- 30 euro - powoli odpowiadał. Mój szef nie należał do bystrzaków.

Zniechęcona dokładnym tłumaczeniem zapytałam:

- CZY TO MOŻLIWE, ŻEBYM zdążyła załadować konto Dimitrisa 30 euro, on je przegrał i żebym znów załadowała 30 euro w CIĄGU 21 SEKUND?

Wyglądał tak jakby rozważał tą opcję. Możliwe czy niemożliwe?

"Po prostu ręce opadają".

- Analizując historię wpłat i wypłat, komputer załadował kwotę potrzebną do gry 9 razy PODWÓJNIE podczas Dimitrisowego grania. Odstęp zawsze wynosi kilkadziesiąt sekund. Jeśli zliczysz te 9 zdublowań, zgadnij jaka kwota Ci wyjdzie?

Zaskoczony, zdziwiony i zszokowany moim odkryciem pomału odpowiedział:

- 3...0....7   euroooooo?

- Dokładnie!

- A to się dopiero mafia zdziwi!!!

Od tego czasu dzwoniąc na telefon techników ze sprawami dotyczącymi awarii gry nigdy już po podaniu imienia i nazwiska i miejsca gdzie pracuję nigdy, PRZENIGDY, nie byłam nazwana PANIENKĄ. Na szacunek trzeba sobie zapracować!

WIECEJ NA www.producentkapasji.blog.pl

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje