Przejdź na stronę główną Interia.pl

Detektyw kulinarny

Nawet najzdrowsze jedzenie może szkodzić, wywoływać bóle głowy, wysypkę albo utrudniać odchudzanie. Problem w tym, jak zindentyfikować winowajcę.

Każdy z nas intuicyjnie unika pewnych pokarmów, bo po ich zjedzeniu nie czuje się najlepiej. Jestem tego żywym przykładem. Choć wiem, że mój organizm nie toleruje cebuli, ostatnio dałam się skusić na sporą porcję cudownie rozgrzewającej zupy cebulowej.

Reklama

Niestety, skutki tej uczty odczuwałam jeszcze przez kilka dni. Brzuch niby nie bolał, ale coś było nie tak: wzdęcie, nieprzyjemne uczucie przelewania. Redakcyjna koleżanka podobnie reaguje na słodkie mleko.

- Prawdopodobnie przyczyną złego samopoczucia w obu przypadkach jest brak pewnych enzymów niezbędnych do sprawnego trawienia tych produktów - wyjaśnia internista i specjalista medycyny rodzinnej, dr Mariola Macierzyńska, która w codziennej praktyce dużo uwagi poświęca problemom związanym z nietolerancją pokarmową.

Nietolerancja to co innego niż alergia, choć jej skutki mogą być podobne. Klasyczna alergia jest natychmiastową reakcją na pokarm, zależną od przeciwciał IgE. Wykrywa się ją za pomocą testów skórnych lub z krwi. W wypadku alergii reakcja jest szybka: wysypka lub pogorszenie samopoczucia pojawia się nie później niż w ciągu doby, a często zaraz po zjedzeniu pokarmu zawierającego szkodliwy antygen. Przy nietolerancji pokarmowej na tle immunologicznym niepożądana reakcja na zjedzony pokarm pojawia się nawet po trzech dniach. Takie opóźnienie znacznie utrudnia jego identyfikację.

W trakcie reakcji immunologicznej uruchomionej przez szkodzący nam produkt układ odpornościowy produkuje przeciwciała IgG4, które są źródłem prozapalnych mediatorów takich jak cytokiny, leukotrieny. Te mediatory mogą wyzwalać np.: przewlekłe katary, uporczywe zmiany skórne, nawracające infekcje dróg oddechowych, zaburzenia gastryczne, a nawet biochemii mózgu, powodując nadpobudliwość, drażliwość, zaburzenia koncentracji, bóle głowy, zespół przewlekłego zmęczenia. Ponieważ mediatory prozapalne zaburzają także metabolizm tkanki tłuszczowej, mogą być głównym powodem przybierania na wadze mimo niskiej kaloryczności posiłków.

Wykazano, że przeciwciała IgG4 mogą mieć istotny udział w mechanizmie powstawania wielu chorób przewlekłych, takich jak: astma, stany zapalne skóry, uporczywy trądzik, zapalenie stawów lub jelit, w tym zespół jelita drażliwego. Udowodniono także udział tych przeciwciał w chorobach autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów. Co zrobić, by pozbyć się tych niekorzystnych dla zdrowia przeciwciał?

- Zidentyfikować i wyeliminować wroga, czyli ustalić, jaki pokarm nam szkodzi - tłumaczy dr Macierzyńska. - Służą temu testy wykrywające obecność przeciwciał IgG4 dla konkretnych pokarmów. W aptekach oraz u dietetyków są dostępne testy na kilkadziesiąt produktów (np. Food Detective sprawdzający 59 pokarmów kosztuje ok. 400 zł), szersze panele na 120 i 200 - tylko u lekarzy. Test wykonany przy użyciu kilku kropli krwi już po 40 minutach pokaże, jakie produkty wywołują w naszym organizmie reakcję z udziałem przeciwciał IgG4, czyli ujawni to, czego powinniśmy unikać. Jednak sam test nie wystarczy. Niezbędne jest leczenie, które poprawi kondycję śluzówki jelit i zrównoważy pracę układu immunologicznego.

Nieleczona nietolerancja może się rozszerzać, obejmując z czasem kolejne pokarmy. Ocenia się, że dotyczy aż 40 proc. dorosłych. Najczęściej wywołują ją drożdże i pleśnie, nieco rzadziej zboża i jaja kurze, a nawet ryż, ziemniaki, marchew. Namówiłam naszego redakcyjnego kolegę Sergiusza, by wykonał sobie test na nietolerancję i spróbował dociec, co przeszkadza mu w zgubieniu kilku kilogramów oraz powoduje pobolewanie brzucha po jedzeniu. Oto jego relacja.

Preludium

Z niepokojem patrzę na powiększającą się liczbę niebieskich punkcików na plastikowej tacce. Przez ostatnie 40 minut mieszałem chemiczne odczynniki, dodawałem ze szklanej kapilary własną krew pobraną z naciętego skalpelem palca. Teraz z rezygnacją skreślam 28 pozycji z mojego menu na najbliższy miesiąc. Pszenica, żyto, kukurydza, ryż… Cóż, zapominamy o chlebie i sushi. O! Mogę jeść owies! To raczej mało pocieszająca informacja. Może chociaż owsianka? Nie, bo mleko też odpada. Tak samo jak pole oznaczone jako "pełne jaja", zabarwiło się na intensywny kolor. Będę się musiał obyć bez wieprzowiny, dorsza, orzechów, pomarańczy, pomidorów, marchewki, truskawek (na szczęście to już nie sezon), czosnku, imbiru, kapusty, grzybów, drożdży... W czym są drożdże? W piwie, no trudno. Ale chyba też w winie. Niedobrze. Jutro zaczynam.

Pierwszy tydzień

Redakcyjne koleżanki umierają z ciekawości, dlaczego nie chcę skubnąć urodzinowego tortu Agnieszki. Mam już dość cierpliwego tłumaczenia, że to nie o to chodzi, by zrzucić wagę. Chociaż… Dlaczego by nie? Z wakacyjnych podróży przywiozłem nieco więcej kilogramów, niż bym chciał. Trudno było oprzeć się pokusie egzotycznego "all inclusive". W pierwszy poranek diety zważyłem się i jęknąłem - 83,8 kg. Jako cel drugorzędny (no dobrze, pierwszorzędny) postawiłem sobie zejście do bezpiecznego poziomu 81 kg. To cel może i niezbyt ambitny - po maturze ważyłem 76 kg, ale od tamtego czasu minęło już 17 lat, więc nie przesadzajmy. Postanawiam wykluczyć z diety te rzeczy, których okienka kontrolne w teście zabarwiły się najbardziej intensywnie, czyli: zboże, jajka, mleko, herbatę, wieprzowinę, grzyby itd. W wypadku pozostałych (np. drożdże) ograniczam te potrawy, w których znajdują się zabronione składniki. Mogę jeść oliwki, kakao, melony, czarną porzeczkę, ogórki i skorupiaki. Przyznam szczerze, że wygląda to kiepsko. Nie wiem, czy długo wytrzymam.

Na pierwsze "dietetyczne" śniadanie zjadam banana i garść daktyli. Na obiad wrzucam kebab z baraniny i ziemniaki. Jestem najedzony. Brakuje mi tylko parującej szklanki z herbatą.

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje