Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anatomia pożądania

Powinniśmy mieć kontrolę nad swoim pożądaniem, a nie ono nad nami - twierdzi Ewa Woydyłło.

PANI: Pani Ewo, bardzo dużo mówi się o pożądaniu: o tym, jaką odgrywa ono rolę w pierwszej fazie związku i co zrobić, by nie przemijało. Mam jednak wrażenie, że te wszystkie teorie, porady nikomu się nie przydają. Bo jak rozmawiać o czymś, co tak naprawdę zależy od wielu czynników, często takich, z których nie zdajemy sobie sprawy?

Reklama

Ewa Woydyłło: A dlaczego nie? Wiedzieć, czemu kogoś pragnę, to często wiedzieć, kim jestem. Mówię to oczywiście trochę żartem, jednak jest w tym wiele prawdy.

Ale może to dużo prostsze: chemia pomiędzy ludźmi istnieje albo nie.

- To teraz podważa pani wieloletnią pracę psychologów ewolucyjnych i tych, którzy powołują się na teorie Junga. Jasne, że gdy jesteśmy w szczęśliwym związku, czujemy się seksualnie zaspokojeni, nie musimy analizować, dlaczego robimy to rzadziej lub częściej niż inni. Zresztą nie mamy potrzeby z nikim się porównywać. To tak jak ze słodyczami. Jedni je ubóstwiają, inni mniej. Dopóki obojgu partnerom odpowiada to, jak żyją, wszystko jest w porządku. I to zarówno wtedy, gdy ich relacja bardziej jest oparta na przyjaźni, jak i wtedy, gdy większą rolę odgrywa chemia. Problem zaczyna się wówczas, kiedy czujemy dyskomfort związany z tym, że nie pragniemy bliskiej osoby albo pragniemy zanadto. Oba przypadki mogą budzić niepokój.

Czy można kogoś pożądać za bardzo?

- Oczywiście. Jeśli przyjdzie pani do mnie i oświadczy: „Mam fantastyczny seks ze swoim mężczyzną, a do tego jesteśmy dobrymi partnerami na co dzień”, powiem, że ma pani szczęście. Nawet jeżeli zacznie pani opowiadać o najdziwniejszych rzeczach, jakie robicie w łóżku. Nie zdziwi mnie przemoc, która może się pojawić, gdy się kochacie, ani najbardziej absurdalna rzecz, bo ona jest absurdalna dla mnie, ale nie dla was. Jednak jeśli usłyszę: „Pożądam go tak mocno, że poza nim nie interesują mnie inni ludzie, świat, moja godność”, to wtedy się zaniepokoję.

Dlaczego?

- Bo to ostatecznie my powinniśmy mieć kontrolę nad swoim pożądaniem, a nie ono nad nami. To odróżnia nas od zwierząt. Przychodzi do mnie pacjentka i mówi: „Chcę się z nim rozstać, a jednocześnie wiem, że nigdy z nikim nie będę miała tak cudownego seksu. Wciąż go pożądam”.

To też da się rozebrać na czynniki pierwsze?

- Z całą pewnością. Człowiek zintegrowany psychicznie, spójny najczęściej pragnie tego, co dla niego jest dobre. O początkach miłości nawet nie mówię: wiadomo, że mężczyźni pożądają kobiet ładnych, seksownych, młodych, z kolei one odczuwają większy pociąg do mężczyzn dobrze sytuowanych, pewnych siebie. To oczywiste, że na początku związku pragniemy się mocniej, potem wchodzimy w inną fazę, gdzie bardziej liczy się bliskość. Czasem żyjąc ze swoim partnerem, poznajemy kogoś innego, kto staje się dla nas pociągający – i to też jest normalne i naturalne. Bo ludzie w różny sposób radzą sobie ze swoim pożądaniem. Jednak kiedy ktoś mi powie: „Noc bez niego jest dla mnie stracona”, to ja już wiem, że za tym kryje się coś więcej.

Co więc kryje się za tym ogromnym pożądaniem, które do kogoś czujemy?

- Często jego niedostępność, piętrzące się przeszkody. Podam najprostszy przykład: Henryk VIII rozwiódł się z Katarzyną Aragońską i ożenił z Anną Boleyn tylko dlatego, że Boleyn powiedziała, iż nie zostanie jego kochanką. To dowód na to, ile jesteśmy w stanie zrobić, kiedy kogoś bardzo pragniemy, a jednocześnie nie możemy go mieć. Myślę, że takich przykładów każdy z nas zna mnóstwo.

- Kobiety typu femme fatale – tajemnicze, niedostępne – przyciągają mężczyzn bardziej niż kobiety oddane i kochające. Idźmy dalej, według Junga każdy mężczyzna nosi w sobie obraz idealnej kobiety o określonym rodzaju kobiecości. Podobnie każda kobieta ma obraz idealnego mężczyzny. To zwykle są cechy zupełnie nieuświadomione, bo taka kobieta i taki mężczyzna mogą pragnąć dobra, czułości, ciepła, a jednocześnie zakochiwać się w ludziach, którzy nie potrafią im tego dać. W każdym razie gdy spotykamy osoby, które prezentują nasz wypchnięty do podświadomości „ideał”, reakcja jest silna i natychmiastowa. Pożądamy jak nigdy wcześniej.

Ten „ideał” kobieta tworzy na podstawie relacji z ojcem, a mężczyzna z matką?

- Tak uważał Jung, ale dla mnie nie jest to aż tak proste. Ogromne znaczenie mają również środowisko, w którym dziecko dorastało, pierwsze miłości.

Czyli jeśli kogoś namiętnie pożądam, tak że zatracam siebie, to powinnam bliżej przyjrzeć się swojemu dzieciństwu?

- Z mojego doświadczenia wynika, że głęboko, bez pamięci – tak że sprawiają wrażenie oszalałych – pożądają zwykle ludzie, którym brak świadomości psychologicznej, ponieważ tylko przeglądając się w drugiej osobie, poznaje się siebie. Psychoanalitycy twierdzą, że seks jest tak naprawdę podświadomym dążeniem do bliskości, którą przeżyliśmy wyłącznie z matką: do symbiozy, absolutnego złączenia się z kimś, kogo kochamy. Dojrzała osoba wie, że relacji z matką nie da się odtworzyć. Umie więc w zdrowy sposób balansować między bliskością a dystansem. Zakochuje się, pożąda, ale równocześnie nie traci nad tym kontroli.

Rozmawiała Katarzyna Troszczyńska

------

Ewa Woydyłło - psycholog i terapeutka. Autorka wielu książek, m.in. "My, rodzice dorosłych dzieci", "Sekrety kobiet" i "Poprawka z matury". Prywatnie żona i matka dwóch córek. Uważa, że w życiu nigdy nie jest na nic za późno. Sama rozpoczęła studia psychologiczne w wieku 45 lat.

PANI 5/2011

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje