Przejdź na stronę główną Interia.pl

Koran mam w małym paluszku

TANYA VALKO, autorka „Arabskiej krucjaty”, kolejnej części arabskiej sagi, o trzeciej wojnie światowej w kawałkach, śmierci innowierców i Oktoberfest

- Czy w obecnej sytuacji napięcia, coraz bardziej odczuwalnego w Europie, trudniej się pisze książkę osadzoną w islamskim świecie niż kilka lat temu?

Reklama

- Zawsze poruszałam tematy drażliwe i sytuowałam już akcje moich powieści w świecie porażonym wojną, terrorem i przemocą. W "Arabskiej córce" pisałam o terrorystycznej działalności Al.-Kaidy na terenie Jemenu i Arabii Saudyjskiej, a w "Arabskiej krwi" mówiłam o arabskiej wiośnie na Bliskim Wschodzie i w Libii, w której mieszkałam ponad 13 lat. Także nie są to tematy obce. Łatwiej się pisze o trudnych sprawach, niż o niczym - w każdym razie tak jest ze mną.

- "Jesteśmy świadkami trzeciej wojny światowej w kawałkach" - słowa papieża Franciszka uczyniła Pani mottem dla swojej nowej książki. Dlaczego?

- Czyż nie jest to prawdą? Bardzo smutną prawdą. Jeszcze parę lat temu obawiano się zarzewia światowej wojny z powodu pogłębiającego się konfliktu izraelsko-palestyńskiego, a co teraz się dzieje?

Trwa długoletnia wojna w Jemenie, gdzie najpierw dochodziło do aktów terroru z rąk al-Kaidy Półwyspu Arabskiego, która z Arabii Saudyjskiej przeniosła się do tego biednego kraju. Ciągle też toczyły się boje plemienne, a najsilniejsze i najliczniejsze plemię Houti pragnęło przejąć władzę i utworzyć kalifat. Teraz walki trwają już pomiędzy wszystkimi zantagonizowanymi ugrupowaniami oraz oficjalną władzą.

W Syrii najpierw wybuchła rewolucja wywołana arabską wiosną, która przemieniła się w regularną wojnę domową, co spowodowało osłabienie kraju i powstanie na jego terenie oraz w części Iraku fundamentalistycznego kalifatu.

Po usunięciu płk. Muammara Kaddafiego Północna Afryka i tym samym Libia stały się polem bratobójczych i plemiennych walk, by na koniec stać się siedliskiem terrorystów oraz dzihadystów z Państwa Islamskiego.

W Afryce w Nigerii powstała organizacja Boko Haram, wpisana na listę organizacji terrorystycznych przez Departament Stanu USA, która rozszerzyła swoje działania na Czad, Kamerun oraz Somalię oraz prawie całą Czarną i Zachodnią a nawet północną Afrykę.

Można by tak długo wymieniać. Obecnie walki toczą się na całym świecie, przemoc i terroryzm nas zalewają, więc czy nie jest trafne  porównanie aktualnej sytuacji do "rozproszonej" wojny światowej? Uważam, że jest.

- "Obecna sytuacja dotyczy już bezpośrednio nas" - w jakim stopniu pisząc to myślała Pani o Polsce?

- Nigdy byśmy się nie spodziewali, że terroryzm islamski zacznie panoszyć się w Europie czy w Stanach Zjednoczonych, bo uważało się, że jego siedliskiem są odległe kraje muzułmańskie i na zawsze tam pozostanie. Niejednokrotnie my, innowiercy byliśmy traktowani przez  fundamentalistów islamskich jako intruzi, ale działo się tak na terenie ich rodzimych krajów. Byli porywani dziennikarze, pracownicy zachodnich kontraktów, dyplomaci czy antagoniści, w celu wyłudzenia za nich okupu lub nawet ostatecznie pozbawienia życia. Lecz mogło się wydawać, że ten problem dotyczy tylko tych, którzy sami z własnej i nieprzymuszonej woli jadą do niebezpiecznych krajów i "pakują" się w kłopoty. Teraz zaś, jak sami widzimy po upadku WTC w USA czy po wydarzeniach w Paryżu i Belgii, akty terroru zaczynają przenosić się na nasz grunt i dotyczą nie tylko "wybrańców" lub tych, którzy lubią narażać życie, lecz wszystkich zwykłych zjadaczy chleba. Dlatego też wspólnie z Unią Europejską i zjednoczonymi międzynarodowymi siłami powinniśmy stawić czoła terroryzmowi i wszelkim objawom przemocy, pod obojętnie jakimi sztandarami by one występowały.

- "Czy ktoś znajdzie złoty środek, aby temu zapobiec? Aby nie skrzywdzić potrzebującego, a zarazem nie wpuścić za swój próg zabójcy?" - do kogo są to właściwie kierowane pytania? Czy autorka opowiadająca o tamtym regionie powinna brać odpowiedzialność za owo "poszukiwanie złotego środka"?

- Odpowiedzialność biorą na siebie politycy, a nie pisarze. Pisarz pokazuje zdarzenia, należące do świata przedstawionego jego powieści i może jedynie wymyślać sposoby rozwiązania trudnych sytuacji, ale jest to "licencia poetica". Pisarz jest jednym z tych, którzy oczekują "złotego środka" od  ludzi decydujących o sytuacji danego kraju czy międzynarodowej polityce. A postawione przeze mnie pytania powinniśmy sobie zadawać wszyscy. Może trafi się mądry, który znajdzie na nie odpowiedź.

- Pisze Pani: "Zawsze usiłuję zrozumieć każdego i każdego wytłumaczyć i to samo czynię w mojej książce. Zastanawiam się, co wpływa na człowieka - bo przecież każdy rodzi się dobry - że staje się on zbrodniarzem i katem? Czemu nie ma w nim ludzkich uczuć, gdzie i pod jakim wpływem je stracił lub kto go ich pozbawił?" Są takie momenty, w których z trudem przychodzi Pani zrozumieniem na przykład swoich bohaterów?

- Coraz więcej myślących ludzi ma kłopot ze zrozumieniem, dokąd zmierza nasz świat i co się stało z jego mieszkańcami oraz gdzie podziały się zasady rządzące naszym postępowaniem. W moich powieściach jednak nie potępiam wszystkich całkowicie, lecz staram się ukazać, co spowodowało, że dany człowiek stał się zły, że bez mrugnięcia powieką zakłada pas szahida (męczennika) i wysadza się, mordując przy tym niewinnych ludzi, kobiety i dzieci. Według mnie, ten, kto go tak ukształtował, jest bardziej winny od niego samego.

- W tle Pani fabuły czytelnicy rozpoznają wiele zdarzeń, o których czytają w gazetach. Wymaga to pewnie dodatkowej pracy w postaci szczegółowego śledzenia komentarzy dotyczących bieżącej sytuacji?

- Każdy, kto kiedykolwiek otworzył moją książkę wie, że powieści Tanyi Valko to nie lekkie książeczki, lecz nośniki poważnych treści i rzetelnych wiadomości. Nie opieram ich na brukowcach czy nawet gazetach, które mogą być ocenzurowane, stronnicze i niefachowe, lecz kompetentnych raportach międzynarodowych organizacji lub oficjalnych opracowaniach rządowych. Sięgam także do książek naukowych, popularno-naukowych, historycznych czy nawet filozoficznych. Koran zaś mam w małym paluszku, bowiem pierwsze tłumaczenia fragmentów tej świętej księgi robiłam już jako studentka arabistyki. Szczególnie interesują mnie części dotyczące kobiet oraz te, które są zbieżne z treściami głoszonymi w Biblii, jak i rozbieżne.

- Ale czy "Arabska krucjata" wymagała osobnej dokumentacji?

- Już od jakiegoś czasu na końcu każdej mojej powieści nie tylko umieszczam słowniczek obcych słów i zwrotów, ale również małe kompendium wiedzy o tematach, które poruszam. Moi czytelnicy za każdym razem bardzo mi za to dziękują, bowiem dzięki temu mają skompresowane informacje o nieznanych sprawach.

- Pisanie kolejnego tomu z bohaterami to trochę jakby obserwowanie dorastania swoich dzieci. Zastanawiam się, czy czasem zagląda Pani do początkowych rozdziałów, z początku arabskiej serii, i snuje refleksje na temat tego, jak się zmieniają  bohaterowie?

- Wszyscy się zmieniamy, a najbardziej świat nas otaczający. Kiedy zaczynałam "Arabską żonę" luksusem było wideo, a o telefonie komórkowym można było zamarzyć (w Libii sam aparat kosztował 2 tys. dolarów). Internetu kiedyś nie było - czy młode pokolenie jest to sobie w stanie wyobrazić? Oczywiście, że moi bohaterowie zmieniają się czy dorastają ze mną, bo ich życie jest moim, co chyba daje się odczuć podczas lektury.

- Czy rozmawia Pani z czytelniczkami - w kontekście swojej książki - o tym, co się dzieje z kobiecością w kulturze islamskiej? Chodzi mi też na przykład o komentarze wokół napaści w Sylwestra w Niemczech?

- Nie interesuję się tym co głośne albo nagłośnione - mnie zajmuje to, co ukryte i co nie wszyscy zauważają. Przestraszyła nas i rozbawiła (choć był to śmiech przez łzy) sytuacja, kiedy w zeszłym roku jesienią świeżo przybyli muzułmańscy uchodźcy wystąpili z petycją do władz Bawarii o nie obchodzenie Oktoberfest, bowiem obraża to ich uczucia religijne. Jeszcze wiele musimy się nauczyć i wiele dać od siebie i w sobie zmienić, żeby wspólnie i zgodnie współegzystować.

- Za co dziękują najczęściej Pani czytelniczki?

- Za ukazanie im nieznanego odległego świata.

 

Rozmawiał Marcin Wilk.

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje