Przejdź na stronę główną Interia.pl

Uwierz w siebie

Każdy ma jakieś marzenia...

Reklama

W marzenia warto wierzyć", "Uwierz siebie!". Tak najczęściej czyta się w poradnikach psychologicznych.
 Są to suche zdania, które nijak się mają do rzeczywistości... Nie ma od tak! Trzeba walczyć o wszystko, każdego dnia! Mnie się udało, ale było ciężko.
 Po ich analizach ja też chcę być super i iść przez świat z podniesioną głową.
Moje marzenie-spełnienie chcę opisać Wam opisać, może to będzie swojego rodzaju terapia lub po prostu wiara, że wszystko się może udać...
Moje motto na dziś to BĄDŹ SOBĄ WBREW INNYM.
 
Od niedawna na nowo nachodzą mnie zapomniane wspomnienia.Gdy byłam małą dziewczynką
lubiłam przesiadywać w kuchni, gdzie mama szyła mi spodnie i
bluzeczki.Sama maszyna budziła we mnie fascynacje, że coś tak
dziwnego,

może uszyć coś tak pięknego:). Jak to dziecko, brałam resztki

materiałów i sama próbowałam szyć, mama widząc mój zapach i
chęci, kupiła mi małą dziecinną ala'maszynę do szycia. Z czasem
 kupiłam sobie prawdziwą maszynę do szycia i szyłam, szyłam.Dla
 siebie, dla koleżanek...Po szkole podniecona poszłam złożyć papiery
w szkole dla krawców, ale mama nie chciała o tym nawet słyszeć! Ona
widziała we mnie potencjał, ale lekarza lub adwokata, bo jak sama mi
powiedziała" Ten twój niby ZAWÓD to kaszana a nie zawód.Przez to
wylądujecie na bruku, bo nie chciało Ci się pracować,tylko myśleć
od
głupotach!". Bardzo to przeżyłam, bo myślałam, że mama mnie
wspiera w marzeniach o krawiectwie, ale byłam w błędzie... Musiałam sobie

radzić sama, bo zrobiłam po swojemu i wbrew wszystkim i wszystkiemu
poszłam na studia krawieckie.Musiałam liczyć tylko na siebie (i po
cichu na moją kochaną babcię, bez której chyba nie dałabym rady).
Przez studia nie miałam kontaktu z rodzicami, mieszkałam w innym
mieście, ledwie dawałam sobie radę, ale opłacało się:). Po latach
mogę z podniesioną głową powiedzieć, że OPŁACAŁO SIĘ! Dziś mam
jedną z najlepiej prosperujących szwalni w mieście.Razem z inną
koleżanką razem prowadzimy firmę i jestem z końcu szczęśliwa.Co do
mamy to już zapomniałyśmy o starych sprawach.Na otwarciu zaprosiłam
mamę i wiem, że jest i była ze mnie dumna, że pomimo wszystkiego nie
poddałam się i potrafiłam sobie poradzić pomimo trudów.
Przeprosiła mnie ze ciche lata i za to, że nie było jej przy mnie w tamtym czasie.
Ja już dano jej to wybaczyłam, bo kocham ją bezgranicznie, a ona
chciała tylko mojego dobra.

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje