Reklama

Reklama

K.A. Figaro: Moje książki to nie jest historia o Kopciuszku

Zaczęła pisać, by oderwać się od brutalnej rzeczywistości. Nie spodziewała się, że historię jej bohaterów pokochają setki tysięcy czytelniczek. O tym, co dawało jej ulgę, jak zmierzyła się z falą krytyki oraz dlaczego czuła się jak narzędzie w rękach swoich bohaterów opowiada K.A. Figaro, autorka serii Rozchwiani Wydawnictwa Lipsctick Books.

Pierwszy tom serii Rozchwiany o tytule "Prosty układ" pojawił się w kwietniu zeszłego roku, piąty - "Bez tchu" - w listopadzie 2020. Przyznam, że tempo ma pani zawrotne!

Reklama

Dziękuję bardzo. Trudną historię miłosną Łucji i Dymitra pokochało tysiące kobiet, wiele z nich bardzo cierpliwie czekało na kontynuację. Myślę, że to dzięki nim premiery kolejnych tomów tak szybko się pojawiły. Mam cichą nadzieję, że wiele czytelników czuło spełnienie, czytając ostatnie zdanie epilogu.

Od czego się zaczęło? Skąd pomysł na pisanie?

To przyszło znienacka. Moja córka bardzo chorowała, a ja zaczęłam nową pracę. Miałam bardzo mocny spadek energii. To był bardzo trudny czas zarówno dla mnie, jak i dla mojej rodziny. To trwało około dwóch lat. Czułam się tak, jakby całe zło świata zaatakowało mnie i nie zamierzało puścić ze swoich szponów. Dusiłam się, ale musiałam być twarda dla dziecka. Bywało, że tygodniami spałam po trzy godziny na dobę. Gdy córka zasypiała, ja czuwałam. W pewnym momencie zaczęłam szukać w sieci odskoczni, ratunku, czegoś, co zapełni moje myśli czymś innym niż ciągłymi dawkami lekarstw, troskami i czarnymi wizjami. Na Facebooku zobaczyłam książkę, która pewna pani promowała i tak bardzo spodobała mi się okładka, że napisałam do tej kobiety. Okazało się, że książka jest dostępna na platformie wattpad.com. Nie wiedziałam, co to takiego, ale postanowiłam się zarejestrować. Przeczytałam tamtą książkę, a potem natknęłam się na "Panią Architekt". Książka mnie zafascynowała i byłam pewna, że historię napisała zawodowa autorka. nie omieszkałam napisać do niej i tak zaczęła się moja pierwsza znajomość na wattpad.com. To właśnie ta dziewczyna pchnęła mnie do pisania, słowami: "Kaśka, spróbuj. Zobaczysz, czy ci się spodoba, a jak nie, to po prostu będziesz wiedziała, że to nie dla ciebie i będziesz czytać". Te słowa wzięłam sobie do serca. Stworzyłam okładkę, tytuł, który początkowo brzmiał "Bez zobowiązań" i moja przygoda się zaczęła. Nie wiedziałam, jak potoczą się losy bohaterów. Można powiedzieć, że sami napisali tę historię, a ja byłam tylko ich instrumentem, czyli piórem... a raczej klawiaturą (śmiech). Czytelników przybywało z każdym nowym rozdziałem. Bardzo mnie to podbudowało. Robiłam coś dla siebie. Pisałam i odpoczywałam. To była moja psychoterapia. Zdrowie dziecka znacznie się poprawiło, ale zamiłowanie do pisania pozostało. Myślę, że gdybym wydała książkę w wieku 20. lat, nie czułabym tak ogromnej satysfakcji i dumy, jaką odczuwam teraz, bo przyszłoby mi to, zbyt łatwo. Przyznaję się, że nigdy nie chciałabym powrócić do tych koszmarnych i bezsennych nocy, które przeżyłam podczas choroby córki, ale to właśnie one wykształciły tak chwiejne emocje w bohaterach. Cały swój smutek, frustrację i ból przelewałam na karki powieści, aby choć trochę dać upust swoim frustrację.

Spodziewała się pani, że pani twórczość polubi tak ogromne grono czytelniczek?

Hmm. Nie. Nigdy nie sądziłam, że tak ogromne grono pokocha serię Rozchwianych. Co prawda, wcześniej tę powieść publikowałam na stronie wattpad.com i tam było wiele przychylnych czytelniczek, które namawiały mnie do wysłania książki jako propozycję wydawniczą do wydawnictw. Pamiętam, że bardzo długo biłam się z myślami, zanim zdecydowałam się na ten krok. Wtedy nie przypuszczałam, że historia Łucji i Dymitra dotrze do tak wielu serc. Do tej pory ciągle się zastanawiam, jak do tego doszło (śmiech). Uczucie, gdy widzę moje książki w TOP Empiku, jest niebywałe! Uważam, że sukces odniosłam dzięki  mojemu wspaniałemu Wydawnictwu Lipstick Books, które stoi za mną murem i dba o wszystkie szczegóły, o które ja jako autor nie muszę się martwić i stresować. Świetna załoga potrafi zdziałać naprawdę fenomenalne rzeczy!

Za dużym sukcesem idzie także krytyka. Bez niej także się nie obeszło, prawda? Jak pani na nią patrzyła przy pojawieniu się pierwszego tomu i czy to spojrzenie zmieniło się przy piątym?

Oj tak, pojawiła się krytyka, która podcięła mi skrzydła. Doprowadziła do tego, że miałam ochotę zrezygnować z pisania i wydawania, ale dzięki rodzinie i przyjaciołom poszłam za ciosem i postanowiłam dokończyć serię Rozchwianych. Bardzo emocjonalnie podeszłam do krytyki. Teraz natomiast, po wydaniu piątego finalnego tomu, nie czuję takiej presji czytając negatywne komentarze. Oczywiście w pewien sposób jest mi przykro, ale każdy z nas ma inny gust. Dlatego do każdej recenzji, opinii czy komentarza podchodzę teraz mocno zdystansowana. Bardzo lubię konstruktywne uwagi, to one najbardziej pomagają rozwijać warsztat, ale tych jest niestety jak na lekarstwo. Najbardziej bawią mnie komentarze, które można streścić słowami: "Nie czytałam, ale mi się nie podoba" albo "Czytam już piąty tom i nadal mi się nie podoba" (śmiech).

Główni bohaterowie serii Rozchwiani, Dymitr i Łucja, to para niebanalna, ale chyba właśnie dlatego tak lubiana. To nie była prosta historia o Kopciuszku, który żył długo i szczęśliwie po spotkaniu księcia.

To prawda. Bohaterowie nie mieli łatwo od samego początku. Najpierw kierowała nimi ciekawość, namiętność połączona z pożądaniem, a potem zbyt lekkie podejście do życia jednej z głównych postaci. Spowodowało to zamęt i spustoszenie w życiu drugiej. Zależało mi bardzo, aby ukazać w książce, jak bardzo jest ważne dzieciństwo, wsparcie i akceptacja przez rodziców oraz jak mocno środowisko człowieka wpływa na całe życie. Czasami tak niewiele potrzeba, aby człowiek był kimś innym niż jest. Niekiedy potrzeba więcej cierpliwości, czasem miłości, a przede wszystkim akceptacji i wiary, że jak się chce można przenosić góry... Na początku pokazałam niedojrzałość, potem jak strona walczy z emocjami, po czym roztrzaskałam ich życie, aby mogli je znów skleić na nowo. Czy razem? Czy osobno? Należy się przekonać samemu.

Skąd pomysł na fabułę? Przecież patrząc tak po ludzku opracowanie pięciu tomów historii miłosnej jest wyzwaniem!

Przyznam szczerze, że sama do końca nie wiem, jak to się stało, że powieść stała się tak obszerna. Uwielbiałam i nadal kocham moment, kiedy siadam i mam czas dla siebie, aby przenieść się do świata swoich bohaterów. Odrywam się wówczas od swoich problemów, by żyć ich troskami. Serię Rozchwianych czułam każdą cząsteczką swojej duszy, a śmierć jednego z bohaterka złamała mi serce. Ba! Roztrzaskała. Ale prawda jest taka, że niczego nie planowałam w tej historii, ona żyła własnym życiem. Nie miałam żadnego konspektu ani wypunktowanych wydarzeń. Rozdziały tworzyły się same. Ja tylko musiałam znaleźć czas, by usiąść i odpalić czystą kartę na wattpad.com, by potem bohaterowie mogli na nowo ożyć. Uważam, że każdy projekt należy czuć, jeżeli nie ma tej chemii i emocji, to czegoś zabraknie i czytelnik to wyczuje i po przeczytaniu książki odłoży ją na półkę i zapomni o niej. A przecież w czytaniu chodzi o to, aby był cały wachlarz emocji. Nawet jeśli bohater mocno irytuje, to znak, że osiągnęło się sukces, bo pobudziło się emocje w czytelniku.

Jakie są pani pisarskie plany na przyszłość?

Możliwe, że w 2021 roku na rynku wydawniczym pojawią się dwie moje historie oraz jedna powieść, którą kończę pisać z inną autorką. Będą to romanse z elementami erotyki, czyli coś, co moje czytelniczki lubią. Mam nadzieję, że do grona dołączą nowi książkoholicy, którzy polubią się z moją twórczością. Co będzie dalej? Zobaczymy. Nie chcę zbyt mocno wybiegać w przyszłość. Wolę twardo stąpać po ziemi.

Czego pani życzyć na święta?

Proszę o zdrowie dla mnie i całej mojej rodziny, wewnętrznej harmonii oraz świąt w gronie najbliższych, a także odpoczynku od zawirowań, które towarzyszą mi ostatnio w życiu i ogromnej weny, która gdzieś sobie poszła (śmiech) . A ja ze swojej strony w te nietypowe Święta Bożego Narodzenia życzę wszystkim dużo zdrowia, spokoju ducha, wewnętrznego wyciszenia oraz magicznych i niezapomnianych chwili w towarzystwie najbliższej rodziny. Pamiętajmy, że Boże Narodzenie to czas narodzin i radości, która powinna zawitać do naszego serca i pozostać w nim jak najdłużej. Ale czy pozostanie, to zależy od nas samych, dlatego życzę, by każdy tę radość znalazł. Wesołych Świąt!

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje