Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ystad: Miasteczko uroczo nadające się do książkowych i filmowych morderstw

Spacerując uliczkami Ystad można odnieść wrażenie, że miasto zostało wręcz stworzone do niespiesznych spacerów. Można wtedy spokojnie przyglądać się domom szachulcowym o szkieletowej drewnianej konstrukcji ścian, cieszyć oko kolorami niskich budynków i kwitnących przy nich latem róż i malw. Można też zajrzeć do przytulnych kawiarni, zrobić zakupy w niewielkich sklepach albo po prostu pójść popatrzeć w morze. Jednak to nie szachulce sprzed kilkuset lat, nie pachnące kwiaty, pnące się w górę przy fasadach domów, nie pełna uroku małomiejska atmosfera, ani nawet nie okoliczne plaże działają najbardziej na turystów jak magnes. Przyciągają ich tu przede wszystkim morderstwa - na całe szczęście te z książek, filmów i seriali. Dzięki pisarzowi Henningowi Mankellowi i stworzonej przez niego postaci komisarza Wallandera Ystad stało się miejscem, gdzie fikcja w szczególny sposób splata się z rzeczywistością i które może skutecznie na całym świecie reklamować się hasłem: Lovely town for a murder, miasteczko uroczo nadające się do morderstw.

Podobno ktoś wyliczył już, że Ystad i jego malownicze okolice mogą pochwalić się najwyższym wskaźnikiem fikcyjnych morderstw w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Taki wynik nie powinien dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że seria o Kurcie Wallanderze obejmuje dwanaście książek, w oparciu o które nakręcono aż pięćdziesiąt trzy filmy. Ponad czterdzieści z nich było zresztą kręconych właśnie w Ystad. Mieszkańcy mieli przez to okazję przyzwyczaić się do nietypowych wydarzeń w przestrzeni miasta: czasem wybucha tu samochód, czasem od prądu zostanie odciętych zostaje kilka dzielnic. Wszystko na potrzeby ekranu. Plotka głosi, że jedynymi osobami, które poprosiły o autograf Kennetha Branagha, wcielającego się w rolę komisarza Wallandera w brytyjskiej serii, była grupka dzieci, która rozpoznała go z roli nauczyciela obrony przed czarną magią w Harrym Potterze i Komnacie Tajemnic - dorośli mieszkańcy przeszli do porządku dziennego nad tym, że w mieście pojawiają się gwiazdy ekranu.

Zacznijmy jednak od początku. Henning Mankell stworzył postać komisarza Kurta Wallandera na początku lat 90., ale wcale nie planował wtedy wieloczęściowego cyklu. Do napisania Mordercy bez twarzy skłoniły go obserwacje nastrojów społecznych w Szwecji, a ponieważ postrzegał zachowania rasistowskie jako czyny przestępcze, postanowił ten temat poruszyć właśnie w powieści kryminalnej. Od tamtej pory w kolejnych książkach zwracał uwagę na zło, zarówno w kontekście globalnym, jak i w mniejszej, bardziej lokalnej skali. Pisał o przemocy wobec kobiet i dzieci, o spiskach politycznych o światowym zasięgu, aferach szpiegowskich, przekrętach finansowych, sprzedaży narządów i działaniach hakerów. Jak się później okazywało, nie raz udało mu się przewidzieć przyszłe wydarzenia, a książki nie straciły przez to na aktualności. Potworności, z którymi Mankell konfrontował komisarza Wallandera i policjantów z Ystad, przerosły raz nawet samego autora - zniszczył doszczętnie jedną z książek, nad którą pracował, ponieważ tematyka molestowania dzieci wzbudziła nim zbyt wiele emocji nie do zniesienia. Wątek powrócił jednak w szwedzkiej serii filmów luźno opartych na wallanderowych historiach.

Książki Henninga Mankella sprzedały się w ponad 30 milionach egzemplarzy w 100 krajach. Być może zyskały popularność właśnie dzięki uniwersalności. Czytelników mógł poruszyć kontrast między nieco sennym miasteczkiem, a niebezpiecznymi tajemnicami, które w mroczny sposób łączą skańską sielankę z niesprawiedliwościami w innych częściach świata. Niewątpliwie jednak w pamięć zapada postać Kurta Wallandera. Daleko mu do ideału: jest gderliwy, zgorzkniały, zbyt często zagląda do kieliszka, czasem zachowuje się zbyt porywczo lub zbyt mocno pogrąża się w pracy, przytłacza go bagaż doświadczeń, niepoukładane relacje z ojcem, byłą żoną i córką, z książki na książkę i z odcinka na odcinek coraz bardziej podupada na zdrowiu. Nie jest jednak bohaterem tragicznym, ale do bólu zwyczajnym. Wiele osób może identyfikować się z komisarzem popełniającym porażki bardziej niż z niezniszczalnym superbohaterem.

Miejsca związane z powieściami Henninga Mankella są mocno zakorzenione w świadomości czytelników w dużej mierze dlatego, że autor gęsto umieszczał w powieściach adresy zamieszkania bohaterów, także tych niepierwszoplanowych. Wskazywał miejsca, gdzie popełniono przestępstwa, pojawiały się nawet tak szczegółowe informacje jak nazwa ulicy, gdzie Wallander najczęściej parkował samochód, gdzie kupił płytę ze zbiorem arii operowych, wypożyczał wideo czy odwiedzał optyka. Mankell dbał też o to, by podczas kręcenia filmów sceny były jak najbardziej wiarygodne pod względem topograficznym. Tu, w Ystad, fikcja spotyka się z rzeczywistością: zdarzają się turyści, którzy na komisariacie pytają o komisarza Wallandera, pielgrzymki miłośników kryminałów ciągną na Mariagatan, która w porównaniu z czarującymi uliczkami centrum miasta wydaje się mało atrakcyjna, ale ma jeden atut - tu mieszkał Kurt Wallander (tak właściwie atutów okazuje się kilka: Mariagatan 10 jest wprawdzie książkowym miejscem zamieszkania komisarza, ale ze względów technicznych filmowym adresem bohatera w drugim sezonie szwedzkiej serii stała się Mariagatan 11C). Turyści zauważą też pewnie, że w mieście nie znajdą takich pamiątek jak koszulki czy kubki z nazwiskiem komisarza. Działania marketingowe koncentrują się bowiem nie na samej postaci, ale na promowaniu miasta. W lokalnym biurze turystycznym można za to dostać specjalnie przygotowany przewodnik z mapą okolicy z zaznaczonymi punktami i informacjami o miejscach, które pojawiły się w książkowych lub filmowych opowieściach o Wallanderze. Kilka lat temu przeprowadzono badania w mediach społecznościowych, służące do pomiaru wartości wizerunkowej europejskich miast związanych z rozwojem turystyki filmowej. Okazało się, że Ystad przebija pod tym względem Londyn, przyciągający fanów serii o Harrym Potterze czy Sherlocku Holmesie. Pojawienie się kilku ekip filmowych w tak niewielkim miasteczku jak Ystad wywróciło życie mieszkańców do góry nogami: z początku wprowadziło trochę zamieszania (wyobraźcie sobie życie codzienne, robienie zakupów czy odwożenie dzieci do szkoły w czasie, gdy ze względu na trwające zdjęcia zamykane są coraz to inne ulice), ale teraz na samoocenę mieszkańców i ich poczucie lokalnego patriotyzmu pozytywnie wpływa fakt, że Ystad tak wyraźnie odznacza się na literackiej i filmowej mapie Europy.

W powieściach nie brakuje też szczegółowych informacji o tym, gdzie bohaterowie mają w zwyczaju się stołować. Kurt Wallander akurat nie odżywia się zbyt zdrowo - turyści, którzy chcą potraktować książki jako kulinarny przewodnik po okolicy, za często mogliby trafiać do przydrożnych grill-barów i budek z kebabem, hot dogami i hamburgerami. Na całe szczęście w mieście jest kilka "wallanderowych" lokali, które można gorąco polecić nie tylko czytelnikom kryminałów. Wallander często odwiedzał pizzerię przy Hamngatan: przychodził tu coś zjeść i porozmawiać z gadatliwym właścicielem. Znajdująca się dziś w tym miejscu restauracja Bröderna M serwuje nie tylko pizzę. Przy samym rynku namierzyć można lokal, do którego książkowy komisarz zaprosił kiedyś technika kryminalnego Nyberga i wywołał na miejscu niezłe zamieszanie, kiedy okazało się, że zapomniał portfela i nie ma czym zapłacić za obiad. W nieliterackim Ystad działa w tym miejscu popularna wśród mieszkańców restauracja i pub Upp eller Ner, gdzie z widokiem na stary ratusz można zjeść między innymi dania z grilla, przyrządzane na bazie lokalnego mięsa i ryb. Na bardziej uroczyste okazje Wallander wybierał restaurację hotelu Continental, a policjanci organizowali tu wigilie i inne imprezy pracownicze. Continental, założony w 1829, jest najstarszym wciąż działającym hotelem w Szwecji. Zatrzymywali się tu przybywający do Ystad bohaterowie powieści, a w rzeczywistości miał wielu prominentnych gości, takich jak pisarz August Strindberg, inżynier Sven Wingquist (projektant łożyska kulkowego) czy nawet królowie Szwecji. W restauracji można zarezerwować miejsce przy stałym stoliku Wallandera: narożnym, oświetlonym blaskiem kryształowego żyrandola, z widokiem na Hamngatan. Kultowym już miejscem dla czytelników zwiedzających Ystad śladami komisarza Wallandera stała się cukiernia u Fridolfa (Fridolfs konditori), znajdująca się nieopodal Biura Informacji Turystycznej. Policjant przychodził tu często na bułeczki cynamonowe lub kanapki, które popijał kawą lub mlekiem, a turyści najczęściej wybierają dzisiaj ciastko Wallandera (Wallanderbakelse), ystadzką wariację na temat tak zwanego tortu księżniczki (prinsesstårta): na biszkoptowym spodzie, z dżemem malinowym, kremem waniliowym, bitą śmietaną i niebieskim marcepanem (mającym się kojarzyć z kolorem policyjnego munduru), zwieńczone czekoladową literą W. Ciastko okazało się jednak nie w smak Henningowi Mankellowi - nie chciał, by w ten sposób czerpano korzyści ze stworzonej przez niego postaci. Cukierni udało się niemalże podstępem wywinąć się z konfliktu, kiedy uzyskali zgodę na wykorzystanie nazwiska od niejakich Claesa i Cathariny Wallanderów z Mariefredu.

Jak działa magia ekranu, jak powstają filmowe i serialowe iluzje, jakie kłamstewka skrywane są na planie, zdradza przeznaczone dla odwiedzających centrum studia filmowego w Ystad, Ystad Studios Visitors Center. W studiu pracowano nie tylko nad kilkudziesięcioma pełnometrażowymi odcinkami serii o Wallanderze (szwedzkiej i brytyjskiej), ale również nad takimi filmami jak Truskawkowe dni (polska aktorka Julia Kijowska otrzymała za drugoplanową rolę w tym filmie prestiżową szwedzką nagrodę Złotego Żuka), Wykluczeni, Uwiecznione chwile, Pocałuj mnie, a nawet nad dwoma ostatnimi sezonami Mostu nad Sundem. Centrum dla zwiedzających pełni ważną rolę edukacyjną, można się tu poznać tajniki produkcji filmów, działania filmowego oświetlenia, tworzenia animacji czy wykorzystania zielonego tła w ujęciach z użyciem efektów specjalnych. Prowadzonych jest tu wiele zajęć i aktywności dla najmłodszych, ale zadbano też o to, by dorośli mogli tu poczuć się jak trochę jak dzieci. Ogromną atrakcję stanowią wystawy, gdzie można obejrzeć filmową scenografię i rekwizyty. Można zajrzeć do pokoju Kurta Wallandera albo rzucić okiem na policyjną tablicę z przypiętymi zdjęciami serialowych podejrzanych, ofiar i narzędzi zbrodni. Jest okazja, by przyjrzeć się z bliska legitymacji Sagi Norén, policyjnej broni, a nawet by przekartkować scenariusze. Oprowadzający nas po centrum Jack, ekspert od Wallandera i turystyki filmowej, wyjawił nam też kilka smaczków: wytłumaczył, jak kręcone są ujęcia z wnętrza lodówki albo windy i pokazał ściągi dla aktorów z replikami, wklejone na przykład w książki lub gazety, trzymane w dłoniach przez aktorów, ale niewidoczne dla kamer.

Ystad to miasto nie tylko na wyprawy śladami ulubionych bohaterów literackich i filmowych. Świetnie nadaje się do przechadzek historycznych, podczas których można poznawać ciekawe zabytki architektury miejskiej: średniowieczne kamienice kupieckie, domy szachulcowe ozdobione drewnianymi rzeźbami lub ceglane budynki ze schodkowymi śladami szczytowymi. Można zwiedzić klasztor Franciszkanów i odpocząć w przyklasztornych ogrodach z różami, piwoniami i ziołami. Podczas przechadzki po mieście może uda się wypatrzeć w oknach lusterka, przypominające trochę te samochodowe, zwrócone często w dwie strony. To tak zwane skvallerspeglar, "plotkarskie lustra", pozwalające bez wychodzenia z domu sprawdzić, co się dzieje na ulicy. Niektórzy żartują, że te dawniej miały taką funkcję, którą dziś spełniają media społecznościowe. W godzinach nocnych warto natomiast nasłuchiwać dźwięku trąbki: wartownik z wieży kościoła Mariackiego zgodnie ze starą tradycją informuje w ten sposób mieszkańców, że czuwa nad bezpieczeństwem i wypatruje pożaru. Trębacz wygrywa sygnał strażacki na cztery strony świata co piętnaście minut, zaczynając kwadrans po dziewiątej wieczorem i kończąc wachtę o pierwszej w nocy. Dzięki temu - paradoksalnie - mieszkańcy mogą spać spokojnie.

Ystad jako port, do którego docierają promy z Polski, może wydawać się nam bliski, w pewnym sensie bardziej "oswojony" niż inne szwedzkie miasta. Warto je odkryć po swojemu.

Natalia Kołaczek: doktorantka w Katedrze Skandynawistyki UAM, tłumaczka i lektorka języka szwedzkiego, blogerka (Szwecjoblog.pl), autorka książki I cóż, że o Szwecji.

Więcej informacji na temat regionu Skanii w południowej Szwecji: www.visitsweden.pl 

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje